Paweł Kapliński, bardziej znany jest jako Pezet, a dawno temu nawet jako PZU (Paweł z Ursynowa). Popularność i szacunek jakie zachował od momentu współpracy z Mikołajem Bugajakiem – z perspektywy dzisiejszych realiów, kiedy słuchacze potrafią skreślić i zapomnieć o artyście przez jedną złą płytę – są niemal zadziwiające. Sam zainteresowany aktualnie wspomina, że obie płyty nagrane z Noonem nie odniosły sukcesu, że w momencie wydania spotykały się z krytyką, a dzisiaj są klasykami.

Historia uczy doceniać to co mamy i najczęściej robi to boleśnie. Teraz, we wrześniu 2012 roku, czyli 10 lat od pierwszego owocu ich kolaboracji i osiem od tego uznawanego za najbardziej wartościowy – Muzyki poważnej – Pezet ma właśnie za sobą wydanie trzeciej solowej płyty, a liczba głosów pragnących starego, dobrego Pezeta z Nonem zdaje się nie maleć. Silne chłodzenie tych pragnień krótkimi zdaniami, brzmiącymi mniej więcej tak: Nie ma mowy o współpracy, padającymi z obu stron to rzucanie grochem o ścianę.

Właściciele tych głosów nie rozumieją, że to se ne vrati, że Radio Pezet to już definitywne zerwanie ze stricte hip-hopową stylistyką. I nie ma mowy o Kaplińskim nawet z Muzyki rozrywkowej, którą zaczyna się szanować ze względu na uznawane za gorsze Muzykę emocjonalną i Radio Pezet. Warto podkreślić, że Muzyka rozrywkowa to mentalnie przecież Radio Pezet – w końcu zawiera muzykę graną wtedy w klubach. To coś jak szósty zmysł i raczej nie sposób z nim walczyć, bo chyba mamy coś takiego we krwi, że tęsknimy za lepszym okresem i czasem, po prostu, nie przemówisz, że nowsze nie oznacza gorsze.

To, dlaczego Muzyka poważna jest ubóstwiana – zrozumieć łatwo. Pezet nie jest tam stereotypowym raperem, którego gospodynie domowe znają z VIVY, czy rozmów o niebezpiecznych subkulturach w programach śniadaniowych. Jest jego przeciwieństwem, ukazuje siebie jako człowieka, który widzi, wie i przeżył wiele mimo swojego, jeszcze dość młodego wieku. Nadal możemy się tam natknąć na typowe składniki hip-hopowych nagrań, czyli seks, wódkę i jointy, ale na Muzyce poważnej seks kończy się ciążą, wódka esperalem, a kasę na jointy lepiej przeznaczyć na kupno winylu.

Apogeum obserwacji otaczającego rapera świata stanowią trzy gorzkie w wymowie kawałki: W branży, Nie jestem dawno i Dziś. W nich Paweł mówi wprost o sobie, odnosząc się do stricte socjologicznych obserwacji, odsłania się, zwierza, jakby przed sobą miał psychologa. I to właśnie w pierwszej z tych trzech piosenek padają następujące słowa: To na czym się wybiłem teraz mnie pogrąży / To co mnie zaczęło teraz mnie wykończy.

Dzisiaj okazują się ocierać o proroctwo, a samo W branży staje się punktem centralnym każdej dyskusji pod tytułem: Co się stało z Pezetem? Po zakończeniu współpracy z Noonem, Kapliński zalicza równię pochyłą. Fryderyka dla Muzyki rozrywkowej pomińmy, ze względu na brak jakiegokolwiek znaczenia tej nagrody. W międzyczasie jednak raper wielokrotnie daje do zrozumienia, czy to w wywiadach, czy we wspólnym utworze z Tym Typem Mesem, że nie ma mowy o drugiej Muzyce poważnej, że nie będzie robił takich samych płyt, bo nie chce, żeby hajs się zgadzał i za każdym takim razem spotyka się z krytyką.

Dzisiaj problemem powoli zaczyna być to, że Paweł pozostał w branży. Mikołaj stanowczo powiedział, że nie interesuje go robienie hip-hopu i zniknął. W efekcie – Bugajak jest doceniany za swoje wszystkie płyty, a Kapliński za te, które nagrał z Noonem. Co prawda, w internecie łatwiej można natknąć się na komentarze odnoszące się do muzyki Noona na Muzyce poważnej, ale to już kwestia popularności. Nad Pawłem to widmo ciąży i ciążyć będzie najpewniej, dopóki nie zniknie ze sceny. Ten fakt pokazuje, że od swojego największego dzieła uciec się nie da, chyba że zrobisz kolejne, równie ważne i popularne.

Reakcje jakie towarzyszą nowej płycie Pezeta są w opozycji do zachwytu. Przyczyn dzisiejszej krytyki w kierunku rapera jest mało, a można by wskazać tylko jedną: producent. Sidney Polak, odpowiedzialny za warstwę muzyczną Radia Pezet, spotyka się momentami nawet z nienawiścią, o kpinie i szyderstwie nie wspominając. Warto dodać, że za produkcję odpowiadają także między innymi Supra1 oraz Auer. Jednak to Sidney i Pezet zbierają cięgi. Perkusista T.Love dostaje za rzekomo gotowe podkłady, a Pezet za to o czym rapuje i śpiewa. Weltschmerz w imprezowej otoczce został zastąpiony jej składnikami: szlugami, przygodnym seksem i alkoholem.

Trudno przejść obojętnie wobec zbitki słów: Hahahaha, dawaj macha (utwór Rock’n’Roll), ale im dalej w las, tym bardziej staje się widoczne, że wizerunek jaki wyłania się z poszczególnych utworów na nowym albumie, pomimo zawężenia tematycznego, w paru momentach nawiązuje do starego, dobrego Pezeta. Zresztą, taki Pezet też pojawił się na płycie nagranej wspólnie z Małolatem (także nu schoolowej). Pokazywał i pokazuje, że nadal ma obawy i jeśli uczestniczy w imprezach, to raczej są one słodko-gorzkie. To co uległo drastycznej zmianie, to wyłącznie wspomniane podkłady i słuchacze – po dwóch tygodniach od premiery Radia Pezet – bardzo powoli, ale jednak zaczynają to dostrzegać.

Nie oznacza to, że trzecia solowa płyta rapera przestanie być krytykowana, o docenieniu jej nie wspominając – to może wcale nie nadejść. Paweł, dodatkowo, sam rzuca sobie kłody pod nogi. Na płycie umieszcza utwór Slang 2, który właściwie jest mutacją utworu Slang z Muzyki klasycznej. Ponadto, w opisie do teledysku Supergirl wspomina o Senioricie, której przecież – mimo namów wydawcy – nagrać nie chciał. Hejterzy nie śpią i od razu podłapują temat. W innej sytuacji z kolei, w wywiadzie wspomina, że kiedy słucha piszczących dziewczyn ze skitów, czuje się groteskowo. Tutaj spokojnie mogą pojawić się zarzuty, że Radio Pezet rzeczywiście zostało wydane po to, żeby hajs się zgadzał. Zarzuty zyskają na autentyczności, gdy wspomni się o utworach Chmura i Nie wiadomo, które na płytę nie weszły i zdecydowanie odbiegają od stylistyki dubstepowej. Prawdę zna jednak tylko sam zainteresowany.

Najzabawniejszy – w całym zamieszaniu dotyczącym Pezeta i jego nowej płyty, tego jak został pokochany oraz jak aktualnie się z niego szydzi (fanpejdże na Facebooku nie kłamią), a wspomniana miłość przysparza mu więcej problemów niż powodów do radości – jest fakt, że Paweł Kapliński i tak będzie nagrywał to co chce, pomimo szyderstw i obelg, nie licząc się z niczyim zdaniem poza swoim, a słuchacze i tak do samego końca jego kariery będą czekać na powrót do Muzyki poważnej i nigdy go nie skreślą, nigdy nie stracą do niego resztek szacunku. I tak w koło, panie Macieju, do samego końca.

Nie ma więcej wpisów