Zaproszę Cię teraz, Drogi Czytelniku, do zabawy w skojarzenia. Gotowy? Gdybym powiedziała rozrywka, Ty, po krótkiej chwili, mógłbyś krzyknąć – film. Gdy spytam o reżysera, istnieje szansa, że odpowiesz – Tarantino. Jednak gdy ja powiem Quentin Tarantino, jestem niemal pewna, odpowiedziałbyś – Pulp Fiction. Ten film został okrzyknięty obrazem kultowym, zdobywając Oscara w 1995 roku za najlepszy scenariusz oryginalny. Jest jednocześnie próbką najlepszych możliwości reżysera, producenta i aktora w jednej osobie.

Historia gangsterskich porachunków opowiadana jest w intrygujący sposób. Fabuła rozwija się dwubiegunowo. Z jednej strony przedstawiono losy Julesa Winnfielda (Samuel L. Jackson) i Vincenta Vegi (John Travolta), dwóch zabójców, działających na zlecenie szefa mafii, niejakiego Marsellusa Wallace’a (Ving Rhames), którzy mają odzyskać tajemniczą walizkę szefa. Wplątują się w niemałe kłopoty przypadkowo zabijając zakładnika. Vega otrzymuje dodatkowe, jak się okazuje, nie bardziej bezpieczne zadanie zapewnienia towarzystwa i rozrywki Mii Wallace (Uma Thurman), żonie Marsellusa, podczas jego nieobecności w mieście. Drugi wątek dotyczy boksera Butcha Coolidge’a (Bruce Willis), który mimo, iż wziął łapówkę od Marsellusa za przegraną walkę, odniósł w niej zwycięstwo. Choć bogaty, musi teraz często oglądać się za siebie, bo jego śladami podążają ludzie bossa.

Nie byłoby prawdziwego filmu, rzecz to jasna, bez muzyki, a ta jest dla Tarantina bardzo ważna. Reżyser lubi bawić się z widzami nie tylko poprzez gierki języka filmowego, takie jak retrospekcja czy podział fabuły wyodrębniony specjalnymi napisami, ale także poprzez kontrast muzyczny. Często wybrane przez twórcę kawałki pozornie zupełnie nie pasują do sytuacji. Jednak można to również potraktować jako wskazówkę od reżysera, w którym kierunku podążać za jego filmem. Tarantino mruga do nas spoza kadru, poprzez specyficznie dobraną ścieżkę dźwiękową. Mamy przymrużyć oko na 2 godziny, zanurzając się w abstrakcji jego dzieła.

Taka jest ścieżka dźwiękowa Pulp Fiction. To mieszanka różnorodnych stylów muzycznych. Od skocznych kawałków twistowych czasów Elvisa, takich jak: You never can tell Chucka Berry’ego, przez funkową Jungle Boogie Kool & The Gang, popową Son of a Preacher Man Dusty Springfield, po soulowe brzmienia Ala Greena w Let’s Stay together i romantyczne ballady, jak  Girl, You’ll Be the Woman Soon  Urge’a Overkilla. Atrakcyjność, w szczególności dla fanów filmu Tarantino, podnoszą dialogi z obrazu filmowego, które nieraz dodane są do utworów na dysku, na przykład w kawałku Pumpkin And Honey Bunny/ Miserlou. Mimo, że na pozór każdy kolejny utwór ze ścieżki dźwiękowej wydaje się całkowitym zaprzeczeniem spójności kompozycji, jest to zbiór naprawdę zapadających w pamięć, bardzo dobrych piosenek, nie rzadko wykonywanych przez wybitnych muzyków.

Na wstępie mamy mocne wejście muzyczne. Z pierwszymi tonami Misirlou Dicka Dale’a & His Del-Tones wiemy, że wkraczamy w świat mafijnych potyczek, twardych facetów i zepsutych kobiet. Szybki gitarowy rytm może przywodzić na myśl obrazy pojedynków rewolwerowców, jednak zaskoczyć nas może fakt, że pierwotnie utwór ten pochodził z Egiptu. Covery gitarowe skutecznie odwróciły uwagę od kryjących się w melodii fletowych tonów, poruszających egipskie tancerki.

Al Green, popularny soulowy wokalista amerykański, wykonuje w Pulp Fiction spokojny, miłosny utwór Let’s Stay Together, wykorzystywany niekiedy w komediach romantycznych. W jego głosie słyszymy wyraźną tęsknotę i miłość do ukochanej.



Son of a Preacher Man
bardzo szybko znalazł się na wysokiej pozycji na listach przebojów w USA i Wielkiej Brytanii, a sama wokalistka, o pseudonimie Dusty Sprigfield, była jedną z największych brytyjskich gwiazd lat 60. Utwór ma bardzo przyjemny rytm, wpadający w ucho, a niskie tony Dusty, sugerują, że przysłuchujemy się jej intymnym zwierzeniom.

Bardzo ciekawy jest kawałek Bullwinkle Part II The Centurians. Towarzyszy on scenie, w której Vincent zażywa narkotyków i wybiera się do Mii. Jednorazowe jazzowe pociągnięcia strun gitarowych wytwarzają klimat abstrakcji i oderwania od rzeczywistości, przywodząc na myśl swojskie knajpy nad brzegiem morza. Przenosimy się razem z Vincentem w podróż po falach nieświadomości.

Jedną  z najbardziej znanych scen w Pulp Fiction jest konkurs twista, w którym biorą udział Vincent i Mia. Jeżeli Twist – musi towarzyszyć mu skoczna melodia rocka and rolla. Wybrany został utwór Chucka Berry’ego, niezwykłego amerykańskiego muzyka o silnej i wyrazistej osobowości, współtwórcy rock and rolla, autora takich przebojów jak Too Much Monkey Business, Thirty Days,  Johnny B. Goode,  Memphis Tennessee, czy wykorzystany w Pulp FictionYou Never Can Tell. Utwory Chucka Berry’ego cieszyły się wielką popularnością w latach 50. , 60. i 70. toteż często powielali je inni wokaliści, m.in. The Beatles czy Rolling Stones.

Muzyczną ścieżkę, a także sam film, zamyka utwór Surf Rider, w wykonaniu The Lively Ones. Podsumowuje on zarówno klimat filmu, jak i muzyczne brzmienie dysku. Zmiany rytmu nadają dynamizmu temu spokojnemu, jak się z początku wydaje, utworowi, a wyraźnie wybijające się dźwięki trąbki i gitary elektrycznej wywołują uczucie nierzeczywistości, podobne do tego, jakie wytwarza Bullwinkle Part II.

Muzyka z filmu Pulp Fiction jest odzwierciedleniem obrazu filmowego. Pozornie stanowiąc zbieraninę nie pasujących do siebie stylem i wydźwiękiem elementów, tworzy całkiem zgrabną i nieźle brzmiącą w uchu kompozycję. Nie wspominając o tym, iż część z tych utworów wykonywana jest przez wybitnych i zasłużonych już w historii muzyków. Z pewnością dźwięki te dostarczą słuchaczom całą gamę różnorodnych emocji. I nie ma nic dziwnego w tym, że soundtrack uznawany jest za kultowy.

Nie ma więcej wpisów