W środę 22 sierpnia warszawiacy mieli okazję wysłuchać koncertu Mai Kleszcz & IncarNations. Okazją do występu w Parku im. Rydza Śmigłego była niedawna premiera płyty Odeon.

O ile na pierwszej płycie Maja sprawiała wrażenie dopiero poszukującej swojej nowej muzycznej drogi, o tyle nowym materiałem udowadnia, że już pewnie kroczy drogą jazzu i bluesa. Piękna sceneria wypełnionego po brzegi, warszawskiego parku na tyłach Teatru Buffo sprzyjała muzyce, jaką mogliśmy tego wieczoru podziwiać. A było co podziwiać!

Piękne kompozycje, dobre teksty, interesujące aranżacje i świetny wokal Mai (dopiero w wersji koncertowej pokazuje pełnię swoich możliwości) stworzyły spójną całość. Doskonały warsztat, świetna dykcja i wariacje wokalne przywodzące na myśl to, co możemy usłyszeć podczas występów Kimbry czy – nie wychodząc poza granice kraju – na koncertach Marii Sadowskiej. Kleszcz, podobnie jak Kimbra czy Sadowska, nie boi się wokalnych wyzwań i poszukiwań. I choć zdecydowanie mniej u niej improwizacji, z podobnym zaciekawieniem przysłuchiwałem się jej kolejnym poczynaniom. Jest jeszcze coś, co przykuwa uwagę. Ruch sceniczny. Charakterystyczny, bardzo oszczędny, ale pięknie oddający dźwięki.

Zespół zagrał m.in. znane Zabrakło łez i szlagier Daj mi tę noc, cover Niny Simon I Put a Spell on You oraz nowy singiel Nasza miłość ma skrzydła, który posiada wszelkie składowe, aby stać się wielkim przebojem. Oczywiście w kraju, w którym stacje radiowe nie boją się grać dobrej muzyki.

Tak dobry koncert – mimo że zakończony w iście grobowym tonie konferansjera – nie mógł się zakończyć bez bisów. Bisy się skończyły, ale my chcielibyśmy jeszcze…

Nie ma więcej wpisów