Nowy album Skinny Patrini zapowiadano jako materiał skierowany na uwodzicielski electro pop, który nie traci na charakterystycznej dla zespołu zadziorności. Głos Anny Patrini, będący elementem rozpoznawczym duetu, zapowiedziano z kolei jako w pełni wykorzystany i czysty. Natomiast brzmienie zespołu jako rozwinięte i urozmaicone aranżacyjnie przez Michała Skórkę. I wszystko się zgadza. O ile brzmienie debiutanckiego Duty Free odznacza się w pamięci swoistym chaosem i jazgotem, o tyle Sex nie serwuje już takiej ilości brudnych i „zlewających się”, hałaśliwych dźwięków.

I chociaż drugi album Skinny Patrini jest nieco bardziej stonowany, to trudno powiedzieć, ażeby zespół był bardziej pokorny. Już otwierające płytę utwory, Sparkling Fingers oraz Something Special, przypominają o temperamencie trójmiejskiego duetu. Proste, mocne dźwięki i zadziorny wokal Anny przywodzą na myśl krzykliwą twórczość Crystal Castles.

Wspomniany, uwodzicielski electro pop najciekawiej realizują utwory takie jak: The Wind, Smiling, Walking Away, Say You Love Me i najlepszy kawałek na płycie, czyli Life/Time. Uwodzą brzmieniem, jego melodyjnością i energią oraz chwytliwymi refrenami. Głos Anny wypełnia przestrzenie kolejnych kompozycji, nadając im między innymi radosnego (Smiling), zmysłowego (Put the Fire) czy kokieteryjnego (The Wind) charakteru. Chwile wytchnienia od tanecznych dźwięków zapewnią na płycie dwie liryczne i zaśpiewane z wyczuciem – omijającym rzewność – ballady: Call Me oraz Glory.

Taka różnorodność najnowszego materiału Skinny Patrini sprawia, że album Sex broni się przed jednoznaczną klasyfikacją. Krążek jest zadziorny, ale i delikatny momentami. Oferuje słuchaczowi dyskotekowe wrażenia, ale zawiera również nieco posępne fragmenty (Dancing Without You). Tej różnorodności nie należy mylić z niespójnością.

Nie ma więcej wpisów