Bardzo symfonicznie, ale i eksperymentalnie – jak to w ich przypadku bywa. Rockowo, bo gitary to ich wielki atut. Elektroniczne dźwięki – jakby coraz bardziej udomowione. Szósty album Muse wzbudzał emocje i kontrowersje już na długo przed premierą. Dokładniej przy samej zapowiedzi, pełnej dubstepowego hałasu, którego nie spodziewaliśmy się po takim zespole. Choć tak naprawdę przecież już Undisclosed Desires, skądinąd bardzo dobry utwór, zaczynał rodzić pewne odstępstwa od ich normy. Tym razem The 2nd Law ma zapewniać tych niespodzianek więcej.

Czuliśmy się nieco bardziej niespokojni przy tej płycie – mówi Matthew Bellamy i trudno się w tym wypadku dziwić. Na krążku, oprócz tradycyjnej potęgi queenowskiego podejścia do tworzenia, znajdują się elementy bardziej taneczne i elektroniczne. To pewnie zrazi niektórych fanów. Ale z drugiej strony – przyciągnąć może ich głos… basisty, Christophera Wolstenholme’a, który również udzielił się wokalnie na płycie.

Nie przeszkadza nam, jeśli niekoniecznie wszyscy traktują to co robimy poważnie. Nie boimy się dziwactw. Ale to coś jak z operą. Fragment wyciągnięty z kontekstu może brzmieć komicznie, ale w całości ma sens i się sprawdza – twierdzi Bellamy.

A jak to wszystko brzmi w wykonaniu Brytyjczyków, będzie można przekonać się już od poniedziałku, kiedy to album ukaże się w naszym kraju. A jak oceniamy go my, przekonacie się już niedługo. Czekajcie na recenzję, tak jak my czekamy na – przebąkiwany od dłuższego czasu – pierwszy koncert odbyty w kosmosie. W wykonaniu Muse oczywiście.

Nie ma więcej wpisów