music is ... muzyka z najlepszej strony.

BNNT

mat.prasowe

mat.prasowe

Że Łódź zna się na przemielaniu umysłów i niszczeniu jak nikt inny, faktem było wiadomym i dla mieszkańców miasta śmierci, i dla przyjezdnych. Ale okazuje się coraz bardziej, że całe polskie podwórko muzyczne radzi sobie całkiem nieźle w takich klimatach.
Że alternatywa się nam rozrasta każdy już słyszał i słuchał pewnie niemało. Ale jakby tym razem, podczas tego nieokiełznanego pogodowo lata, miast łzy ronić pośród miłych dźwięków, czaszkę wraz z wnętrznościami sobie podpalić i zmiażdżyć? Bo akurat nadarzyła się szansa naprawdę porządna – poznański projekt BNNT.

Zaczęło się solowo w 2008 roku, ale tak jak do tanga trzeba dwojga, to rozpieprzać dźwiękiem też łatwiej w parze. Jeden instrument to perkusja, którą nazwać można by prościzną, patrząc na drugi – Bombę. Jest to przedmiot do grania własnej produkcji – stereofoniczna, czterostrunowa gitara barytonowa o kształcie pocisku lotniczego. Brzmi nieźle? Ludzie, posłuchajcie, to dopiero spadniecie z krzeseł na twardą posadzkę, rozbijając sobie czoła. Bo sprawa tak naprawdę łączy się z Soundbombingiem, który to sam zespół poetycko nazywa niespodziewanymi interwencjami dźwiękowymi w przestrzeni publicznej. Podobnież często takie potyczki kończone są przez panów policjantów i, w zasadzie, to nie ma się czemu dziwić. Jak się słucha debiutanckiego _ _ to tak, jakby niezidentyfikowane robaki pełzały pod twoją skórą, a ty drapiesz się aż do cieknących strużek krwi, wyciskasz sobie żyły, ale uwolnić się nie możesz. Swędzenie doprowadza do szaleństwa i nieoczekiwanych konwulsji, ale czujesz się tak, jakbyś czekał na to od zawsze, jakby spłynęło to na ciebie z samego pieprzonego, pierwotnego jądra wszechświata.
Dodatkowo kwestię nakręca fakt, że prócz Konrada Smoleńskiego grającego na Bombie i Daniela Szweda na perkusji, miażdżenie na płycie zapewniają gościnnie – Kuba Ziołek (Ed Wood), Wojciech Bąkowski (Niwea), Macio Moretti (Mitch&Mitch i czego on tam jeszcze nie robił) oraz Tomasz Duda (Baaba).

Fajnie jest się mordować w przytulnych czterech ścianach, kiedy to basy roztapiają ci futryny (no chyba, że pochłaniasz ze słuchawek to bulgocze w samym mózgu), ale nie umywa się to do staromodnego odbioru na żywo. Atak nastąpi na OFF Festivalu. W miejscu i czasie (niby trzeci sierpnia, ale…) bliżej nieokreślonym. Bądźcie uważni, bo szkoda przegapić tak ładnej i niepokojąco przyjemnej śmierci psychicznej, co fizyczny przynosi ból.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...