Marcus Füreder to austriacki DJ i producent muzyki jazzowej, house, elektronicznej i break beat. Na początku swojej kariery, w roku 2000, grał pod pseudonimem Plasma. Ale ten etap jest już dawno za nim… Obecnie znany jest jako Parov Stelar. Prawdziwego komercyjnego debiutu pod tą nazwą doczekał się przy okazji wydania longplaya Rough Cuts w 2004r. Wydawnictwo to jest dzieckiem wytwórni Etage Noir Records, której Marcus jest założycielem i nagrywa tam wszystkie swoje albumy. Niedawno, 20 kwietnia, ukazał się jego kolejny dwupłytowy album, zatytułowany The Princess. Premiera płyty była także okazją rozmowy z Marcusem, do której lektury zapraszam poniżej.

musicis.pl Jakie emocje obecne są na The Princess?

Parov Stelar: Myślę, że The Princess jest mieszanką wielu rzeczy. Mieliśmy bardzo dużo inspiracji przy okazji nagrywania tej płyty. Tym razem inspirowały nas np. lata 50. i 60., a nie tylko 20. i 30. To wszystko zostało połączone z dźwiękami minimal techno i break beat. Jest to pozytywne, melancholijne wydawnictwo.

Wspomniałeś, że trzy ostatnie lata były dla Ciebie trudne i że The Princess w dużym stopniu odzwierciedla Twoje życie w tym okresie. Co takiego się stało?

Dużo rzeczy się zmieniło, zwłaszcza dla zespołu, projektu. Nasza popularność wzrastała, dużo koncertowaliśmy. W takich sytuacjach tracisz dużo czasu dla własnego domu i prywatnego życia. To samo jeśli chodzi o pracę w studiu. Teraz nic nie jest takie jak trzy lata temu, wiele rzeczy się zmieniło. Ale każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze momenty, nie znam nikogo, kto miałby same dobre chwile

Co zmieniło się od czasu Twojego debiutu?

Powiedziałbym, że The Princess jest bardziej pozytywna i dojrzała od Rough Cuts. Debiutancki album jest bardziej mroczny i bardzo melancholijny. Natomiast The Princess jest pełna uśmiechu, którego nie ma na Rough Cuts.

Czym dokładnie inspirowaliście się przy nagrywaniu The Princess? Czy było to coś specjalnego?

The Princess nie była inspirowana niczym specjalnym. Inspiracją dla mojej twórczości jest moje życie codzienne, wszystkie rzeczy, które dzieją się za dnia, czasami są to nawet małe głupoty – widzisz jak Twój kot się bawi, obserwujesz jego ruchy i dochodzisz do wniosku, że to Catgroove. Pomysły na utwory są bardzo autobiograficzne i są odzwierciedleniem naszych wewnętrznych emocji.

Zdecydowałem się mieszkać na wsi, w Austrii wraz z moją żoną Lilją Bloom. Oprócz tego mamy także mieszkanie w Hiszpanii. Spędzam dużo czasu na powietrzu, oczywiście jeśli nie koncertuję, to bardzo dobry sposób dla mnie, by powrócić do rzeczywistości, obserwować co dzieje się dookoła, zwłaszcza wiosną, wtedy wszystko jest piękne.

Twoja muzyka to w dużym stopniu powrót do lat 20. i 30. Czy inspirują Cię jakieś filmy z tego okresu? Masz jakieś ulubione?

Nie, niebardzo. To nie tak, że ja żyję w tamtych czasach. Dla mnie ważne jest, aby w swoich nagraniach odwzorować brzmienie tamtych czasów oraz ich atmosferę. Nie jestem takim dziwakiem, który ogląda wszystkie filmy z tego okresu. Szczerze mówiąc, nie przepadam za nimi zbytnio. Podoba mi się moda z lat 20 i 30, ale nie lubię filmów z tego okresu.

Wracając do The Princess, jest to kolejny album wydany przez Twoją własną wytwórnię. Czy możesz powiedzieć jakie są zalety nagrywania na „własną rękę”?

To dla mnie oczywiste, o wszystkim mogę decydować sam, nikt nie mówi ci, że masz zrobić to czy tamto. Ty decydujesz o utworach, jakie znajdą się na płycie, ty decydujesz, kiedy ona się ukaże, decydujesz o wszystkim. To bardzo ważne dla mojego projektu, niezależność i autonomia w podejmowaniu decyzji dotyczących moich nagrań.

Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Czy czerpiesz i podpatrujesz od innych artystów?

Cóż, słucham bardzo różnorodnej muzyki. Bardzo lubię artystów, którzy nagrywają w mojej wytwórni, większość z nich jest kompletnie nieznana, ale lubię ich muzykę. Począwszy od jazzu a kończąc na popie, słucham praktycznie wszystkiego. Może poza metalem i muzyką klasyczną, za którą, co pewnie dziwne, również nie przepadam.

Skąd pomysł na tworzenie tego rodzaju muzyki ? Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką ?

To stało się przez przypadek, swego czasu byłem grafikiem i zaprojektowałem kilka ulotek i plakatów na serię techno imprez w Austrii, dzięki temu miałem darmowe wejście na wszystkie te imprezy, w związku z czym miałem kontakt z muzyką elektroniczną, wtedy wydawało mi się, że produkowanie tego typu muzyki jest bardzo łatwe, myślałem, że każdy mógłby robić coś takiego. Byłem ciekawe i zdecydowałem, że spróbuję własnych sił. Szybko zdałem sobie sprawę, że nie jest to takie proste jak mi się zdawało. W tym momencie byłem, jakby zarażony wirusem, zarażony wirusem muzyki, cały czas próbowałem i nagrywałem. Na początku było to bardziej minimal techno, któregoś razu wziąłem płytę Billie Holiday z odtwarzacza i postanowiłem puścić to jednocześnie z jednym z moich techno kawałków. Obydwa utwory świetnie do siebie pasowały i wtedy wpadłem na pomysł łączenia ze sobą różnego rodzaju muzyki, wykorzystywania starych sampli i mixowania ich z elektronicznymi dźwiękami.

Czy pamiętasz może jakiś wyjątkowy koncert lub imprezę, na której graliście? Czy potrafiłbyś wskazać Wasz najlepszy występ?

Cóż, nie potrafiłbym zdecydować, to tak jakby komuś kazano zdecydować, które z własnych dzieci kocha bardziej. Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami, gdyż nie było ani jednego koncertu, w przeciągu ostatnich lat, o którym moglibyśmy powiedzieć „Boże, to było cholernie słabe”. Za każdym razem jest świetna energia i tańczący ludzie. Wiadomo, czasami zdarzają się bardziej wyjątkowe koncerty, jak np. w Bułgarii, gdzie mieliśmy okazję w zeszłym roku zagrać dla 45 tysięcznej publiczności. To zrobiło na nas ogromne wrażenie. Ale świetne koncerty mogą odbyć się także, gdy grasz dla tysiąca ludzi. Nie ma to większego znaczenia. Nie umiem wskazać najlepszego koncertu.

Co możesz powiedzieć na temat eksperymentowania z różnymi dźwiękami na najnowszej płycie?

Tak jak wspominałem wcześniej, była ona inspirowana wieloma rzeczami. Na płycie znajduje się np. duet z moją żoną Lilją Bloom, zatytułowany Dust In The Rain. Tak w właściwie jest to piosenka popowa. To bardzo ważne dla mnie, żeby być zróżnicowanym i nie grać wszystkiego w jednym stylu. Na co dzień słucham zróżnicowanej muzyki, więc także to, co tworzę, jest mieszanką wielu różnorodnych dźwięków. To ważne, by tworzyć w taki sposób, żeby ludzie byli w stanie powiedzieć „O, to piosenka Parov Stelar” i rozpoznać nasze brzmienie, ale jednocześnie nie grać wszystkiego w ten sam sposób. Myślę, że bliżej nam jednak do jazzu niż do popu. Na płycie znajduje się dużo electro-swingowych dźwięków, ale są też utwory utrzymane w klimacie soul, jak np. All Night. To bardzo zróżnicowana płyta.

Czym zajmowałbyś się, gdybyś nie był muzykiem?

Chciałabym być znowu malarzem. Zanim rozpocząłem muzyczną karierę zajmowałem się właśnie tym, wiec mój wybór padłby na malarstwo.

Czy obecnie angażujesz się także w inne projekty, poza Parov Stelar?

Tak, oczywiście, przez ostatnie kilka miesięcy dostałem wiele ofert bycia producentem niektórych wydawnictw, ale niestety nie mam na to czasu wystarczająco dużo czasu. Aktualnie zajmuje się przygotowaniami do nagrywania pierwszego solowego albumu Lilji Bloom, który ukaże się w przyszłym roku. Pracujemy także nad wydaniem dvd koncertowego, ale wszystko rusza się powoli, gdyż nie mamy wiele czasu na inne, poboczne projekty.

Czy sądzisz, że Twoja muzyka jest idealną do zabawy w klubie?

Tak, myślę, że tak. Chodzi o odczuwanie na żywo pozytywnych emocji, połączonych z ruszaniem swoimi nogami. Bardzo nie lubię tych głupich imprez, które skupiają się wokół używek. Ale sądzę, że nasza muzyka zadowoli także wybrednych słuchaczy, którzy na co dzień nie słuchają muzyki klubowej tylko np. jazzu. Nasza twórczość doskonale to łączy i pozwala bawić się różnym ludziom, dostarczając im dużo energii.

Co sądzisz o występach Parov Stelar? Czy słyszałeś opinie fanów na ten temat?

Cóż, nasze występy to nie tylko dawanie z siebie 100% możliwości, jeśli jest to show na żywo i wszyscy muzycy razem grają na scenie to każdy z nas daje z siebie więcej niż 100%. Uwierz mi, że po 90minutowym występie wszyscy na backstage’u nie potrafią dojść do siebie. Wszystko co masz w sobie, przekazujesz ludziom, dla których grasz. Każda sekunda danej nocy dla nas jest jak minuta. Wydaje mi się, że ludzie to widzą i czują. Nie jesteśmy tylko zespołem, który wykonuje swoją pracę. Dla nas występy na żywo są czymś wyjątkowym. Wszystkie noce, kiedy gramy są tym, dla czego żyjemy. I z pewnością ludzie to czują.

Jakie masz plany na przyszłość?

Obecnie to koncertowanie, skupienie na trasie koncertowej promującej The Princess. Następnie będę zajmował się nagrywaniem albumu Lilji Bloom. W sierpniu nasza trasa dobiega końca i będzie to dobry moment, żeby się uspokoić, zrelaksować, mamy aż kilka tygodni wakacji od koncertowania i z pewnością będę chciał wtedy wypocząć. Teraz wszyscy są skupieni na The Princess i nie odbiegają myślami za bardzo w przyszłość.

Nie ma więcej wpisów