Fismoll, czyli Arkadiusz Glensk, jest utalentowanym, wrażliwym, młodym muzykiem z Poznania. Jego kompozycje przywodzić mogą na myśl dokonania twórców jakże nastrojowej, islandzkiej sceny muzycznej. Nie należy jednak porównywać brzmienia Fismolla do jakiegokolwiek innego, bowiem artysta tworzy unikalne dźwięki. Na polskiej scenie jest absolutnie jedynym w swoim rodzaju. I bez względu na to, czy ludzie słyszą w jego utworach to, co tworzy Ólafur Arnalds, Sigur Rós czy Bon Iver – do którego również bywa porównywany – Fismoll zasługuje na to, aby porzucić wszelkie pryzmaty, etykiety, szuflady i worki. Zasługuje na to, aby do jego muzyki podejść indywidualnie, z otwartym i czystym umysłem, i duszą. W internecie możecie trafić na takie oto słowa Arka: Dźwięki nie są od tego, by przeszkadzały, są od tego, by za nimi tęsknić. I to zdanie idealnie opisuje twórczość Fismolla, bowiem z jego głosem i brzmieniem naprawdę trudno jest się rozstać – za jego muzyką naprawdę się tęskni.

Na spotkanie z Arkiem umówiliśmy się w Poznaniu, na Dębcu, w parku. Spędziliśmy z nim wyjątkowe popołudnie, rozmawiając o jego pasji, o muzyce w ogóle, o jego planach, marzeniach, a także o przyrodzie, o ludziach, jak również – mówiąc może nieco patetycznie – o życiu. Wszystko to, co prywatne, pozostanie oczywiście między nami, natomiast wszystko to, czego być może i Wy chcielibyście dowiedzieć się o tym młodzieńcu – znajdziecie właśnie w tym miejscu, w linijkach tekstu poniżej.

 

Fismoll wychował się w rodzinie muzyków – jego ojciec jest skrzypkiem, a jego mama wiolonczelistką. Rodzice nigdy nie zmuszali go do grania, jednak zachęcali go do tego, aby podążał muzyczną drogą. Chłopak nigdy nie pobierał lekcji śpiewu. Uczęszcza natomiast do Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II st. w Poznaniu. Muzykę tworzy od kilku lat. Jego pseudonim artystyczny jest efektem obserwacji jego ojca, który zwrócił Arkowi uwagę na to, że swego czasu nieustannie poruszał się w tonacji fis-moll, czy to grał, czy nucił.

Mając 13-14 wiosen, komponował dźwięki do złudzenia wręcz przypominające twórczość Ólafura Arnaldsa. Fismoll powiedział nam, że wówczas nie znał tego artysty i zupełnie nie był świadomy tego, co tworzy ten jakże dobrze znany Islandczyk. Kiedy Arek poznał dźwięki Ólafura, był zdumiony podobieństwem kompozycji. A za to możemy ręczyć, wszak ten przemiły młodzieniec w trakcie rozmowy w parku zaprosił nas do siebie i – podczas łącznie kilkugodzinnego spotkania – ujawnił przed nami wiele swoich utworów, w tym właśnie tych sprzed kilku lat, tych ólafurowych. Ale nie tylko.

Okazuje się bowiem, że Arek – co może wydać się zdumiewające – nagrywał również utwory hip-hopowe wspólnie ze swoim przyjacielem. Oczywiście i w tego typu kompozycjach wykorzystywał pięknie i melodyjnie brzmiące instrumenty, sprawiając, że tworzone przez niego beaty byłyby idealnymi podkładami dla refleksyjnych tekstów Eldo czy wczesnych wersów Pezeta.

Oczywistym jest, że muzyka całkowicie wypełnia otoczenie Fismolla. Kiedy z parku przenieśliśmy się do mieszkania, a konkretnie do pokoju Arka – pierwszym, co rzuciło się w oczy, było pianino oczywiście. Następnie dwie gitary (klasyczna i akustyczna) zawieszone na ścianie ponad pianinem, a także mikrofon stojący pomiędzy tym ostatnim a komputerem. Obok łóżka stała również gitara basowa. Do wymienionych instrumentów można dodać jeszcze inne – szarpane czy klawiszowe – na których gra Poznaniak.

Fismoll tworzy dźwięki również przy pomocy różnych przedmiotów, co zresztą zaprezentował nam podczas spotkania, a czego namiastkę można zobaczyć w video do utworu Who Can Love You. W przeciągu kwadransa chłopak stworzył ładną melodię, budując ją ze swojego głosu, prostych dźwięków gitary i pstrykania palcami.

Lubi prostotę, minimalizm. Opowiadał nam o tym, jak z kilku zaledwie akordów można tworzyć naprawdę piękne dźwięki. Opowiadał i dawał tego dowody, grając na przemian na pianinie, na gitarach. Czarował nas kompletnie, swobodnie robiąc to co kocha – grając i śpiewając. Wykonał fragmentarycznie m.in. utwory Kings of Leon czy Coldplay, a także kompozycje Bacha czy Chopina.

Pytany o wybór kawałków, które scoverował – Breathe Me (Sia), Mad World (Gary Jules), 9 Crimes (Damien Rice), Use Somebody (Kings of Leon), Colorblind (Counting Crows) – powiedział, że nie są przypadkowymi: Są dla mnie istotne, przypominają mi o ważnych dla mnie osobach, miejscach. I właśnie dlatego wziął je na swój warsztat.

Z kolei pierwszy utwór, który nagrał z myślą o tworzeniu na poważnie, to Look at This – przepiękna melodia, bazująca głównie na dźwiękach smyczków, gitary i na jego ujmującym wokalu. Fismoll, komponując, stara się układać dźwięki tak, żeby wypełniały one całą głowę, a nie tylko małe przestrzenie. I kiedy opowiadał o tym, wydawało się, jakby on to wszystko widział, doskonale potrafiąc umiejscowić konkretne dźwięki w konkretnym miejscu. Przy okazji, zdradził nam kilka tajników swoich nagrań, wytłumaczył istotę kilku zabiegów, które stosuje. Odkrył przed nami także elementy, które występują w jego utworach, a których nie słychać gołym uchem.

Arka można słuchać godzinami. Zarówno tego, jak gra i śpiewa, jak i tego, jak opowiada o muzyce. Jak opowiada w ogóle – o muzyce, o życiu, o swoich pomysłach, planach, marzeniach. On z kolei robi to z przyjemnością. I tak dowiedzieliśmy się np. tego, że słucha m.in. Sigur Rós, múm, Björk, Ólafura Arnaldsa, Portishead. Jak również tego, że chętnie czytał pozycje, które wyszły spod pióra np. Wojaczka, Stachury, Dostojewskiego. Natomiast co do pomysłów, planów – tych ma sporo.

Chciałby tworzyć muzykę filmową. Chciałby dowiedzieć się, jak osoby głuchonieme reagują na dźwięki, jak wyobrażają sobie dźwięk, harmonię, natężenie herców. Obecnie jednak pracuje nad wydaniem debiutanckiego krążka. Album powinien pojawić się na rynku jeszcze w tym roku. Znajdą się na nim wyłącznie jego autorskie kompozycje. Fismoll myśli już także o kolejnych albumach: Materiału mam więcej – na trzy płyty.

Fismolla, jak do tej pory, na żywo można było usłyszeć na czterech koncertach. Na scenie – oprócz gitar oczywiście – towarzyszy mu kwartet smyczkowy, a także perkusja. Wystąpił podczas tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Kultury Studenckiej ARTenalia, który odbył się w maju, w Poznaniu. Na początku czerwca supportował Keva Foxa (również w Poznaniu), a następnie zagrał solo podczas afterparty białostockiej Nocy Lampionów. Kilka dni temu ponownie wystąpił w Poznaniu, podczas Heart Fashion. Szczególnie ten pierwszy występ wspomina bardzo dobrze, wszak zaskoczyła go niemała publiczność, która zebrała się jeszcze przed jego koncertem, co sprawiło, że – jak nam powiedział – serducho zabiło mu mocniej.

Generalnie jednak, nie ma dla niego znaczenia, ile osób zjawi się na koncercie: Nieważne, ile osób przyjdzie. Nieważne, czy to będzie 20 czy 200 osób. Chciałbym po prostu wszystkich tych ludzi zastać w sytuacji, w której będą mieli zamknięte oczy, kiedy ja będę grał. Mam marzenie, by widzieć ich oczy, które nie patrzą na scenę, patrzą trochę dalej – w siebie. Nie muszą pamiętać, na czyim koncercie byli…

Arek jest bardzo mądrym i wrażliwym człowiekiem, który dostrzega mnóstwo rzeczy – od tych banalnych i ulotnych, po zupełnie poważne i ważne; który zgłębia wiele kwestii – związanych z różnymi dziedzinami życia. Najlepszym dowodem na jego dojrzałość i wrażliwość niech będą słowa: Chciałbym tworzyć muzykę, która będzie oddawać smak, zapach, dotyk. Która będzie pokazywać, po którym policzku spływa łza. I którą ręką tę łzę się wyciera. Chciałbym dojść do pewnego rodzaju perfekcji w kodowaniu odczuwania. Nie tworzyć sztucznej masy, a najczyściej poznać naturę ludzką, słabe strony i grunty niezmienne.

Jest typem romantyka, nostalgika. Lubi jesień, gdyż ta pora roku napędza go do działania: Nie potrafię tworzyć, gdy jest ciepło. Mogę wówczas robić inne rzeczy. To jesień mnie nastraja. Chociaż wszystko jest szare, ponure – mnie właśnie wtedy najlepiej się tworzy.

Fismoll nie widzi sensu w opowiadaniu o tym, o czym jest i co przekazuje muzyka. Każdy sam powinien odkrywać utwory, samodzielnie je interpretować. A spotkaniom z muzyką Arka sprzyja właśnie spokój, skupienie i zamknięte oczy…

Nie ma więcej wpisów