Emocji w tej muzyce nie brakuje. Na szczęście tylko tych pozytywnych. Płyta Mixed Emotions nie pozwoli wam usiedzieć w miejscu.

Duet Tanlines tworzą Jesse Cohen i Eric Emm. Zasłynęli remiksami piosenek takich wykonawców takich, jak Glasser czy El Guincho. Na swoim koncie mają już jedną EP-kę zatytułowaną Settings wydaną w 2010 roku. Wcześniej otwierali kilka koncertów Juliana Casablancasa.

Amerykanie od samego początku określają swoją muzykę jako „danceable”. Jesse Cohen w wywiadzie dla Pitchforka powiedział, że Tanlines nie tworzy muzyki stricte klubowej, ale muzykę, do której można też tańczyć. Oj, można. Debiutancka płyta zespołu wpisuje się w klimaty eksperymentalnego popu lat 80. z domieszką brzmienia prosto z Karaibów czy Afryki, do tego przyprawione elektroniką i hipnotycznymi dźwiękami.

Brzmi dziwnie? Być może, ale ma sens. Otwierające album Brothers wprowadza w klubowy nastrój, żeby potem przejść w proste, taneczne All of Me. Muszę przyznać, że ta prostota ujmuje i od pierwszego przesłuchania ten kawałek nie mógł opuścić mojej głowy. Green Grass to mocniejszy, gitarowy akcent, dopieszczony lekkimi elektronicznymi drobiazgami. Abby wraz z Not the Same reprezentują hipnotyczne zejście z tanecznego tonu. Yes Way razem z Real Life to najlepsze przykłady karaibskich wpływów na Mixed Emotions. Początek Real Life ma prawo zbić z tropu. Piosenka dość… nieskomplikowana, nawet trochę kiczowata, ale ja się poddałam i nie mam zamiaru z nią walczyć – zaakceptowałam fakt, że pod biurkiem moje nogi rwą się do tańca. Rain Delay i Cactus to hołd oddany popowym rytmom lat 80.

Mimo całego tanecznego szumu na płycie, Tanlines mają w sobie pewną tajemnicę, którą warto odkryć, usłyszeć coś, po czym uznacie, że Mixed Emotions to nie tylko płyta do pląsania. To coś wyraża się w delikatnych, hipnotycznych melodiach (wspomniane wcześniej Abby). Trochę Cut Copy, odrobina oddbloodowego Yeasayera plus własna, ogromna inwencja twórcza i mamy Tanlines – duet, który rozkręci tego lata niejedną imprezę.

Nie ma więcej wpisów