W piątek (13.04.2012r.) w warszawskim klubie Analog odbył się koncert duetu Mash Mish – jednego z najlepiej rokujących młodych zespołów ostatnich lat, w ostatnim czasie znanego również z talent show Must Be The Music, gdzie brawurowo wykonywali swoje autorskie utwory.

To właśnie autorski materiał jest jedną z ich największych zalet. Wspólne kompozycje Marcina Kuczewskiego i Gosi Bernatowicz przywodzą na myśl najlepsze popowe utwory lat 90’ jednak nie ma tu mowy o archaiczności, a świetnej formie, o którą tak trudno w muzyce serwowanej dzisiaj w radiach. Dodając do tego elementy muzyki filmowej, która – mam wrażenie – stanowi ich spore inspiracje i całkiem dobre teksty Gosi Bernatowicz, otrzymujemy materiał, który zaskakuje w pozytywnym znaczeniu, zwłaszcza tych, którzy stawiają w muzyce na jakość.

W piątkowy wieczór mogliśmy usłyszeć zespół w pomniejszonym składzie (świetnie dobrani muzycy). Koncert rozpoczął nastrojowy set duetu. Później dołączył cały zespół. Nie zabrakło oczywiście bardzo ważnej w ich twórczości sekcji smyczkowej. Na repertuar złożył się w pełni autorski materiał oraz znany fanom zespołu, pięknie zinterpretowany cover zespołu The Script.

Chcąc wyszczególnić w relacji jedynie to, co najważniejsze wymienię: świetny repertuar, bardzo dobre aranżacje (choć nie ukrywam, że nowa wersja najbardziej znanego „Daj mi czas” nie do końca mnie przekonała), piękny głos wokalistki (Gosia stanowi taki nieoszlifowany diament, który jeśli tylko uwierzy w swoje możliwości w pełni, ma szanse zmieść połowę wokalistek w tym kraju) oraz klimat, który potrafią stworzyć sięgając po najskromniejsze środki wyrazu.

Mimo sporej dawki nostalgii i dość klasycznej formy, nie można zapomnieć o pełnym temperamentu utworze zaśpiewanym w języku hiszpańskim oraz kawałku „The Game”, który rozgrzewa publiczność niczym największe przeboje Donny Summer (co pewnie wywoła niemałe zdziwienie wśród tych, którzy znają zespół jedynie z nagrań dostępnych w sieci i TV).

Myślę, że najlepszym podsumowaniem tego, co powyżej, będzie to, że zespół zagrał dwa długie bisy, mimo iż publiczność była bardzo kameralna (co było małym zaskoczeniem po ostatnim koncercie w Dorum Art., które było wypełnione po brzegi). Kameralna nie oznacza jednak zła. Dowiodła jedynie tego, że zespół ma swoje wierne grono odbiorców, którzy przychodzą na koncert chcąc przeżyć prawdziwe, silne emocje i nie przyciąga przypadkowych gapiów pragnących zobaczyć polską Adele z Polsatu.

 

Zobacz także:
GALERIA: Mash Mish w Analogu

Nie ma więcej wpisów