Z początkiem kwietnia światło dzienne ujrzał nowy album Chrisa Clarka, Iradelphic. Nakładem wytwórni Warp otrzymaliśmy paczkę utworów powstałych na przełomie ostatnich 3 lat. Muzyczna cisza szczęśliwie nie prognozowała końca, a wręcz przeciwnie – dostaliśmy mocno przemyślaną paletę dźwięków.

Fanów twórczości Brytyjczyka zatrzyma przy nim z pewnością surowa stylistyka z poprzednich albumów zmieszana z dozą świeżych rozwiązań. Sam Clark komentuje nowy materiał jako syntezę brzmień, z którymi identyfikował do tej pory, a zarazem coś nowego przede wszystkim z punktu widzenia autorskiego. Iradelphic ma wybrzmiewać jak nic wcześniej, będąc jednocześnie na tyle czytelnym, by trwać w stylistyce poprzednich albumów.

Płyta obrazuje przygodę z instrumentami perkusyjnymi, klawesynem, gitarą, a także brzmieniem orkiestrowym. Słodki głos Martiny Topley-Bird, znanej ze współpracy z Massive Attack, sprawdza się zaskakująco dobrze i chociażby w utworze Secret jest bardziej tajemniczy, niż połamane ścieżki dźwiękowe bez wokalizy. Ciekawi również fakt, iż Clark usilnie zabiegał o udział Martiny w projekcie. Liryka we współudziale z elektroniczną rytmiką zdaje się działać bardzo poprawnie i wodzi na pokuszenie. Wierni fani z pewnością znajdą tu dla siebie moc rytmicznej syntezy dźwięków, kumulowania środków i dobrego IDM-u z longplay’ów Body Riddle czy Tuning Dragon.

Przesłuchując cały materiał, w kolejności czy też losowo, otrzymujemy od Clarka spójną opowieść, złożoną z tajemniczych akapitów. To sprawia, że mnie, jako subiektywnego słuchacza, niezmiernie cieszy wynik jego wielomiesięcznej współpracy z Bibio, zawierający szereg eksperymentów i analityczne, a zarazem wrażliwe podejście. Przyklaskuję w rytm z The Pining pt 1 i czekam na sierpniowy koncert artysty w ramach festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Po więcej informacji, materiałów i darmowy odsłuch odsyłam na stronę wytwórni Warp Records.

Nie ma więcej wpisów