Sinusoidal to polski projekt, jeszcze (!) w naszym pięknym kraju nie dość rozpoznawalny. Sami o swojej muzyce mówią – undergroundowa, nie dla wszystkich. Bardzo ambitni ludzie, wzbudzili zachwyt samego Tricky’ego. Nam udało się porozmawiać z Adą i Michałem o muzyce, planach, ambicjach i całej reszcie.

musicis.pl: Ostatnio występowaliście na Selector Festiwal w Krakowie. Jak wasze wrażenia? Macie jakiś swój ulubiony festiwal?
Michał
: Graliśmy ostatnio na kilku festiwalach. Green Vibrations w Holandii, Opole, Before Tauron, Selector, Open’er. Z każdej sytuacji próbujemy wyciągać jak najwięcej nauki i zdobywać doświadczenie. Najbardziej podobało mi się na tym ostatnim. Może dlatego, że zagraliśmy sporo nowego materiału.

Skład zespołu zmienił się. Czemu mają służyć te zmiany? Jak chcecie wykorzystać nowe nabytki?
Adrianna:
Sinusoidal to specyficzne tętno. Nonkonformizm po całej linii. Skład zespołu zmienia się nieustannie i chyba tak będzie w dalszym ciągu. Lubimy zmiany. Jak już zabierzemy się do pracy, to pomysł goni pomysł. W zasadzie można powiedzieć, że urządzamy sobie z Michałem taki mały wyścig kreatywności. Ciągle powtarzamy też, że jesteśmy kręgosłupem, od nas się zaczęło i to my oboje wiemy, jaki kształt nadajemy projektowi. Co do wszystkich naszych muzyków: na pewno należy zacząć od tego, że to absolutni profesjonaliści i dodali ogromnie wiele wkładu własnego do materiału, który złożyliśmy na pierwszej płycie. Cały czas jesteśmy im za to wdzięczni. Także czy jest to Tadek Kulas (grał na początku na trąbce) czy Wojtek Orszewski (gitara), Mateusz Rybicki (saksofon), Zbyszek Kozera (kontrabas), Marcin Rak (perkusja), czy Janek Michalec (trąbka) – ze wszystkimi współpracowało się świetnie i cenimy ich za to, jak podchodzili do tej muzyki. Mamy też jednak świadomość, że to co prezentujemy nie jest najłatwiejsze w odbiorze. Ba, nawet śmiało można powiedzieć, że momentami jest wymagające – stąd też jak gdyby sugestia w mianowaniu naszych tworów jako undergroundowych. Przynajmniej ja to tak postrzegam, że jeśli coś nie jest dla wszystkich, to nie może przebijać się w mainstream. Stąd też tenże szacunek do muzyków, którzy pochodząc z różnych wyznań muzycznych, kiedy już wchodzą z nami na scenę, to czarodziejska aura Sinusoidal inspiruje ich do wydobywania dźwięków charakterystycznych jedynie temu układowi.

W jakim kierunku (jeśli chodzi o muzykę) chcecie podążać? Jest jakiś konkretny plan? Czy raczej górę bierze intuicja i dajecie się ponieść muzyce?
Adrianna:
Tak, bardzo intuicyjnie obraliśmy kierunek w tworzeniu nowego materiału. Wizja wyklarowała się dość szybko, jakkolwiek wytycznych było parę, o których wcześniej wspomniałam Michałowi – ten niewiele mówiąc dodał do tego cichcem swoje 5 gr (śmiech) i nagle znowu zaiskrzyło; praca wre, jest bardzo konkretnie, a wyścig w pomysłach i ulepszeniach trwa. Myślę, że oboje możemy się pochwalić tym, że znowu bardzo ostatnio dojrzeliśmy. Spotkało nas razem i z osobna tyle doświadczeń, do których błyskawicznie trzeba było się ustosunkować, i mam wrażenie, że to wszystko dało nam pełne odpowiedzi na pytania, które wcześniej w jakimś nieładzie sobie stawialiśmy. Początkującemu tworowi niełatwo jest zrozumieć na starcie, że to wszystko, to nieustający czas próby, ale jak już się człowiek do tego zdystansuje i nauczy ostrożnie brać oddech, to wszystko się jakoś układa i motto wciąż obowiązuje, że życie płynie Sinusoidalej 😉
Michał robi swoje, a robi swoje coraz lepiej i tyle na temat naszego nowego materiału. Nie chcemy pisać zbyt wiele, bo tak naprawdę ten wywiad zdarza się w trakcie naszej pracy. Jak już ją skończymy, a Wy usłyszycie, co dla Was razem usmażyliśmy, to z chęcią okrasimy to pełnym komentarzem.
Michał: Chcielibyśmy w nowym materiale zawrzeć więcej pulsu. Przygotowywany przez nas nowy album będzie mocniejszy. Poprzednia płyta była zbiorem wielu idei. Teraz staramy się o większą spójność w tekstach i w muzyce.
Adrianna: Dodam jeszcze, że ciągle się motam z komentarzami, które mi nie po drodze; gdzie połowa znajomych mocno trzyma kciuki i kibicuje, żeby jak najdłużej nam się wiodło, a druga połowa kciuki opuszcza i woleliby, żeby było śpiewnie, sympatycznie i pod nogę. Chyba mnie znają aż za dobrze i wiedzą, jak bardzo lubię dobrą zabawę, stąd gryzie się wizerunek Duni, która przed chwilą  szalała w programie, a teraz prezentuje materiał rażąco ambitny, bo przecież nie da się do tego pokręcić bioderkami. Uważam to za moje prywatne przekleństwo i taką ponoszę cenę za wewnętrzne rozdarcie, pomiędzy wesołkowatością a tkliwie nihilistyczną melancholią, która siedzi we mnie od dawna.

Jestem pewna, że każdy z Was ma gwiazdę (artystę), z którym chciałby zagrać/zaśpiewać lub supportować ją. Kto to jest i dlaczego?
Adrianna:
W tym temacie powoli kończą się limity – bardzo szybko spełniają się nasze marzenia odnośnie supportów, myślę więc, że warto projektować i marzyć dalej, bo to wszystko właśnie przed nami. Zagraliśmy już przed Little Dragon we Wrocławiu, co było szczytem marzeń. Zagraliśmy też przed Lamb w Katowicach, co przyprawiło nas o  zawrót głowy, bo samo spotkanie z muzykami na żywo było ogromnym przeżyciem i lekcją, a na Open’erze zagraliśmy przed Toro y Moi…no, przynajmniej w ciągu line-up’owym, nie konkretnie jako support (śmiech).
Michał: Jest wiele osób, które chciałbym poznać albo z którymi chciałbym współpracować. Marzy mi się współpraca z Thomem Yorkiem, Mikiem Pattonem, P.J. Harvey. Widzę też Adriankę w duecie z Q-Tipem z moimi bitami w tle.
Adrianna: Ja chciałabym kiedyś spotkać się i zaśpiewać coś wspólnie z Cedriciem Bixlerem-Zavala z zespołu Mars Volta, bezsprzecznie oczarował mnie swoim scenicznym charakterem i myślę, że mogłaby z tego powstać mieszanka wybuchowa. Jeśli chodzi zaś o budowanie wieżyczki z klocków, które ewidentnie do siebie pasują, to ciągłe (od powstania i spotkania) marzenie wspólnego koncertu z Trickym. Adriana traktuję jak swojego mentora, kontaktowałam się z nim ok. 30.o6.2o12, bardzo sentymentalnie, bo rozczuliło mnie, jak sobie uświadomiłam, że już rok minął odkąd widzieliśmy się w warszawskiej Regeneracji. Stęskniłam się i wspominałam jego mądre słowa, a on – jak zwykle – odpowiedział zaproszeniem do Paryża. Swoją drogą, musimy w końcu się spakować i wybrać tam wraz z Michałem.

W Polsce nie jesteście znanym zespołem. Zastanawialiście się nad tym dlaczego tak jest?
Adrianna:
Mam na to swoje zdanie i widzę to prozaicznie: nie wyłożyliśmy kapitału w promocję, ponieważ jakoś specjalnie nam się nie przelewa. Jedynymi dodatnimi sytuacjami, które były pomocne w nagłośnieniu to moje wystąpienie w telewizji publicznej oraz zainteresowanie Tricky’ego naszym materiałem, co obiegło prasę błyskawicznie. Jednakowoż jak na zespół, który dopiero raczkuje, bo pierwsza płyta to ledwie zajawka w morzu działań grup, które już znacznie ugruntowały swoją obecność na rynku latami pracy – mamy bardzo wiele sukcesów, udanych koncertów i przychylnych opinii. Polska nie jest miejscem, gdzie nowy zespół wystrzeli w górę i błyszczy dopóty, dopóki jest nim zainteresowanie. Zauważyłam, że u nas jest tak jak z otwieraniem nowej firmy – inwestycje, praca, inwestycje, działanie, inwestycje, działanie, czas, praca, praca, praca i dopiero coś tam miga. Szczególnie jeśli chodzi o muzykę, która nie jest stricte popowa i nie da się jej puszczać wszędzie. Zaobserwowałam to na wielu innych, rodzimych zespołach: nie ma nic, nic nie ma i nagle buuum, dowiadujesz się o kimś, a wszyscy w kółko pytają ze zdziwieniem: no jak to, nie znasz ich? To norma. Ja jestem w tym temacie spokojna. Jedyną niecierpliwą osobą jest mój tato, który wie, ile lat już śpiewam i ma żal, że ciągle jeszcze nie jestem gwiazdą. A jak odpowiadam mu, że nie wiem, czy chcę nią być i czy kiedykolwiek będę, reaguje spojrzeniem spode łba i nerwowym stukaniem palców o stół.
Michał
: Zważywszy na gatunek muzyki jaki uprawiamy, uważam, że nie możemy narzekać na zainteresowanie polskich słuchaczy. Jest ich coraz więcej, a my jesteśmy cierpliwi. Nastawiamy się zresztą globalnie i spróbujemy dotrzeć z naszym materiałem jak najdalej.

Co was napędza do działania? Do tworzenia?
Adrianna:
Nasze ambicje i my sami. Nic dodać, nic ująć. Oboje jesteśmy bacznymi obserwatorami tego co wokół i chyba wszystko to co akurat na nas napiera, przelewa się w materiał. Ale w samym wspólnym kawałkowaniu – po prostu my sami. Trudne charaktery, bo dwa barany zodiakalne, nie ma namiętności i chemii jak w innych znakach, ale raczej szewska pasja i rywalizacja, która popycha do coraz to odważniejszych rozwiązań. Szczególnie teraz, kiedy jesteśmy poukładani uczuciowo i relacje partnerskie nie mieszają się z tym co mamy do zrobienia w muzyce – mamy pozytywny  fight – raz naprzeciw, raz ramię w ramię. Dużo też razem przeżyliśmy, więc wiemy, co można brać w nawias, a co w jakiś sposób zmienić. Nie tylko muzyczny dialog kwitnie – porozumienie istnieje także poza pracą.

Czy podczas koncertu/pobytu w danym mieście spotkała Was jakaś dziwna lub śmieszna sytuacja?
Adrianna
: Ostatnia, szczególnie miła sytuacja jaką pamiętam, wydarzyła się w drodze na koncert, kiedy docieraliśmy na krakowski Selector. Jedziemy samochodem przez autostradę i naszą rozmowę, raz po raz przecina wywiad z młodym artystą, który przygotowywał się tego dnia do grania właśnie na tym festiwalu. Najpierw zdziwił nas niezwykle podobny klimat jego muzyki do naszej, a później padło ostatnie pytanie dziennikarki: na czyj występ najbardziej czekasz podczas tegorocznego Selectora? Jednym tchem odpowiedział: na Sinusoidal. To było dla nas nieoczekiwane i tak sympatyczne, że z pełnym rogalem na ustach przybiliśmy sobie wszyscy piątkę.
Michał: O tym samym pomyślałem. To było bardzo miłe. Ten młody człowiek to Blossom. Pozdrawiamy!

Jak to jest z tekstami? Kto je pisze? Zwykle zajmuje się tym jedna osoba, czy raczej akurat ten kto ma wenę?
Michał: Miałem wenę literacką w czasie liceum i przez połowę studiów. Planuję potłumaczyć jakieś teksty na angielski. Może coś Ada podchwyci.
Adrianna: Piszę teksty, bo tak wyrażam siebie w naszym projekcie (komponuję też wokale). Kiedyś miałam z tym problem, bo wszystko brzmiało trywialnie i nawet po angielsku nie umiałam ułożyć myśli w konkretny przekaz. Może za dużo chciałam naraz powiedzieć. Może to było za wcześnie, dlatego te teksty zdają się prze-egzaltowane. Surowo do tego podchodzę, chociaż Michał zawsze wspiera mnie maksymalnie i dodaje otuchy. Nie wszyscy piszą wiersze Szymborskiej i wyśmienitą, gombrowiczowską prozę. Staram się, jak mogę.
Z nowym materiałem jest mi już o wiele łatwiej. Nie zaśmiecam sobie głowy bzdurami i słucham serca. Priorytetem jest dla mnie moja prawda, moje spojrzenie, a to czy ktoś oceni je pozytywnie, czy negatywnie – nie gra roli. To moje i tyle. Nasz menadżer przekazał mi ostatnio komentarz od największej polskiej tekściarki, którą ubóstwiam i czczę, za skromność i świeżość w spojrzeniu, przy każdym jej wychodzącym albumie; mowa o Katarzynie Nosowskiej, podobno powiedziała: dlaczego ta dziewczyna nie śpiewa po polsku? Odpowiedź brzmi: bo nie chcę.
W gruncie rzeczy wiąże się to z naszymi aspiracjami grania w zachodniej Europie i dalej, gdzie angielski jest językiem używanym w każdym kraju. Mam zboczenie w tym temacie. Uwielbiam akcent amerykański, a od niedawna próbuje upłynniać frazy brytyjskim. Idzie nie najgorzej. Jadąc w Londynie double-deckerem, zostałam zagadnięta przez młodego Jamajczyka na jakiś taki lil-talk o wszystkim i o niczym. Był zdziwiony, że jestem z Polski. Summa summarum, dopiero po kulejącej gramatyce w dalszej części rozmowy rozpoznał, że nie jestem autochtonką.

Macie kontakt z polską sceną muzyczną, koncertujecie w kraju. Jakie macie spostrzeżenia na temat rynku muzycznego, odbiorców, artystów?
Adrianna: Polska scena muzyczna od jakiegoś czasu to w większości nasi ziomkowie. Mam wrażenie, że wszyscy jakoś się tu i ówdzie spotykamy, i wymieniamy myślami. Ostatnio, pierwszy raz w życiu, na koncercie poczułam zazdrość i tak mnie zapiekło, że wkurzona wyszłam z koncertu. Było to po wysłuchaniu paru utworów repertuaru Julii Marcell. Genialne show. Myślę, że wszystko co działo się na scenie, było efektem godnym pochwalenia się nie tylko w ramach europejskich standardów, ale wręcz światowych. Oby tak dalej. To znaczy dalej mam dąsa i zazdraszczam, ale życzę jak najlepiej – to duma, że ktoś jednak tutaj u nas potrafi powalić na kolana.
Michał: Polska scena muzyczna radzi sobie coraz lepiej. Powstaje dużo nowych, ciekawych rzeczy na dobrym poziomie. Mamy coraz mniej kompleksów. Bardzo mnie to cieszy.

Jakie są Wasze plany na – powiedzmy – następne pół roku/rok? Następna płyta, trasa?
Adrianna:
W najbliższym czasie pracujemy, a potem pokazujemy się na dwóch showcase’ach zorganizowanych przez management Tricky’ego w Londynie. Wiążemy z tym niemałe nadzieje i oby nam się powiodło, a kolejną płytę wydamy w Great Britain.
Pięknie dziękujemy za rozmowę, a ja zapewniam, że mój rower posiada wlepkę Music Is 😉 Pozdrawiamy czytelników i słuchaczy!

Nie ma więcej wpisów