Dirty Projectors to przede wszystkim David Longstreth, to on jest mózgiem zespołu, sam pisze wszystkie piosenki oraz w dużej mierze decyduje o brzmieniu albumów. Przez około 10 lat istnienia projektu, Longstreth wypracował osobliwy styl, którego nie można pomylić z niczym, ani nikim innym. Esencją brzmienia Dirty Projectors jest nieprzewidywalność i spory stopień zapętlenia utworów, nigdy nie wiadomo, w którym kierunku pójdzie dana piosenka i jak się skończy.

Kolejną cechą charakterystyczną są wokale, choć w centrum uwagi jest głos dowodzącego zespołem Longstretha, to nie sposób nie wspomnieć o wokalistkach, które potrafią dokonywać cudów. Po tym jak Questlove z The Roots zarejestrował swoim telefonem występ unplugged po oficjalnej wizycie Dirty Projectors w show Jimmy’ego Fallona, pojawiły się komentarze, że ludzie po prostu nie powinni posiadać takich umiejętności. Dziewczyny, z których jedyną stałą członkinią zespołu jest Amber Coffman, potrafią wyczarowywać najbardziej zagmatwane harmonie wokalne, wprawiając słuchaczy w osłupienie.

Członkowie Dirty Projectors, którzy do niedawna mieli opinię niezwykle ambitnych ekscentryków, ostatnio nieco złagodnieli. Po przełomowym Bitte Orca z 2009 roku, który utorował im drogę do szerszej publiczności, ich brzmienie stało się synonimem ambitnego, skomplikowanego indie rocka. O ile Bitte Orca było małym krokiem w kierunku bardziej przystępnych dźwięków, o tyle ich najnowszy krążek, Swing Lo Magellan, to już spory skok w stronę większego luzu. Longstreth, który przez większą część swojego życia ścigał wszystko co dziwne i abstrakcyjne, wreszcie postawił na prostotę, co zaowocowało wciąż doskonałym, aczkolwiek bardziej zrelaksowanym brzmieniem.

Jeśli chodzi o inspiracje do stworzenia tego krążka, to nikt nigdy by nie zgadł, że lider Dirty Projectors zamknął się na 11 miesięcy w chatce, w stanie Nowy Jork, w towarzystwie muzyki Neila Younga i Lil Wayna, za lekturę mając biblię. Nie żeby interesował go religijny wymiar tej księgi, bardziej fascynują go biblijne przypowieści, chociaż ciężko doszukać się ich wpływu na teksty piosenek.

Na koniec jeszcze jeden ciekawy fakt dotyczący Davida Longstretha, jeśli komuś kiedyś zdarzy się uciąć sobie z nim pogawędkę, to radzę uważać na słowa, ponieważ jest on bardzo drażliwy i wyczulony na opinie dotyczące swojej twórczości. Dziennikarz Rolling Stone nie miał łatwego zadania, przeprowadzając z nim wywiad, kiedy to artysta nazwał jego redakcyjnego kolegę głupim, bo skrytykował singiel Gun Has No Trigger.

Nie ma więcej wpisów