Niezaprzeczalnym i wstydliwie oczywistym jest fakt, iż środowisko, które nas otacza podczas słuchania muzyki, ma całkiem spory wpływ na jej odbiór. Będąc u progu poszukiwania kolejnych składowych na wypadkową, którą jest gust muzyczny, uwielbiałem chodzić z muzyką w miejsca, które budziły we mnie pewną tkliwość, rozciągały ulotne impresje i w końcu, pogłębiały doznania emocjonalne. Równie istotna w tych chwilach była aura. Późnowieczorne, letnie słońce prześwitujące przez zielone liście drzew, krople deszczu i generowany przez nie szum, ciężkie jesienne chmury i wiatr, od którego drętwiały już końcówki palców nie schowane w rękawie. Oczywiście zabiegi te były już z samego początku skazane na pewne upośledzenie spowodowane intencjonalnością – moim poszukiwaniem. Nowojorski duet przyszedł mi z pomocą. Nie musiałem nigdzie wychodzić. Wystarczyło zamknąć oczy.

Gdybym to ja miał otagować ich profil na Bandcampie, w pierwszej kolejności pojawiłoby się intellectual dramatic pop. Prowadzony od samego początku ich działalności oficjalny Tumblr, przeładowany jest zdjęciami i gifami, na których pojawia się telewizyjny glitch, filmowe screeny z nośnymi sentencjami, ale także nasty pictures mówiące o niebanalności kobiecej natury. Co więcej, sami przekonują, iż każdy z tych postów jest spostrzeżeniem i komentarzem opisującym wszystko to, co dzieje się w otaczającym ich, często absurdalnym świecie technologii, kultury, relacji międzyludzkich.

Debiutowali rok temu EP-ką wydaną własnym sumptem – Ghost City USA. Nie było wówczas o nich zbyt głośno, jednak ci, którzy ich poznali, nie bez powodu wpadli w zachwyty i uniesienia. Otwierający track Bones oparty jest na twardych akordach pianina, gęstym beacie i przefiltrowanych chórkach. Wokali podobnych do żeńskiej połówki duetu słyszeliśmy już kilka. Na myśl przychodzą La Roux, Sophie Ellis-Bextor czy Florence and the Machine. Co odróżnia ją od wyżej wymienionych, to ulotna chropowatość i chłód. Jednak to wrażenie zależne być może od charakterystyki muzyki jaką duet prezentuje. Nie znajdziemy tam hiciarsko-tandeciarskich, radiowych muzaków nadających się do puszczenia w centrach handlowych. Penetrując dalszą zawartość pierwszego wydawnictwa, nie można nie zatrzymać się przy Ash Tree Lane. Otwierające 15 sekund utworu: kontrolowane sprzężenie i odrealniony synthowy klawisz lokują ten track w uczuciu jakiego doznajemy u progu głębokiego snu, kiedy to jeszcze przed oczami pojawiają się obrazy będące kanwą dla marzeń sennych, które nierzadko kończą się odczuciem spadania w dół.

Niedawno wydali Hurricane – zapowiedź płyty mającej ukazać się w jesiennych miesiącach. Utwór zdradza ogromny potencjał. Szczególną uwagę należy zwrócić na zwrotki w których słodko naiwne liryki o niemożności pojęcia ogromu uczucia, którym został obdarzony podmiot liryczny, doprowadzają do niczym nieuzasadnionego strachu przed stratą, przeplatają się z frapującą, nieco kwaśną, muzyczną głębią.

Enigmatyczna otoczka wokół zespołu, zauważalny jakościowo progres muzyczny, sprawiają iż longplay MS MR może się stać jedną z najbardziej wyczekiwanych premier, jakie czekają nas jeszcze w tym roku. A tymczasem powracam do inner workings of my mind so dark and foul I can’t disguise…

Nie ma więcej wpisów