Czy zdarza Wam się czasem słuchać muzyki i jednocześnie pod jej wpływem oczekiwać nadchodzącej z każdym kolejnym dźwiękiem apokalipsy? Tak jest w przypadku debiutanckiego albumu Passage grupy Exitmusic, który zabierze Was w transcendentną muzyczną podróż po mrocznej krainie eterycznych, a chwilami również monumentalnych dźwięków.
O niezwykle interesującej historii zespołu pisał już wcześniej nasz niezawodny Karol w dziale Nowe Brzmienia. Exitmusic to czterech muzyków, jednakże załogą sterującą tym statkiem są Aleksa Palladino i Devon Church, których połączył deszcz meteorytów.

Słuchając Passage rzeczywiście możemy odnieść wrażenie, że za chwilę nadejdzie albo oberwanie chmury, burza, koniec świata albo chociażby wspomniany już wcześniej deszcz meteorytów. Post-rockowe uderzenia zmieniają się w dream-popowe kompozycje w wydaniu dość drapieżnym, a nawet agresywnym, co tworzy unikalny klimat panujący na tej płycie.
Od pierwszych sekund otwierającego album utworu Passage słychać dość mocne inspiracje grupą Sigur Rós, które przejawiają się w użyciu charakterystycznych dla Islandczyków klawiszy, czy pojękiwaniach w stylu Jónsiego. Niesamowite brzmienie gitary, imponujące uderzenia perkusji i przede wszystkim niezwykle ekspresyjny wokal Aleksy pozwalają poczuć wyzwalającą się z tej muzyki przestrzeń i energię, niekoniecznie tą pozytywną, bo album do wesołych, a nawet neutralnych z pewnością nie należy.

Warto powiedzieć kilka słów o pani Palladino. Jej śpiew wyraża tak ogromne emocje, że nietrudno o ciarki na plecach. W Passage jest początkowo niski i chłodny, żeby za chwilę wokalistka mogła wyrzucić z siebie rozpaczliwy, drżący krzyk. Po usłyszeniu The Night pojawiają się naturalne skojarzenia z dokonaniami grupy Beach House, głos Aleksy jest tutaj już znacznie spokojniejszy. Kolejnym utworem, w którym dramatyczny wokal w połączeniu z delikatnym chórowym tłem i genialna przestrzeń stworzona za pomocą mocnych, rytmicznych uderzeń, jest White Noise – obok tytułowego Passage to zdecydowanie najjaśniej świecąca gwiazda na albumie. Na podobnym schemacie oparty jest następny kawałek Storms.
Dynamika i prym subtelnych gitar objawia się w The Modern Age, a w The Cold śpiew Palladino przypomina nieco brzmienie Zoli Jesus.

Biorąc pod uwagę album jako całość należy wspomnieć o delikatnych elektronicznych smaczkach, które kreują wokół muzyki Exitmusic aurę tajemniczości, a momentami nawet lęku. Muzycy potrafią stworzyć ze smutku coś pięknego. Po przesłuchaniu Passage możecie być lekko przygnębieni, ale też zachwyceni tym pięknem i będziecie chcieli więcej. Mimo, że płyta nie zaskakuje różnorodnością i utrzymana jest tutaj precyzyjna konsekwencja stylu, to każdy dźwięk pozostawi po sobie ślad, nie tylko w uszach, ale i w nastroju. Tego trzeba po prostu doznać.

Nie ma więcej wpisów