Zaczęło się od tego, że „nie ma Bartka”. Był to duży problem, bo bez Bartka Staszkiewicza, odpowiedzialnego z klawisze i syntezatory, zabawa by się w końcu nie zaczęła, szczególnie że nowe brzmienie Sofy bazuje na motywach elektronicznych.

Już otwierający Chaos ADHD zapowiadał motyw przewodni koncertu promującego trzecią płytę zespołu – bardziej co prawda ADHD, bo jeśli chaos, to całkowicie kontrolowany. Grupa poszła kompletnie inną ścieżkę brzmieniową. Dynamiką i energią z albumu, jak i z koncertu można by było zasilić wszystkie sąsiadujące z nowopowstałym Urban Garden kluby.

Największe brawa na powitanie zebrała Kasia Kurzawska, zostawiając Iwa Naumowicza i Tomka Organka pod tym względem w tyle. Jednakże każdy z wokalistów miał w trakcie wieczoru równe możliwości, żeby zaprezentować swoją ekspresję. To co faceci zaczęli na początku, Kasia uzupełniła przewrotnymi Egzorcyzmami Emili Rose. Potem było na odwrót, bo wykonaniem Chłopców chłopcy porwali stojące pod sceną dziewczyny, wznosząc potem za nie toast z okazji Dnia Kobiet.

Idealnym korespondentem między nowym brzmieniem zespołu, a soulową Sofą z poprzednich dwóch płyt, był cover Feel Good Inc. Gorillaz. Beatboxem i już naprawdę ostrym hip-hopem w Bloodshed grupa wróciła do korzeni, przypominając hit Many Stylez, którego tytuł chyba dopiero na obecnym etapie ich muzycznego rozwoju zyskał prawdziwe znaczenie. Drugim akcentem coverowym tego wieczoru były zmiksowane Galvanize i Push the Button. Mimo, że do obserwowania reakcji na koncert publiczności obrałem sobie wygodne miejsce w tylnim kącie klubu, to interpretacja The Chemical Brothers zaciągnęła mnie prawie pod samą scenę.

Po powrocie na scenę Kasi zespół otarł się o kolejne nowy rejony muzyczne, tym razem delikatny minimal w Clutter. Dużo funku było natomiast w przywitanej aplauzem publiczności nowej wersji Affairz, singla promującego poprzednią płytę. Potem był szykowany specjalnie na później dynamit w postaci najświeższego Hardkor i disko i pokazującego niesamowite możliwości wokalne Kasi numeru Electro Insanity.

Sofa zakończyła koncert Serpentynami i mydlanymi bańkami. Dobrym pomysłem byłoby następnym razem naprawdę puścić takie atrakcje na publiczność, która nie dała zespołowi w spokoju pójść na piwo i przywołała na bis Chłopców, Hardkor i disko oraz On nie mówi, czyli kontynuację hitu Ona Movie z poprzedniego albumu.

No właśnie, zarówno Many Stylez, jak i DoReMiFaSoFa zrobiły ze mnie fana zespołu. Jedyne czego żałowałem po koncercie w Urban Garden to to, że nigdy nie usłyszałem na żywo zawartości tych płyt w soulowej erze Sofy, tylko po to, żeby teraz porównać poziom energii i aranżacje utworów. Na koncert z nowym materiałem bezapelacyjne wybrałbym się jeszcze raz.

Galeria zdjęć z koncertu zespołu SOFA: Warszawa/Urban Garden

Nie ma więcej wpisów