Open’er Festival czas zacząć! Czego możemy spodziewać się po artystach, którzy wystąpią na Main Stage?

Fisz Emade – Dziecko we mgle
Fisz tak pięknie oraz umiejętnie obraca i wykręca słowami, że słuchacz jest zaczarowany. Po prostu. Jest to słowna żonglerka. Zabawna, chwytliwa. Podrywająca głowę i ramiona do ruchów i pląsów, o jakie nie przyszłoby Wam ich podejrzewać. Bo Fisz i Emade na sklejaniu dźwięków znają się jak mało kto. Bo to przełamywanie schematów, które uderza w twarz. Bracia Waglewscy tworzą mieszankę tak energetyczną i świeżą, że fakt, iż nie słuchasz hip-hopu traci wszelkie znaczenie. Zostajesz poczęstowany formą tak inteligentnie przygotowaną, że chłoniesz ją od razu. I prosisz o dokładkę. Organizatorzy Open’era też nie mogą się już doczekać. Aż do tego stopnia, że chłopaki grają na głównej scenie pierwszego dnia jako pierwsi.

The KillsGoodnight Bad Morning
Ileż to razy przeklinaliśmy rano dzwoniący budzik, nakrywając się mocno kołdrą, byleby tylko go nie słyszeć? Kiedy aura nadchodzącego dnia nie nastraja nas pozytywnie, chciałoby się po prostu go przespać. Jamie i Alison z The Kills dobrze rozumieją nas w tej kwestii. Ich kawałek Goodnight Bad Morning bardziej zachęca nas bowiem do pozostania w łóżku, niż motywuje do jego opuszczenia. Chętnie poddamy się ich sugestii.

BjörkAll is Full of Love
Björk jest wyjątkową artystką. Niezwykłą, muzyczną indywidualnością, która przekraczając gatunki, przemawia do serc wielu słuchaczy. Utwór All is Full of Love jest sztandarem gwiazdy. Przejmujący i piękny wokal, niesamowity klimat, który generują dźwięki – magiczna kompozycja muzyki i osoby Björk. Jej występ z pewnością będzie niezapomnianym przeżyciem.

New OrderTemptation
Przede wszystkim kojarzy się z niezapomnianym i kultowym filmem Trainspotting, poza tym przenosi w czasie do radosnych i kolorowych lat 80., powodując przyjemne uczucie nostalgii. Temptation ponadto jest już prawdziwym, oryginalnym dźwiękiem New Order wyzwolonym spod wpływu Joy Division, lżejszym i bardziej popowym.

Bon IverSkinny Love
Być może Skinny Love jest już mainstreamowe, być może Bon Iver ma lepsze utwory. Ale ten utwór ma w sobie coś, co chwyta za serce. Pomimo licznych coverów, oryginalna wersja zawsze będzie najpiękniejsza. Dlaczego ? Bo w wersji Justina nie jest to zaśpiewana piosenka, ale opowiedziana historia. Żadna kolejna wersja tego utworu nie będzie równie szczera jak ta. Odwołując się do słownikowej definicji , „skinny love” to miłość, która jest zbyt mała i zbyt słaba, by mogła przetrwać, jest skazana na niepowodzenie. Utwór ten, podobnie jak cała płyta For Emma, Forever Ago, z której pochodzi, powstał pewnej zimy w Wisconsin, kiedy to Justin Vernon chcąc otrząsnąć się po rozpadzie poprzedniego zespołu, związku oraz walcząc z mononukleozą, zamknął się na trzy zimowe miesiące w domku ojca. Pragnął być sam i pragnął być tam, gdzie jest zimno. Wkrótce jednak izolacja ta zaowocowała świetnymi nagraniami i znakomitą debiutancką płytą, która zdobyła uznanie krytyków i słuchaczy. Ciężko pozostać niewzruszonym znając całą tą historię i słuchając tego utworu. Usłyszenie tej piosenki  Gdyni na pewno będzie emocjonującym przeżyciem.

JusticeD.A.N.C.E.
Ci dwaj francuscy DJe oraz kawałek D.A.N.C.E. to gwarancja dobrej, ba!, świetnej zabawy. Między innymi ten kawałek oczywiście, bo przecież Justice mają na swoim koncie znacznie więcej energetycznych utworów, którymi bez wątpienia rozkręcą swój koncert.

Bloc PartyI Still Remember
Choć trudno mi wychwycić jeden spektakularny moment, którym mieliby mnie pochwycić i nie puścić, nie mogę nie stwierdzić, że widmo kolejnych nagrań Bloc Party nie ekscytuje. Odnosząc się jednak do ich obecnej dyskografii, mam nie lada problem. Serce podpowiada, że w swoim wyborze powinien kierować się w rejony bliższe Weekend In The City, czyli mojej ulubionej – choć przez wielu niedocenianej – płycie. Rozum – że hipnotyzujące przestrzenie Compliments czy energia Positive Tension to słuszny model dla tego zespołu. A jednak wybieram I Still Rmember. Utwór pozornie ckliwy, odbiegający od połamanej struktury swoich poprzedników – bardziej cechujący się melodyjnością. Epatuje niesamowitą prostotą, zarówno przekazu dźwięku jak i słów. Choć skrojony pod radio, ma w sobie coś niezaprzeczalnie odrębnego, pewną dozę marzycielskości. Choć słowa tytułowe nie są tu przez Okereke jakoś szczególnie ekspresyjnie wyrażane, to przemawiają jak mało które. Obrazów dopełniają wersy takie jak Over playgrounds and rooftops / Every park bench screams your name / I kept your tie / I’d gone wherever you wanted, które pokazują, że nie trzeba podniosłości Celine Dion, aby napisać utwór o uczuciu. Dla mnie to pewien rodzaj hymnu, godnego miana najlepszych balladowych wyznań fali brytyjskich zespołów ostatniej dekady.

Franz FerdinandNo You Girls
Na każdej płycie Szkotów mam zawsze jeden punkt, który uważam za prawdziwe muzyczne epicentrum. Najpierw był to niepokorny Michael, następnie buntownicze The Fallen, runda trzecia przyniosła spowity papierosowym dymem No You Girls – wybór raczej mało oryginalny bo oprócz Take Me Out znak rozpoznawczy marki Franz Ferdinand. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to ich najlepszy kawałek. Historia podrywu przedstawiona w sposób daleki od pretensjonalnego, nieco bezczelny i szybki, ale jakże błyskotliwy i elektryzujący. Nie można oprzeć się zmysłowym propozycjom Kapranosa, który skrada całe uwielbienie jednym szeptem proszącym o pocałunek oraz pozornym przejęzyczeniem Oh you know, you know that I know that I love you / I mean I, I mean I need to love. Idealnie skrojony na parkiet, pełen gitarowej energii, z pobudzającym refrenem – a przede wszystkim – wrażeniem, jakie wywiera wokal. Prawdziwy geniusz i synonim słowa „szaleństwo”.

Cool Kids of Death – Hardkor
Cool Kids of Death to zespół, który natychmiastowo i mimowolnie wbija się pod skórę. Wbrew wszelkim mylnym pozorom mają o wiele potężniejszą broń, niż butelki z benzyną i kamienie. Tworzą bowiem utwory, które szokują i zmuszają do myślenia, stają się przyczynkiem do przełomowych dyskusji. Kiedy się ich słucha czuć tę autonomiczność i niezależność, czuć na własnym ciele ból fizyczny. Sprawiają, że w słuchaczu rodzi się poczucie, iż może zmiażdżyć, rozkruszyć i przemielić cały kosmos albo po prostu przypieprzyć komuś, krusząc nos. Zapewniają piosenkami poczucie nieśmiertelności.

Mumford & SonsI Gave You All
Panowie z Mumford & Sons po raz pierwszy będą mieli okazję wystąpić przed swoimi polskimi fanami. Według nas nie mają się czego obawiać, jeśli tylko zagrają tak emocjonalnie jak w kawałku I Gave You All. Delikatny, gitarowy początek zwodzi nas tylko swoją nastrojowością. W rzeczywistości stanowi preludium do rozdzierającej duszę części, w której doznajemy uwolnienia drzemiących w nas przeżyć i uczuć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że za sprawą tej jednej piosenki zostajemy obnażeni ze wszystkich emocji, które tak bardzo staraliśmy się ukryć.

The xxStrangers
Jak dowiadujemy się z licznych wywiadów, duża część utworów z debiutanckiej płyty The xx została napisana nocą. Trudno zatem wyobrazić sobie lepszą porę, gdy ich muzyka brzmi tak dobrze, jak noc właśnie. Dlatego też ich koncert przewidziany na ostatni z tych na głównej scenie festiwalu będzie momentem magicznym. Ich muzyka zawiera w sobie pierwiastek subtelności, intymności i napięcia, co  idealnie wpasowuje się w nocny klimat. W wywiadzie dla NME Romy Madley Croft zdradziła, że wszystkie utwory z nadchodzącej płyty Coexist traktują o miłości, choć ujętej w różne sposoby. W przypadku utworu Strangers (w zasadzie nie wiadomo, czy jest to oficjalny tytuł tego utworu) znów pojawia się motyw konwersacji pomiędzy Oliverem a Romy, znany z wcześniejszych utworów jak chociażby Infinity, którzy ubolewają nad tym, że pomimo tak wielu wspomnień i tego co ich łączyło, obecnie udają, że są obcymi dla siebie osobami. Ponieważ premiera ich kolejnego albumu przewidziana jest na 10 września, na razie z częścią utworów z Coexist możemy zapoznać się jedynie dzięki koncertowym nagraniom. Udowadniają one jednak, że Iksy świetnie radzą sobie na żywo, że druga płyta spokojnie dorówna pierwszej, że po raz kolejny dają nam to, w czym są najlepsi i co w nich kochamy, jednocześnie nie będąc przy tym nudnymi. Grupa przyznaje, że nie chciała powielać swojego debiutu i Coexist należy traktować jako osobny album, będący kontynuacją pierwszego. Strangers jest idealnym przykładem na to, że się rozwinęli i wpletli , zgodnie z zapowiedziami, więcej klubowego brzmienia do swoich nagrań. Odwołując się do słów Mikołaja Ziółkowskiego na Open’erze usłyszymy 5-6 nowych utworów The xx, zapewne Strangers również.

Nie ma więcej wpisów