Inwazja Die Antwoord w sieci rozpoczęła się wraz z pojawieniem się klipu do utworu Enter the Ninja. Od początku budzili mieszane uczucia, ale jest coś, co zgodnie powinniśmy im przyznać – bez pomocy armii PR-owców wykreowali wizerunek, który intrygował. Teraz, kiedy zdążyliśmy już do nich nieco przywyknąć, Ninja, Yo-Landi i DJ Hi-Tek wydali drugą płytę.

Zgodnie z wypróbowaną już receptą na sukces, nadal podkreślają to, co ich wyróżnia. Rapują nie tylko po angielsku, ale też w języku afrikaans. Odwołują się do subkultury Zef, która, w uproszczeniu, jest południowoafrykańskim odpowiednikiem brytyjskiego „chav” – jej reprezentanci, zwykle wywodzący się z niskich klas społecznych, z dumą noszą podróbki znanych marek, tandetną biżuterię i dresy.

Die Antwoord lubią powtarzać, że nikogo nie naśladują i nie próbują imitować amerykańskiego hip- hopu (Fatty Boom Boom). Już otwierający płytę Never Le Nkemise 1, który brzmi jak dubstep w jego niechlubnej, ale bijącej już od dłuższego czasu rekordy popularności odmianie, jest zaprzeczeniem deklarowanej postawy.

Bazą Ten$ion są 3 składniki: szybkie, taneczne beaty, groźny rap Ninja i zadziorne rymy piskliwej Yo- Landi. Jaki jest Ninja, dowiadujemy się z So What?. Rapuje od 20 lat, drogę do miejsca, w którym się znajduje streszcza w trzech słowach: krew, pot i łzy, a obecnie całe dnie spędza na paleniu trawy. Stąd ten wątek przewija się przez wszystkie jego mono- (i auto-)tematyczne teksty.

Teledyski zawsze były ich mocną stroną. I Fink U Freeky jest najlepszym w ich dorobku. W tym kawałku znajduję odpowiedź na pytanie, co zespół miał na myśli nazywając swoją muzykę rap-ravem. Szybki, ciężki, taneczny beat od razu przywołuje na myśl chociażby stare The Prodigy. Cieszę się, że ten okres w muzyce elektronicznej już minął i mam nadzieję, że to samo spotka wyżej wspomnianą wersję dubstepu (choć Grammy dla Skrillexa nie przemawia za jej rychłym końcem). Podobną energię ma Baby’s on Fire i ten utwór typuję na kolejny singiel.

Płytę kończy ciąg dalszy utworu, który ją zaczynał. „We’re in the future now” – deklamuje Ninja, ale nie mogę się z nim zgodzić. Świeżość Die Antwoord kończy się na ich wizerunku. Postrzegam ich jako zjawisko, sezonową zajawkę, która nie niesie ze sobą wysokiej wartości muzycznej.

Nie ma więcej wpisów