Nowe Muchy – bardziej gitarowe, bardziej melancholijne i jakby bardziej dorosłe. Zespół nie poszedł na łatwiznę, wręcz przeciwnie – ta płyta może okazać się przełomem, a może być strzałem w kolano, bo nie sądzę, żeby każdy fan kupił ją po pierwszym przesłuchaniu.

Sam proces powstawania płyty był dość długi. Zmiany w składzie, strata kontraktu – wszystko to wpłynęło na ciągłe przesuwanie się daty premiery krążka: z jesieni na wiosnę i znów z wiosny na jesień. Wpłynęło to także na samą płytę – bez kontraktu decyzja była jedna: stawiamy wszystko na jedną kartę i nagrywamy po swojemu.

Na krążku znajdziemy jedenaście kompozycji, które mimo że znacznie różnią się miedzy sobą, to razem składają się w spójną całość. Są utwory czysto rockowe, o surowym, niemal garażowym brzmieniu, są kawałki nasączone elektroniką, ale są także melodyjne ballady, a w tym wszystkim przeładowany emocjami wokal.

Stare Muchy w stylu notorycznych debiutantów możemy odnaleźć w singlowym Nie przeszkadzaj mi, bo tańczę. Piosenka brzmi trochę tak, jakby wyjęto ją właśnie z poprzedniej płyty – chwytliwa melodia, zwięzła zwrotka, która – stopniowo prowadzona melodią gitar – przechodzi w mocny brzmieniowo, charakterny refren. Ale to nie jedyne wspomnienie starych Much. Kawałek Nie mów – znany z dema zespołu – jest trochę jak odgrzewany kotlet, jednak zmieniony, grany z większym pazurem, z niemal punkową werwą, idealnie wpasowuje się tekstowo w cały krążek. Brudne, garażowe brzmienie można odnaleźć także w kawałkach Kurara oraz w Wyjątkowo zwyczajnie, które oparte są głównie na jednym riffie. Temu drugiemu dodatkowego pazura dodaje delikatnie wykrzyczany (jeśli tylko delikatnie można krzyczeć) refren. Najmocniejszy i kulminacyjny punkt płyty to zdecydowanie melodyjne, zbudowane jakby z trzech części Ani słowa, w którym najwyraźniej czuć emocje w gorzkim fragmencie: ani słowa, ani słowa o miłości, potęgowanym przez łzawe skrzypce. Jednak największe zaskoczenie powodują dwa kawałki, których po Muchach nikt się nie spodziewał: elektroniczne, oparte głównie na rytmie Wróżby oraz niemal w całości instrumentalny, wyciszony utwór Bez noży, bez karabinów. To kompozycje jakich jeszcze w repertuarze zespołu nie było.

Spójności płycie nadaje warstwa tekstowa, która zgrabnie składa się w opowieść o życiu. Podmiot liryczny daje nam jasne komunikaty: chcę dobrą pracę i psa, i pieniądze, ale jednocześnie mówi: nadal nie chciałbym dorosnąć i nie dać się wychować monecie. Tak przeżywa szereg rozczarowań wynikających z niejasnych komunikatów otoczenia i nieszczerych rozmów. W końcu pada: jak wiele bzdur musisz popełnić, żeby cokolwiek zrozumieć? W tekstach nadal nie brak typowych dla Wiraszki smaczków, choćby moment: a wy kochajcie się wbrew popytom na samotność. Nie jest jednoznacznie, ale przesłanie jest proste – nie potrafimy już szczerze rozmawiać, jak w refrenie drugiego singla: zamarzam, kiedy mówisz tak, a wcale nie słuchasz mnie. Całość porusza wiele ważnych tematów – jest miłość, są życiowe rozterki i są rozczarowania – jak w życiu. Płytę zamyka śpiewane jakby zza szyby: do widzenia, do jutra – idealne zakończenie.

Muchy postawiły wszystko na jedną kartę i tą kartą wygrały.

Nie ma więcej wpisów