Zaryzykuję stwierdzenie, że większość z Was – czytających – już ich nie pamięta. Są z Manchesteru – angielskiej stolicy alternatywnego, gitarowego grania. Pochodzenie jednak jest dla nich małym przekleństwem, ponieważ dziennikarze wielokrotnie próbowali porównywać ich do zespołów, które wywodziły się z tego samego miasta. Szkopuł tkwi w tym, że oni nie brzmią jak New Order – ta nazwa nader często widnieje w recenzjach ich debiutu lub wywiadach z nimi. Jeśli chodzi o muzykę, którą trudno zamknąć w ramach dwóch trzech inspiracji gatunkowych lub zespołowych, to oni są jednymi z pierwszych w szeregu. Swój debiutancki album wydali dwa lata temu – wiedzieli, jak go nazwą jeszcze zanim mieli pewność, że zostanie wydany. Swoje pierwsze zespoły założyli podobno ze złych powodów, ale teraz wiedzą, o co chodzi w tworzeniu dobrej muzyki. Panie i Panowie, przedstawiamy… Delphic.

musicis.pl: Rick powiedział, że w poprzednich zespołach robiliście muzykę tylko po to, żeby dostać kontrakt płytowy, co było złym powodem. Jakie teraz macie powody do tworzenia muzyki, po dobrze przyjętym debiucie?
Powód, dla którego tworzyliśmy muzykę, był zawsze taki sam. Kochaliśmy to i inspirowało nas to. Wydaje mi się, że Rick chciał powiedzieć, że w poprzednich zespołach bardziej skupialiśmy się na śledzeniu trendów, robieniu muzyki, która spodobałaby się fanom, a nie takiej, którą chcieliśmy tworzyć, która by się podobała nam. Z Delphic jest tak, że zawsze staramy się siebie uszczęśliwić i nawet jeśli jest to nieco samolubne, jest bardzo wyzwalające. Ponieważ nie martwimy się opinią ludzi. Jeśli im się podoba – fajnie, jeśli nie – podoba się nam, więc…

musicis.pl: Czy tworzenie muzyki jest dla Was wyzwaniem?
Tworzenie muzyki zawsze jest dla nas wyzywające. Wydaje mi się, że w ten sposób wiesz, że robisz coś dobrze lub coś wartego zachodu. Jeśli przychodzi ci to z łatwością, to co robisz najprawdopodobniej jest do kitu albo ty jesteś geniuszem, co jest mało prawdopodobne. Bardziej prawdopodobne, że tworzysz przeciętne, nudne zrzyny. Jeśli robisz coś świeżego i innego od reszty, zawsze będzie trudno, ponieważ nikt nie przetarł dla ciebie szlaku. Musisz ryzykować (tak przynajmniej było w wypadku tego krążka) i właściwie długo patrzeć się na białą ścianę w nadziei, że znajdziesz rozwiązanie. I najzabawniejsze, gdy ci się udaje, ponieważ trwa to piętnaście minut. Wtedy napotykasz kolejną ścianę. Ale mówię ci, te piętnaście minut…

musicis.pl: Myślicie, że uciekniecie kiedykolwiek od etykiety New Order?
Nie do nas należy decydowanie o tym. Posłuchaj nowej płyty i sam nam powiedz.

musicis.pl: Nowy album nadchodzi. Jak będzie brzmiał?
To cover album z piosenkami rodem z Manchesteru utrzymanymi w brzmieniu acid house’u.

musicis.pl: Jakie w tej chwili są Wasze inspiracje?
Generalnie, naszą inspiracją jest cokolwiek popularnego lub będącego w mainstreamie w tej chwili. Patrzymy na to, zastanawiamy się dlaczego jest popularne i staramy się zrobić na odwrót.

musicis.pl: Jak przebiegła współpraca z Timem Goldsworthym?
Z Timem pracowało się świetnie. Niesamowicie było rozmawiać z człowiekiem, który nie tylko produkował nasze ulubione płyty, ale jest również częścią naszych ulubionych ruchów muzycznych w ostatnich 10-15 latach. Ma idealny gust, jest chodzącą muzyczną encyklopedią i ma niesamowite gadżety na bolące plecy.

musicis.pl: Czy podczas tras koncertowych znajdujecie czas, żeby zwiedzić miasto, w którym gracie koncert, czy udaje Wam się jedynie przygotować do koncertów?
Podczas trasy musisz się postarać, żeby udało ci się wyjść z koncertowego cyklu, ale staramy się robić to najczęściej jak tylko to możliwe. Podróżowanie po świecie i granie muzyki to wielki przywilej i jesteśmy niesamowicie szczęśliwi, że mamy taką możliwość, zatem staramy się wychodzić i poczuć miasto, w którym jesteśmy. To inspirujące i jest świetnym sposobem na spędzanie czasu pomiędzy próbą dźwięku a koncertem.

musicis.pl: Rick często powtarza, że Delphic nie jest częścią rock’n’rollowej ideologii. Dlaczego to takie ważne podkreślenie?
Nie jest to konieczne, to najzwyczajniej sposób w jaki robimy pewne rzeczy. Nie jesteśmy rock’n’rollową grupką kolesi, w typowym znaczeniu, a jeśli staralibyśmy się nimi być, nic byśmy nie zrobili. Chyba, że bycie rock’n’rollowym oznacza pracowanie przez większość poranków, z problemami z kablami i z łącznością, do czwartej rano, w poczuciu niepewności – w tym wypadku jesteśmy ekstremalnie rock’n’rollowi.

musicis.pl: Nadal mieszkacie razem? Czy w jakiś sposób wpływa to na tworzenie muzyki lub jakikolwiek proces połączony z jej tworzeniem?
Już nie dzielimy ze sobą mieszkania, co jest świetne. Jednak mieszkam z Rickiem w holu, naprzeciwko siebie, a Jim mieszka w sąsiednim bloku, więc sznurek nie został jeszcze całkiem przecięty. Jest to bardzo wygodne – na przykład, jeśli jeden z nas ma pomysł o drugiej lub trzeciej rano, może zebrać wszystkich razem tak, by wszyscy go szybko usłyszeli. Wtedy bardzo szybko się podniecamy albo mówimy tej osobie, że zbyt długo patrzyła się na pęknięcie na suficie. To z pewnością wpływa na muzykę i odkąd mieszkamy blisko siebie, także w trasie, pozwala nam to nadawać na podobnych falach w stopniu maksymalnej wydajności.

musicis.pl: Jesteście zadowoleni z Acolyte, czy coś byście w nim zmienili?
Oczywiście, jest parę rzeczy, które byśmy zmienili, ale zanim wydawaliśmy album było tak samo. To nie oznacza, że nie jesteśmy z niego dumni i nie uważamy Acolyte za dobry krążek, ale swoista natura tworzenia albumu ma to do siebie, że musisz przestać go tworzyć w pewnym momencie, żeby mógł zostać wydany. A my mamy to do siebie, że wciąż majstrujemy i przestawiamy, martwimy się i pracujemy nad tym, by te rzeczy brzmiały dla nas lepiej. Kończenie tego nie musi oznaczać niczego złego. Pewnie pracowalibyśmy nad podrasowaniem brzmienia przez lata, co byłoby niezauważalne dla niczyich uszu poza naszymi. Dobrze jest sobie powiedzieć: Dobra, skończyliśmy, idziemy dalej. Wyłącznie przez skończenie czegoś i odłożenie tego na stronę jesteś całkowicie wolny i możesz rzucić sobie nowe wyzwanie. Reszta to tylko duma.

musicis.pl: Kiedy graliście jako support przed innymi zespołami, czy mieliście ambicję być lepszymi od nich?
Nawet zanim byliśmy supportem dla innych zespołów, chcieliśmy być lepsi niż oni. To leży w naszej naturze i jestem pewny, że również prawie każdego innego zespołu, który chce być lepszy od pozostałych. Najlepsze w muzyce jest to, że to co lepsze czy gorsze – jest całkowicie subiektywne i niemal niemożliwym jest tu udzielenie odpowiedzi. Dlatego jesteśmy lepsi i gorsi od innych zespołów i artystów, w zależności kogo o to pytasz. Gdy zdajesz sobie sprawę z tego faktu, przestajesz się o to tyle martwić.

musicis.pl: Jak odbieracie dobre oceny Waszej muzyki i nagrody, które dostajecie, czy one cokolwiek dla Was znaczą?
Miło, gdy ludzie lubią naszą muzykę, ale wiara, że czyni cię to wyjątkowym czy nadaje znaczenia twojej pracy, to kolosalna pomyłka. Wszystko, co możesz zrobić, to wierzyć w swoją muzykę albo będziesz żył ciągle od jednej recenzji do następnej i twoje poczucie wartości będzie zależne od gustów i preferencji innych ludzi. A to nie jest wcale fajne, czyż nie?

Read the english version of the interview >> 

Nie ma więcej wpisów