Krakowski Coke Live Festival jest chyba najbardziej wyróżniającą się imprezą spośród masy letnich festiwali, na które mogliśmy pojechać w tym roku. Mimo pleneru, impreza zachowuje charakter festiwalu miejskiego. Absolutnie bez najmniejszego problemu dostajemy się do centrum Krakowa, gdzie możemy przygotować się do koncertowego szaleństwa. W tym roku, podobnie jak na pozostałych festiwalach Alter Artu, pogoda sprawiła, że większość osób ze zdziwieniem sprawdzało, czy aby na pewno jest sierpień. Także i tym razem festiwalowicze pokazali, że od dobrej zabawy i wspaniałych koncertów nie odciągnie ich nawet największa ulewa.

Dzień 1, sobota:
Pierwszy dzień każdego festiwalu jest zawsze specyficzny. Trzeba zobaczyć wszystkie atrakcje, wodopój i mapę miasteczka Toi Toi’ów. Pod tym względem Coke Live Festival nie różni się od swojej konkurencji. Na szczęście, teren krakowskiego Muzeum Lotnictwa nie jest duży i można go było ogarnąć w paręnaście minut. Dwie sceny oddalone od siebie i przedzielone masą atrakcji nie pozwoliły nudzić się nikomu.

Działalność Coke Stage zainaugurował koncert Fair Weather Friends. Zespół doskonale rozruszał publiczność, która zebrała się w czerwonym namiocie. Zagorzali festiwalowicze mieli już okazję usłyszeć głos Michała Maślaka podczas tegorocznej edycji Heineken Open’er Festival. Mimo że zespół powstał w 2011 roku, przedstawił solidny materiał. Oprócz najbardziej znanego singla, czyli Fortune Player, Fair Weather Friends zaprezentowali kawałek, który napisali specjalnie na okazję krakowskiego festiwalu – Clouds. Doskonałe brzmienie electropopu sprowadziło do namiotu sporą publikę. Uwagę przykuł również utwór, w którym muzycy użyli sampli zespołu Blur i Florence and the Machine. Jak stwierdzili: Ten kawałek  gramy zawsze zupełnie inaczej. Nie wiemy, czy kiedykolwiek pojawi się na jakiejś płycie. Co jeszcze opowiedzieli nam po koncercie? Posłuchajcie poniżej:

Z kolei drugim zespołem, który wystąpił na Main Stage był brytyjski Mystery Jets. Grupa ma już na swoim koncie cztery albumy. W Krakowie zaprezentowała się od najlepszej strony. Świadczy o tym chociażby dość liczny tłum, który zebrał się pod dużą sceną. Ich specyficzne podejście do indie rocka, który w pewnym momencie zawładnął rynkiem muzycznym, sprawia, że po 6 latach istnienia nadal są jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli tego gatunku. Mimo długiej już kariery, w naszym kraju pojawili się po raz pierwszy. Londyńczycy rozpoczęli występ singlem Someone Pure, który pochodzi z najnowszego albumu Radlands. Oprócz tego, mogliśmy również posłuchać utworów Sister Everett i Greatest Hits. Koncert był bardzo udany, szkoda tylko, że tak długo musieliśmy na niego czekać.

Niby mieli zakończyć karierę, ale cały czas są w doskonałej formie. Jeden z najważniejszych zespołów hiphopowych, czyli The Roots zaprezentował zadziwiające show, które musiało zaskoczyć nawet osoby, które nie są fanami tego gatunku. Zaskoczyli nie tylko energią, ale też długością koncertu. Questlove, Black Thought i Kirk Douglas szaleli na dużej scenie przez godzinę i 40 minut! Z ich ogromnej dyskografii, na którą składa się aż 10 albumów studyjnych, mogliśmy usłyszeć takie hity jak: Make My, You Got Me, Respond/React, How I Got Over i The Seed.

Działalność dużej sceny pierwszego dnia zakończył koncert grupy The Killers. Amerykański zespół świętuje w tym roku swoje 10-lecie istnienia. Do Krakowa przyjechali z promocją najnowszej płyty Battle Born, która pojawi się w sklepach 18.09. W zasadzie, przez cały dzień na terenie Muzeum Lotnictwa było widać zniecierpliwione fanki Brandona Flowersa. Oprócz młodego pokolenia słuchaczy, na Killersów czekali fani, którzy zakochali się w ich debiutanckim krążku Hot Fuss. Koncert rozpoczął się z lekkim opóźnieniem, ale było warto czekać. Zespół przywitał się dobrze znanym kawałkiem Somebody Told Me. Następnie rozbrzmiał utwór Smile Like You Mean It. Tym samym muzycy z Las Vegas porwali imponująco ogromny tłum zebrany pod Main Stage. Formacja miała również zadziwiającą oprawę sceniczną. Lasery, światła, gigantyczny telebim, który wszystkie wizualizacje wyświetlał na szablonie góry, sprawiły, że ten koncert bezapelacyjnie zajął pierwsze miejsce.

Posłuchajcie, jak pierwszy dzień Coke Live Festival 2012 podsumowali uczestnicy imprezy oraz Mikołaj Ziółkowski z Alter Artu:

Dzień 2, niedziela:
Po udanej sobocie wszyscy czekali na to, co przyniesie drugi dzień festiwalu. Wiele osób pojawiło się przed bramkami jeszcze na długo przed ich otwarciem. Emocje trochę ostudziła nagła ulewa, która przeszła przez teren Muzeum Lotnictwa i zaniepokoiła nieco nawet samych artystów. Jednak i tym razem deszcz nie powstrzymał 30-tysięcznego tłumu, który wyśmienicie bawił się na niedzielnych koncertach.

Drugiego dnia zdecydowanie bardziej atrakcyjny był line-up dużej sceny. Jako pierwszy zaprezentował się brytyjski zespół Spector. Mimo informacji, że grają melancholijny pop, zakorzeniony mocno w latach 80., to muzyka przez nich wykonywana była w stylu dobrego rocka. Oprócz tego, wokalista Fred Macpherson cały czas kontrolował poziom zadowolenia publiczności. O wrażenia pytał także 6 osób, które oglądały koncert ze strefy VIP. Mimo krótkiego stażu, zespół zyskał już w Polsce pierwszych fanów, którzy obdarowali ich biało-czerwoną flagą, na której widniały podobizny członków grupy. Zespół stwierdził też, że Polska jest najlepszym krajem na festiwalowej mapie Europy.

Jak zamienić deszcz w słońce, a błoto w piasek? Wiedzą o tym muzycy z Crystal Fighters. Bez jakichkolwiek używek, na które musieliby wydać mnóstwo pieniędzy, przekonali tłum, że wcale nie pada, a wręcz przeciwnie – świeci słońce. Sebastian Pringle, Gilbert Vierich i Graham Dickson wraz z resztą zespołu sprawili, że co paręnaście sekund pod Main Stage przybiegała kolejna grupa osób zwabiona pozytywną energią. Mix rocka, elektroniki i folku pozwolił publiczności bardzo łatwo oderwać się od ziemi. Można to było zauważyć zarówno pod sceną, jak i trochę dalej, gdzie na totalnym luzie można było potańczyć.

Koncert Snoop Dogga był jednym z najbardziej oczekiwanych. Świadczy o tym gigantyczna frekwencja pod sceną. Koncert rozpoczęło podniosłe intro, które zostało wyemitowane na telebimach. Klip przedstawiał rapera w bardzo rożnych rolach, w tym jako gangstera z lat 20., a wszystko w akompaniamencie znanego utworu O Fortuna. Amerykański raper pojawił się na scenie w towarzystwie dwóch tancerek. Pojawił się też gigantyczny pies z dużym penisem. Snoopowi nic nie przeszkodziło w tym, żeby na scenie swobodnie zapalić sobie skręta. Jego występ można określić jako jedna wielka biba, podczas której zaśpiewał m.in.: Gin & Juice, Who Am I, Still D.R.E., Sweat, California Gurls i Young, Wild and Free. Wiele osób czekało na to, że na scenie pojawi się także Iza Lach i razem wykonają jeden ze swoich utworów. Młoda artystka również miała wystąpić na tegorocznej edycji Coke Live Festival, jednak z powodu choroby jednego członka zespołu – występ odwołała. Nie pojawiła się również obok Snoop Dogga.

Dobry powrót do przeszłości – tak można określić koncert Placebo w Krakowie, który jest już 6 występem brytyjskiego zespołu w naszym kraju. Jeżeli chodzi o festiwale, to Brian Molko, Stefan Olsdal i Steve Forrest pojawili się dwukrotnie na Heineken Open’er Festival. Jako jeden z headlinerów tegorocznego Coke Live Festival, Placebo również przyciągnęło mnóstwo zagorzałych fanów mocniejszego grania. Ku radości publiczności, muzycy skupili się na najbardziej znanych kawałkach, które za każdym razem były przyjmowane bardzo entuzjastyczną reakcją tłumu. Usłyszeliśmy takie utwory jak: Running Up That Hill, Meds, Every You, Every MeInfra-Red i The Bitter End. Na końcu polska publiczność mogła usłyszeć premierowo nowy kawałek – utwór Be Free, który najprawdopodobniej pojawi się na najnowszej płycie zespołu.

Posłuchajcie, jak drugi dzień Coke Live Festival 2012 podobał się festiwalowiczom:

Nie ma więcej wpisów