Trzeba przyznać, że organizatorzy Heineken Open’er Festival nie mają szczęścia do pogody. Od paru lat festiwalowicze notorycznie mokną i zatapiają się w błocie pod większością ze scen. Mimo to, impreza cały czas cieszy się ogromną popularnością. Bo przecież prawdziwi fani nie przyjeżdżają do Gdyni, żeby się opalać. W tym roku pogoda przypominała jazdę rollercoasterem. No, ale nie samą pogodą Open’er żyje! Podczas tegorocznej edycji mieliśmy okazję wysłuchać parę naprawdę interesujących koncertów:

Amerykański zespół Yeasayer zaprezentował się pierwszego dnia festiwalu na Tent Stage. Grupa wróciła do Gdyni po dwuletniej przerwie. Mimo tego, że muzycy skupili się na materiale z najnowszej płyty: Fragrant World , która trafi do sklepów 20.08, to i tak nie zabrakło starszych kawałków. Chociaż koncert nie inaugurował działalności sceny namiotowej, to Yeasayer bardzo dobrze rozgrzali publiczność.

Na Alter Space jako druga, razem z zespołem, wystąpiła Mela Koteluk. Koncert przyciągnął dość dużą publiczność. Artystka zaprezentowała materiał ze swojej debiutanckiej płyty: Spadochron. Przestrzeń Alter Space i ciepły głos piosenkarki ogrzały zebranych słuchaczy. Fani Meli przygotowali dla niej niespodziankę. W przerwie pomiędzy utworami, z okazji urodzin, zaśpiewali jej 100 lat. Artystka nie kryła zaskoczenia i wzruszenia, dlatego zaprosiła wszystkich na mały toast colą po koncercie. Czy Mela postawiła napój? Nie wiemy, bo musieliśmy uciekać na Main Stage. Tak czy inaczej, koncert należy zaliczyć do bardzo udanych.

Wiele osób czekało pod Main Stage, aż pojawi się tam królowa muzyki islandzkiej, czyli Björk. Był to drugi koncert artystki na Heineken Open’er Festival. Podczas występu mieliśmy wrażenie, że artystka pojawiła się na złej scenie. Specyficzne utwory piosenkarki, zakłócane przez dźwięki z pozostałych scen, rozpływały się po całym terenie festiwalu. Pomimo wcześniejszych problemów ze zdrowiem Björk pokazała, co potrafi.

Kolejnym punktem programu, który mieliśmy już okazję zobaczyć podczas poprzednich edycji festiwalu, był koncert zespołu The Ting Tings. Anglicy, podobnie jak w 2009 roku, pokazali, że potrafią dać czadu. Tak jak trzy lata temu, duet zagrał w festiwalowym namiocie i zebrał potężną publiczność. Nic dziwnego, bo ich występ był jednym z najbardziej energetycznych, które mieliśmy okazję zobaczyć podczas pierwszego dnia imprezy.

Jamie Woon pojawił się przed polską publicznością już parokrotnie. Mogliśmy go zobaczyć m. in. w Katowicach na Tauron Nowa Muzyka, w Poznaniu na 6. urodzinach klubu SQ, w Warszawie i we Wrocławiu w ramach cyklu City Sounds. Koncert na tegorocznym Open’erze nie różnił się prawie niczym od tych poprzednich. Pomimo perfekcyjnego wykonania utworów z płyty Mirrorwriting, Woon nie nawiązał większego kontaktu z tłumem, który znalazł się pod Tent Stage. Oprócz tego, pozbawienie utworów charakterystycznej, delikatnej elektroniki trochę popsuło klimat, który znamy z debiutanckiego krążka Brytyjczyka.

Przed koncertem Bona Ivera, który był chyba najbardziej wyczekiwanym występem podczas drugiego dnia festiwalu, zebrała się pokaźna liczba osób. Amerykanin stworzył na Main Stage niepowtarzalną atmosferę. Oprócz niezwykłego głosu piosenkarza, klimat zbudowała wyjątkowa scenografia. Zielone znicze, kawałki płótna i do tego otaczająca mgła sprawiły, że koncert długo zapadnie w naszej pamięci. Po koncercie, pod sceną pozostała większość damskiej publiczności i w ekspresowym tempie ukrywała ślady po muzycznych uniesieniach.

Rewelacyjny koncert zaliczyła również Kari Amirian, która pojawiła się na Alter Space. Artystka przyjechała na festiwal zaraz po występie na poznańskiej Malcie. Jej koncerty są zawsze metafizyczną podróżą po delikatnych dźwiękach muzyki.  Podczas występu usłyszeliśmy materiał z jej debiutanckiego krążka Daddy Says I’m Special , a bajkową atmosferę dopełniła także kreacja piosenkarki.

Klimat sceny głównej zmienił się o 180 stopni, kiedy na scenie pojawił się Gaspard Augé i Xavier de Rosnay, czyli duet Justice. Francuzi pojawili się w naszym kraju po raz pierwszy. Przez to musieli zmierzyć się ze spragnioną elektroniki publicznością. W momencie, kiedy na scenie zabłysnął charakterystyczny krzyż, teren wokół Main Stage stał się gigantycznym, błotnym parkietem. Nie przeszkadzała woda i grząski grunt. Wszyscy zostali momentalnie wciągnięci w wir tańca.

Czwartkowe koncertowanie na Tent Stage zakończyła Jassie Ware. Artystka zaprezentowała się bardzo dobrze. Wykonała wszystkie dotychczasowe single: Wildest Moments, 110% i Running, które w wersji koncertowej wypadły jeszcze lepiej. Brytyjkę zaskoczyło gorące przyjęcie ze strony polskiej publiczności, a spotęgował to fakt, że wielu widzów znało teksty piosenek. W efekcie – Jessie wielokrotnie powtarzała, że do Polski wróci. Trzymamy za słowo i czekamy na debiutancki krążek: Devotion, który trafi do sklepów 20.08.

Czasem słońce, czasem deszcz

Zespół Bloc Party przyjechał do Gdyni już po raz drugi. Nic dziwnego zatem, że Anglicy czuli się jak u siebie w domu. Podczas koncertu zaprezentowali swoje najważniejsze utwory. Usłyszeliśmy m. in. kawałek Hunting for Witches, który rozruszał publiczność zebraną pod sceną główną. Trzeba przyznać, że występ Bloc Party był potężną dawką mocnego, indie rockowego grania, którego trochę brakowało podczas tegorocznej edycji festiwalu.

Kto nie miał okazji zobaczyć koncertu Nosowskiej podczas ostatniej trasy koncertowej, mógł nadrobić to właśnie w Gdyni. Królowa polskiej alternatywy zaprezentowała się trzeciego dnia. Podobnie jak na wcześniejszych koncertach, artystce towarzyszyły genialne wizualizacje, które były wyświetlane na paru rzędach transparentnych tkanin. Dało to bardzo zjawiskowy efekt trzeciego wymiaru. A sama Nosowska zaprezentowała się wyśmienicie. Świadczy o tym nie tylko wypełniony po brzegi namiot. Wśród publiczności mogliśmy spotkać np. Maję Komorowską i Danutę Stenkę, które przyjechały na festiwal ze spektaklem Anioły w Ameryce.

Jeszcze jednym powtórzeniem w historii Open’er Fesival był koncert zespołu Franz Ferdinand. Pomimo tego, że Szkoci wystąpili już w 2006 roku, to ich ponowne zaproszenie było strzałem w dziesiątkę. Muzycy od pierwszych dźwięków niemal roznieśli Main Stage. Nie zabrakło takich szlagierów jak Do You Want To. Do tego utworu tańczyli wszyscy, którzy przyszli posłuchać Alexa Kapranos i jego kolegów. Swoją znakomitą formę artyści pokazali dopiero pod koniec występu, kiedy to wykonali jeden utwór wspólnie grając na tej samej perkusji. Po tym aż chciało się tanecznym krokiem podążać na kolejne widowiska.

Zespół The Cardigans to kolejna legenda, która obok New Order pojawiła się na tegorocznej edycji Open’era. Na szwedzki zespół, z kilku powodów, czekało wiele osób. Przede wszystkim, był to ich pierwszy koncert w Polsce. Po drugie, na scenę wrócili po kilkuletniej przerwie. Trzecim powodem, dla którego fani zebrali się tego dnia pod Main Stage, był fakt, że muzycy pojawili się w Gdyni dokładnie w 20. rocznicę powstania zespołu. The Cardigans wystąpili na największej scenie trzeciego dnia, dokładnie o północy. Pomimo dużego doświadczenia, na twarzy Niny Persson było widać zdenerwowanie. Na szczęście trema ustępowała po kolejnych numerach. Pomogła w tym publiczność, która żywo zareagowała na Lovefool i My Favourite Game. Mimo wszystko, koncert można zaliczyć do udanych. Jednak wiele osób liczyło chyba na coś więcej.

Sobota zdecydowanie należała do wokalistek, które zachwyciły open’erową publiczność. Jedną z nich była brytyjska wokalistka znana jako Bat for Lashes. Swoim koncertem uwiodła zarówno zagorzałych fanów, jak i tych, którzy odwiedzili Tent Stage z ciekawości. Natasha oczarowała wszystkich. Jej delikatny, ale głęboki i przeszywający głos, a także synthpopowe brzmienia piosenek wypełniły magią cały namiot. Ludzie poddali się rzuconym na nich, muzycznym czarom i w skupieniu zasłuchiwali się w kojących duszę, poetyckich balladach, by następnie uwolnić nagromadzoną energię w bardziej dynamicznych kawałkach. Artystka zaprezentowała swoje najlepsze przeboje, jak What’s a Girl to Do, Prescilla, Siren Song, a także kilka utworów z nadchodzącej płyty: The Haunted Man, która zapowiada się bardzo energicznie. Nowe piosenki porywają do tańca i emanują pozytywnymi emocjami. Taki nastrój też bardzo szybko udzielił się publiczności, która występ Bat for Lashes na pewno zapamięta na długo. Naszym zdaniem był to jeden z najpiękniejszych koncertów tegorocznej edycji festiwalu i życzymy sobie takich więcej.

Po występie tej artystki jeszcze długo będziemy zastanawiali się, jak tak drobna istota mieści w sobie tyle siły, by zawładnąć tłumem i powalić go na łopatki. Pod tym względem Janelle Monáe była jedną z najjaśniej święcących gwiazd tegorocznej edycji Open’era. Swoją żywiołowością i niespożytą energią poraziła zgromadzoną pod sceną publiczność, a także tych, którzy przystanęli sobie nieco dalej. Każdy, bez względu na panujące na polu warunki, tańczył ile sił w nogach i realizował wszystkie pomysły młodziutkiej wokalistki. Od pierwszych sekund widać było, że jest to występ niezwykle przemyślany, dopracowany i – co najważniejsze – skierowany na dobrą zabawę. Każdy element, zaczynając od efektów wizualnych zapowiadających koncert, przez stylizację całego bandu, choreografię i w końcu scenariusz, wskazywały na pełen profesjonalizm. Nie zapominamy również o najważniejszej części, czyli repertuarze. Poza własnymi numerami, jak Cold War, Tightrope czy Dance Or Die, Janelle brawurowo wykonała utwór The Jackson 5: I Want You Back, czym wywołała falę ekscytacji wśród Open’erowiczów. Nie mniej entuzjastycznie przyjęto też nową piosenkę Electric Lady, która rzeczywiście zelektryzowała widownię. Po tym wszystkim śmiało można stwierdzić, że Janelle ma pomysł na siebie i doskonale go realizuje. Tego zaś, co działo się pod World Stage nie da się opisać, to trzeba było po prostu przeżyć.

The xx byli niewątpliwie największą gwiazdą tej edycji festiwalu. Na Brytyjczyków czekała największa rzesza ludzi. Dodatkowo atmosferę wokół występu podsycały doniesienia z innych, europejskich festiwali, gdzie The xx prezentowali nowe utwory. Oprócz tego, na parę godzin przed koncertem, na oficjalnym profilu na Facebooku, zespół umieścił zdjęcie tęczy, która pojawiła się na gdyńskim niebie. W końcu Romy Madley Croft, Oliver Sim i Jamie Smith pojawili się na Main Stage. Zagrali materiał ze swojej debiutanckiej płyty. W pamięci utkwiło brawurowe wykonanie singla Basic Space. Wszyscy czekali jednak na nowości. No i doczekaliśmy się. Pod koniec koncertu zespół wykonał parę utworów z nowego albumu: Coexist. Piosenki utrzymane w charakterystycznej dla The xx konwencji były bardziej żywe i jeszcze bardziej naładowane elektroniką. Występ The xx to wisienka na torcie działalności dużej sceny podczas Heineken Open’er Festival 2012.

Z festiwalowiczów ostatki sił wyciągnął SBTRKT. Aaron Jerome i wokalista Sampha wyszli na Tent Stage jako ostatni. Swoim występem udowodnili, że przełożenie muzyki elektronicznej na festiwalowe realia jest jak najbardziej możliwe. Swoją energią i mocnym brzmieniem porwali tłum zebrany wewnątrz i wokół niebieskiego namiotu. Pomimo krótkiego występu, SBTRKT zaprezentował się idealnie. Z pewnością wszyscy znaleźliby pokłady energii, gdyby koncert przedłużył się nawet do trzech godzin.

Nie ma więcej wpisów