O projekcie Dead Times trudno cokolwiek powiedzieć. W sieci nie możemy się doszukać zbyt wielu informacji o samym zespole, jego genezie oraz przyszłych planach. Może to i dobrze, bowiem o artystach zawsze najlepiej mówi ich własna sztuka. Ta natomiast, w wykonaniu Dead Times, jest czymś, nad czym na pewno jest się warto pochylić.

Zacznijmy jednak od faktów. Dead Times to projekt złożony dosyć niedawno, bo jeszcze w maju obecnego roku. Pomimo krótkiego muzycznego stażu, dwójka przyjaciół, a dokładnie Calvin Markus oraz Travis Bunn zdołali już stworzyć pełnowymiarowy materiał w postaci swojego debiutanckiego albumu. Krążek trafił do sieci na początku sierpnia i jak na razie nie przebił się do większego grona odbiorców. Wielka to szkoda, bowiem album duetu z Los Angeles zasługuje niekiedy na uwagę dużo większa niż propozycje znanych już nam dobrze projektów odcinających kupony swojej dawanej świetności.

Dead Times to propozycja nowatorska, łącząca w sobie elementy brzmienia eksperymentalnego z R&B. Muzyka wzajemnie przenikających się, niekiedy mglistych, mistycznych melodii downtempo z naprawdę ciekawymi wokalami. Mieszanka znajdująca świetne odbicie chociażby w pochodzącej z albumu kompozycji Freefall. Z kolei w pierwszym singlu promującym całe wydawnictwo, zatytułowanym Slow Burning Bliss, możemy się doszukać – dla odmiany – żywiołowych, tanecznych i – co najważniejsze – przyjemnych w odbiorze motywów elektronicznych.

Obecnie o Dead Times zrobiło się nieco głośniej. Wszystko to za sprawą ostatniej na albumie kompozycji, Future Salves, jaka coraz częściej gości na najlepszych blogach muzycznych w sieci. Utwór szturmem jedna sobie coraz większą rzeszę potencjalnych odbiorców, co cieszy, mając na uwadze, że Dead Times nadal czeka na swoje w pełni zapracowane zaszczyty. Płyta, a dokładnie muzyka tego zespołu z pewnością na nie zasługuje.

Nie ma więcej wpisów