Fryderyk to bardzo szlachetne imię. Był Friedrich Nietzsche, Friedrich Engels, czy Fryderyk I Barbarossa (w ogóle Niemcy mieli ich dużo). Swego czasu żył również Fryderyk Chopin – nasz powód do dumy, wielki niczym remis z Anglią kiedyś tam. To właśnie od imienia sławnego kompozytora wzięła się nazwa rodzimej statuetki, która miała być dla muzyka wyróżnieniem. Być miała i nawet przez kilka lat była tak traktowana. Teraz jednak we Fryderyki mało kto wierzy. Dlaczego?

Jak to z narodami na początku bywa – wyróżnieniem mieli być odznaczani artyści wartościowi. Ale gdy tacy zaczęli się u nas pojawiać, sukcesywnie ich pomijano. Powód był prosty – niszowość. Początkowo, dopóki żył Ciechowski, a synonimem idealnego zespołu gitarowego było Myslovitz, nikt nie zwracał na to uwagi. Kraj był inny, muzyka też. Ograniczone było również korzystanie z Internetu i mało kto słyszał o kapelach pokroju Ścianki. Dzisiaj to już oczywiste, że Fryderyki dostawali i dostają jedynie artyści znani. W wielu przypadkach znani z tego że nie chcemy ich znać. Bo byli już wszędzie i dostali wszystko. Na próżno w zestawieniu zwycięzców Fryderyków na przestrzeni 10 lat, znaleźć Lenny Valentino czy Skalpel. Rezultat – młodzi przestali wierzyć w nagrody i nominacje. Bo skoro Cool Kids of Death wydają swój debiut, przewracając polską muzykę alternatywną do góry nogami, a statuetkę zdobywa Lech Janerka, to komu jeszcze chciałoby się łudzić możliwością wygranej?

Fryderyki z czasem zaczęły być już tylko instrumentem, który idealnie odzwierciedla mentalność typowego polskiego słuchacza. Coma, Acid Drinkers czy Brodka jako zwycięzcy to doskonałe dowody na to, że pomimo doskonałej kondycji polskiej muzyki niezależnej, nawet tylko w ostatnich kilkunastu miesiącach na polskim podwórku osoby odpowiedzialne za kreowanie gustu młodego człowieka wciąż kierują się swoimi przaśnymi, muzycznymi preferencjami. Datę ważności utraciły one już dawno i trudno docenić fakt robienia fellatio nagradzaniem kolejny raz z rzędu tej samej kapeli, która nagrała najgorszy album w swojej karierze. Pozostaje więc pytanie czy warto w ogóle wierzyć w tę nagrodę. Jeśli nie w jej aktualna wartość, to możliwość odzyskania renomy? Nie.

Dzięki temu wiem, że pomimo wszystkich godnych uwagi nazwisk w nominacjach w tym roku, takich jak Julia Marcell, Iza Lach, Marcelina czy choćby Cool Kids of Death, nagrody powędrują do Krajewskiego, Nosowskiej, Luxtorpedy i Comy. Bo taka jest rzeczywistość, mentalność grupy przyznającej nagrody i należy się z tym wreszcie pogodzić. Należy zrozumieć, że muzyka, która goni zachodnie trendy i dorównuje zachodnim bandom lub nawet je przewyższa, to tylko zasłona dymna.  Mgła, za którą skrywa się festiwal 40-latków i właścicieli firm fonograficznych. Natomiast ci, na których koncerty chodzisz Ty, Czytelniku, to sztuczny wabik dla nieświadomego widza. Zresztą, spójrzmy prawdzie w oczy. Jeżeli tak renomowane pisma, jak Machina czy Pulp przestają istnieć, a skansenowy Teraz Rock ma się całkiem nieźle, to najwyraźniej przeciętnemu słuchaczowi to wystarcza. Po co zatem dokonywać jakichkolwiek zmian?

Nie ma więcej wpisów