Najnowsza płyta Pezeta od początku budziła emocje. Były takie momenty, w których jej wydanie stało pod wielkim znakiem zapytania. Początkowo była zapowiadana na październik zeszłego roku, następnie przy dacie premiery pojawił się listopad, później luty 2012 roku, a ostatecznie album ujrzał światło dzienne 4 września.

Pezet określił ten krążek jako specyficzny twór – łączący w sobie bardzo różne style – który w rezultacie okazał się być innym niż nawet sam raper tego oczekiwał. Radio Pezet to 15 kompozycji inspirowanych sceną brytyjską, muzyką grime oraz dubstepem. Do tego dochodzi kilka nudnych i kilka wręcz żałosnych skitów, które z odtwarzacza najlepiej usunąć bezzwłocznie i nie pamiętać o ich istnieniu.

Za produkcję odpowiedzialny jest Sidney Polak, ale także Auer, Supra 1, śp. Zjawin oraz brytyjski producent Ripperman Beats. Wśród gości natomiast usłyszymy m.in. Fokusa, Tego Typa Mesa czy też brytyjskiego beatboxera Killa Kela. Krążek promowały trzy single: Co mam powiedzieć, Noc jest dla mnie oraz Supergirl – trzy zupełnie różne kawałki, które wróżyły różnorodność tego albumu.

Co mam powiedzieć jest najlżejszym – jeśli nie liczyć akustycznej wersji Shot Yourself, nagranej wraz z Kamilem Bednarkiem przy akompaniamencie gitary – i najbardziej klasycznym utworem płyty. Noc jest dla mnie – z gościnnym udziałem Fokusa – to z kolei niemalże stuprocentowy reprezentant dubstepowych inspiracji. Większej dawki tego gatunku na Radio Pezet znaleźć można jedynie w utworze zatytułowanym Charlie Sheen, w którym udziela się Ten Typ Mes, dając niezły popis swoim featuringiem. Natomiast Supergirl to grime’owy, energiczny i bujający numer. Pod względem wspomnianej energii przebija go tylko Rock’n’Roll z wykrzyczanym refrenem i całkiem sprawną nawijką Pezeta. Największy popis swoich umiejętności raper daje jednak w – otwierającym album – kawałku P-Z, pewnie i sprawnie składając wersy.

Pomiędzy tymi wszystkimi ostrymi, dynamicznymi dźwiękami jest również miejsce na klimatyczne, refleksyjne momenty, jak np. w rewelacyjnym utworze Byłem. Ta pozycja bardzo kontrastuje z banalnymi tekstami o imprezach, narkotykach, alkoholu. Byłem jest bowiem bardzo osobistym i odważnym… wyznaniem Pezeta. Konkretny, obrazowy, szczery tekst idealnie komponuje się z nastrojowym podkładem i refrenem, tworząc kompozycję, która sprawia, że na myśl chętnie przychodzą takie składowe Muzyki klasycznej jak np. Re-fleksje czy Ukryty w mieście krzyk. Na uwagę zasługują także równie refleksyjne Na pewno oraz Jak być szczęśliwym z rozbrajającym wokalem Killa Kela w refrenie.

Pezet, eksplorując nowe gatunki, zaprezentował materiał niesztampowy, wprowadzając dawkę świeżości na polską rap scenę – to się zgadza. Szkoda tylko, że tekstowo ta płyta jest rozbita, bo o ile eksperymenty z muzyką grime czy dubstepem wypadają interesująco, to całość jest tylko dobra. Przekrój tematów jest dosyć szeroki (m.in. wspomnienia, refleksje, portrety ludzi, relacje z imprez) i chociaż z jednej strony stwarza to niezłe warunki do rymowania i ukazywania umiejętności rapera (różne podkłady, różna dynamika), to druga strona medalu zniechęca brakiem spójności. Tym bardziej, że ten materiał brzmieniowo dostarcza wystarczająco wielu chaotycznych momentów.

Nie ma więcej wpisów