Z okazji 21. rocznicy pojawienia się na rynku debiutanckiej płyty, zespół Blur postanowił wydać niezwykle obszerny box zawierający wszystkie siedem studyjnych albumów oraz nieprzebraną ilość materiału dodatkowego. Trudno wyobrazić sobie lepszą okazję do przyjrzenia się twórczości Brytyjczyków z perspektywy czasu, dlatego też postanowiliśmy z niej skorzystać.

Przeglądając wszelkiego rodzaju rankingi podsumowujące lata 90. w muzyce, można odnieść wrażenie, że Blur jest zespołem niedocenianym. Czołówki zestawień tradycyjnie zarezerwowane są dla Radiohead, My Bloody Valentine czy Pavement, podczas gdy płyty bohaterów tego artykułu okupują zazwyczaj środkowe rejony tabeli. Oczywiście wymieniona wyżej trójka to niezaprzeczalni klasycy, ale są nimi także Blur. Chociaż nie dokonali oni przewrotu stylistycznego w historii muzyki, to udało im się nagrać siedem płyt, z których każda funkcjonuje na swoich własnych prawach, jednocześnie będąc wyraźnym krokiem naprzód w rozwoju zespołu. Dość powiedzieć, że poniższa dziesiątka to zaledwie wierzchołek góry genialnych i natychmiastowo rozpoznawalnych przebojów, które pozostaną w muzycznym kanonie już na zawsze.

Mimo, że początkowo zespół kojarzony był z madchesterem, potem z britpopem, to nawet na tle obu tych nurtów, ich muzyka posiadała swój własny znak wodny – wystarczyło wsłuchać się dokładniej, by dostrzec, że to coś znacznie więcej niż wpisywanie się w aktualnie obowiązującą modę. Swoimi późniejszymi albumami Blur ostatecznie potwierdzili, że są zespołem grającym w swojej własnej lidze, stając się inspiracją i punktem odniesienia dla bardzo wielu obecnie tworzących kapel.

Jak dowodzi poniższe zestawienie, również dla wielu z nas Blur nadal pozostaje jednym z ulubionych zespołów, a ich albumy swego rodzaju muzycznym punktem odniesienia, z którym porównujemy intensywnie odsłuchiwane płytowe nowości. Choć w nawale redakcyjnej pracy nie zawsze jest czas na powrót do swoich ulubionych płyt, to tegoroczna reedycja katalogu Brytyjczyków pozwoliła nam jeszcze raz pochylić się nad kilkunastoma godzinami muzycznych skarbów. Te lśniące, według nas, najjaśniejszym blaskiem znajdziecie poniżej.

Girls and Boys
Party time! Tak, wiem, że ulice to dżungla, bezrobocie nie maleje, a większość ludzi to kretyni. Ale nie to jest w tym wszystkim najważniejsze! Najważniejsze jest to, że wraz z wejściem gitary Coxona traci się resztki samokontroli, a nogi same prowadzą na parkiet. I tak, wiem, że to jeden z ich największych przebojów, że to kawałek definiujący lata 90., że to jeden z najlepszych płytowych openerów w historii. Sedno sprawy tkwi jednak w linii basu! Alex prawdopodobnie nawiązał kontakt z najbardziej odległymi zakątkami wszechświata, bo takie rzeczy nie powstają na Ziemi. I tak, wiem, że za dużo tu wykrzykników! Chyba rzeczywiście lepiej po prostu po raz kolejny pokrzyczeć refren tego kawałka.
(Jakub Brewiński)

Country House
Pozwolą Państwo, że przyjrzymy się dokładniej pewnej wiejskiej rezydencji. Już na pierwszy rzut oka dostrzec można, że całość została zaprojektowana zgodnie ze złotymi regułami sztuki pop, przez co trudno oderwać się od kontemplacji całości. Byłoby jednak dobrze, gdyby zechcieli Państwo zwrócić również uwagę na zamieszczone w prawie każdym zakamarku kompozycji ornamenty: motywy gitarowe, to mniej, to bardziej dominujące całość chórki oraz instrumenty klawiszowe. Nie sposób przecenić także wieńczącej dzieło partii instrumentów dętych – niezwykle swobodnej i perfekcyjnie dopasowanej jednocześnie. O geniuszu czwórki architektów projektujących ten obiekt świadczy ironia całej konstrukcji – chociaż dom sprawia wrażenie miejsca idealnego do zamieszkania, w jego ramy konstrukcyjne wpisane jest otwarte szyderstwo z osób, które mogłyby być potencjalnie zainteresowane wejściem w posiadanie budynku. Tak szczerze powiem, że chociaż zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, to i tak wracam do tej wiejskiej posiadłości, kiedy tylko czas mi na to pozwala…
(Jakub Brewiński)

The Universal
Z pewnością każdy pamięta futurystyczny teledysk inspirowany Mechaniczną Pomarańczą, w którym dominuje kolor biały, a Damon Albarn prezentuje złowieszczy i odrobinę przerażający uśmiech. Klip obrazuje nie mniej dziwaczny tekst, który z jednej strony straszy nas wizją nowoczesnego świata (noone is here alone, sattelites in every home), a z drugiej sugeruje zachowanie zdrowego dystansu do tego, co się wokół nas dzieje (when the days they seem to fall through you, well just let them go).
Smyczki i dominujące w końcówce dęciaki czynią The Universal najmocniejszym fragmentem koncertów Blur oraz najbardziej rozpoznawalnym fragmentem ich twórczości obok Song 2 i Tender. Nie bez powodu zespół ostatnimi laty właśnie tą piosenką kończy swoje koncerty, The Universal jak sama nazwa wskazuje jest czymś uniwersalnym, łączącym wszystkich fanów i wywołującym wzruszenie. Szczególnie po latach, kiedy od czasu do czasu Blur zgodzą się na zagranie kilku dużych koncertów, podniosłe brzmienie tego kawałka daje fanom poczucie uczestniczenia w wydarzeniu niemal historycznym, nawet jeśli tylko słuchamy tego w domu.
(Sara Ochał)

Beetlebum
Można mówić, że 13 to wielki album, że to takie blurowe OK Computer i będzie to prawda. Jednak  Blur to równie ważne wydawnictwo, kto wie czy z niektórych względów nie ważniejsze. Solowy dorobek Grahama jest raczej nieciekawy, brytyjskość Blur też nie pomagała w jego zespołowych dokonaniach. Tak było do momentu ukazania się płyty, z której pochodzi ten singiel, gdzie chłopcy zrywają już z brytyjskością, a riffy Coxona ukazują jego talent. Dodatkowo Beetlebum to świetny opener, okraszony równie dobrym teledyskiem, który oddaje atmosferę znudzenia i szukania nielegalnych rozrywek.
(Paweł Samotik)

Tender
Był rok 1999, ja byłem w wieku dojrzewania, a Damon Albarn wspólnie z Grahamem Coxonem postanowili napisać piosenkę, rozpoczynającą się od słów: Tender is the ghost, The ghost I love the most, Hiding from the sun, waiting for the night to come. Już po tym wstępie łatwo można było się domyślić, że Tender ma zabarwienie osobiste. Okazało się, że dla mnie również. Chodziłem w tym czasie do liceum i przeżywałem jedną z pierwszych, wydawać by się mogło, poważnych miłości. Oczywistym więc stało się, że do fana Blur, jakim niewątpliwie byłem, piosenka musiała trafić. Długo nie trzeba było czekać, żeby dowiedzieć się, o czym w rzeczywistości jest ten utwór. Chodziło o sprawy miłosne Albarna i wokalistki zespołu Elastica, Justine Frischmann. W zasadzie o sprawy miłosne, które się zakończyły, bo utwór powstał właśnie po zerwaniu tej dwójki. Sama Frischmann wyznała kiedyś, że płakała, gdy po raz pierwszy usłyszała tę piosenkę, płacz jednak szybko przerodził się w irytację i zawstydzenie. Moja miłostka skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Na szczęście sam utwór towarzyszy mi do dziś.
Tender pochodzi z szóstego albumu Brytyjczyków – 13. Piosenka była również jednym z ważniejszych singli promującym to wydawnictwo. Właśnie jako singiel zajęła drugie miejsce w brytyjskim UK Single Chart. Koledzy z zespołu nie tylko podzielili się wspólnym pisaniem tekstu i muzyki, ale również obaj wykonują wokalnie to nagranie. Chórki w tle, które możecie usłyszeć są autorstwa członków The London Community Gospel Choir. Czarno-biały teledysk, trwający prawie sześć minut, doskonale wpasował się natomiast w klimat i historię utworu.
(Michał Supiński)

Coffee and TV
Właściwie już sam tytuł mówi, jakich odczuć spodziewać się przy odsłuchu. Może niekoniecznie czego będzie dotyczyć utwór, ale jest w nim coś z wyobrażenia w tytule. Melodyjność i całkiem spokojny ton utworu pasuje do porannego parzenia kawy lub herbaty i przyrządzania śniadania. Gdzieś pomiędzy jedną zwrotką a drugą przeganiamy myśli, z sennych na bardziej pragmatyczne. Zamiast odgłosów telewizji, która miałaby nas rozbudzić, mamy Blur grających w tle, a my krzątamy się w różowych kapciach, szlafroku i z rozespaniem na twarzy, które znika coraz szybciej. Podśpiewując take me away from this big bad world and agree to marry me so we can start all over again zaczynamy się rozbudzać. To takie dobre wbicie się w rytm dnia – nie za szybkie, ale też niezbyt leniwe. To wszystko w pięć minut, które sprawiają, że poranki mogą okazać się o wiele przyjemniejsze.
(Marek Cichoń)

Caramel
Caramel pochodzi ze słynnej 13, najwybitniejszego albumu Blur. Powszechnie wiadomo, że dla Albarna krążek ten posłużył za rodzaj katharsis po rozpadzie wieloletniego związku, ale nie mówiło się głośno o innym ówczesnym problemie wokalisty – o narkotykach, a konkretnie o heroinie. Nasycony paranoją i niepokojem Caramel dokumentuje tamte niespokojne czasy. Z początku przygaszony, monotonny i emanujący gitarowym brudem kawałek, osiąga punkt kulminacyjny dopiero w okolicach czwartej minuty. Tekst natomiast mówi o wewnętrznych obsesjach i poszukiwaniu ładu oraz spokoju.
Moja przygoda z Blur zaczęła się właśnie od 13, od zauroczenia słodkim Tender oraz Coffee and TV, aż po intensywny i psychodeliczny środek albumu, gdzie znajduje się Caramel. Ten album był rewolucją, która na stałe zmieniła moje, a z pewnością także wielu innych osób, postrzeganie muzyki.
(Sara Ochał)

No Distance Left to Run
To trochę jak kopnięcie w brzuch, gdy skulony siedzisz pod ścianą i próbujesz otrząsnąć się z szoku i bólu. Jednak moc utworu tkwi nie w potędze instrumentów, a samym ekspresyjnym wokalu Albarna, który przepełniony smutkiem próbuje pogodzić się z niemożnością utrzymania swojej miłosnej relacji. Jego słowa, jak można by się spodziewać, nie są wcale rzewne, a szczere i brutalne (I hope you’re with someone who makes you feel safe in your sleeping tonight/I won’t kill myself, trying to stay in your life/I got no distance left to run) co powoduje, że No Distance Left to Run można chyba nazwać najsmutniejszym utworem, jaki zdołano napisać w latach 90. Mimo, że powstał trzynaście lat temu, nie brzmi w żaden sposób gorzej – a niejednokrotnie lepiej – niż współczesne popowe produkcje. Absorbuje tak bardzo, że jego klimat działa nawet po zakończeniu ostatnich dźwięków gitary Coxona. Robi to tak dobrze, że po wszystkim pozostają ciarki.
(Marek Cichoń)

Out of Time
Out of Time to utwór pochodzący z siódmego albumu grupy – Think Tank, wydanego w 2003 roku. Jest to klasyczna ballada o przemijającej miłości, w której delikatne akustyczne brzmienia gitary i lekkie uderzenia perkusji doskonale dopełnia basowe tło. Na klip do tego nagrania składają się fragmenty dokumentu zrealizowanego przez telewizję BBC. Jego bohaterką jest kobieta pracująca i żyjąca na amerykańskim lotniskowcu . Jest to zarazem pierwszy teledysk, w którym zespół nie występuje. Tekst piosenki jest odzwierciedleniem uczuć bohaterki – jej samotności i poczucia straconej miłości. Utwór ten znalazł się na 8. miejscu na liście najlepszych utworów dekady ogłoszonej przez NME w 2011.
(Konrad Kawecki)

Battery in Your Leg
Problemy Coxona z piciem, jego wielka i długa przyjaźń z Albarnem, ich kłótnie – to wszystko zostało zawarte w tym utworze, nie wspominając o żadnym z tych elementów wprost. Trzeba przyznać, że utwór, w którym przyjaciel obserwujący upadek tego drugiego, niemalże wyznaje mu miłość i na dodatek sam mówi wprost – nie mam niczego, na czym mógłbym polegać, jest dosyć nietypowym. Jak na ironię, jest to ostatnia piosenka Blur, w której Graham udzielił się  przed swoim odejściem. Płaczliwość tekstu i riffu osiągają tu najwyższy poziom z możliwych, bo jak śpiewa Damon, to przecież walka o dobre czasy. I on tutaj naprawdę walczy, czy to starając się powołać na wspólne chwile, czy uzmysłowić przyjacielowi ile ten dla niego znaczy. Gdyby tak postawić się na miejscu któregoś z panów, co wrażliwsi mogliby uronić parę łez. Nie byłby to powód do wstydu – w swoim życiu słyszałem tylko dwa równie szczere i smutne utwory jak Battery in Your Leg.
(Paweł Samotik)

Nie ma więcej wpisów