Wczoraj, w warszawskim Cudzie nad Wisłą wystąpiła znana coraz większej publiczności Iza Lach.

Artystka, o której ostatnio głośno zrobiło się za sprawą duetu ze z Snoop Dogg’iem, zaprezentowała materiał z bardzo dobrego, wydanego pod koniec zeszłego roku albumu Krzyk.

Iza w towarzystwie 3 muzyków zagrała większość materiału z płyty oraz single z debiutu w nowych, dość mocno zmienionych (na korzyść!) aranżacjach. Usłyszeliśmy też nieopublikowany na płycie, świetnie przyjęty w sieci utwór Million w spokojnej, ascetycznej wersji. Dobry krok, choć od połowy numeru brakowało mocniejszego uderzenia. Jak z resztą w całym koncercie…

Iza ma na swoim koncie dopiero kilka koncertów i to niestety słychać. O ile na płycie wszystko brzmi bardzo dobrze, możemy się doszukiwać ciekawych rozwiązań produkcyjnych, o tyle wersjom koncertowym w wielu przypadkach brakuje pomysłu. Repertuar jest bardzo nierówny, przez co po tych lepszych momentach, napięcie i energia gwałtownie spada. Izy miło słucha się w bardziej dynamicznych piosenkach, gdzie słychać, że próbuje bawić się głosem, poszukuje. Najlepsze punkty wieczoru to: Futro, Krzyk i Chociaż raz. W balladach niestety wychodzą na wierzch niedociągnięcia i problemy z dykcją.

Nie wszystkim to jednak przeszkadzało, bowiem początkowo sceptyczna publiczność, dała się pod koniec porwać i zaprosić do wspólnego śpiewania.

Ja natomiast z chęcią wybiorę się na kolejny koncert Izy, aby zaobserwować postępy, które niewątpliwie się pojawią. Nie możemy przecież zapominać, że mamy do czynienia z młodziutką artystką, która ma przed sobą jeszcze długą drogę, a na koncie już całkiem spory sukces. Kolejny ważny, choć przedwczesny jednak przystanek w jej karierze, to zbliżający się wielkimi krokami Heineken Open’er Festival, na którym – miejmy nadzieję – Iza pokaże, że stać ją na więcej.

Nie ma więcej wpisów