Read the english version of the interview >>

O tym, że w Szwecji tworzy się dobrą elektronikę, wie już chyba każdy. Lista muzyków, którzy nas ostatnio zachwycili, ciągle się wydłuża, ale nikt z nich nie narobił takiego zamieszania jak ona. Promocja albumu oparta na tajemniczych klipach, pełnych mistycyzmu, dokładnie przemyślanej symboliki i odwołań do natury okazała się strzałem w dziesiątkę. Najważniejsze jednak, że z całego zamieszania wyłonił się rewelacyjny album, plasujący się w czołówce elektronicznych wydawnictw tego roku. Jonna Lee, od niedawna znana jako iamamiwhoami, artystka dbająca o każdy szczegół swojego projektu (zaczynając od warstwy muzycznej, na wizualnej kończąc), znalazła czas, żeby odpowiedzieć na kilka naszych pytań dotyczących jej dziecka – Kin, a także wszystkiego, co z nim związane.

musicis.pl: Kiedyś nagrywałaś pod własnym nazwiskiem, jako Jonna Lee. Tamte piosenki bardzo różnią się od tego, co robisz teraz. Co spowodowało zmianę? Czy powiedziałabyś, że jest to rezultat osiągnięcia artystycznej dojrzałości?
iamamiwhoami: Przyczyną powstania iamamiwhoami była tęsknota za twórczą wolnością, ograniczoną przez stagnację oraz moje wewnętrzne granice. Mój umysł i rezultaty mojej pracy nie były w tym samym miejscu.

musicis.pl: W twoich klipach jest sporo odwołań do natury. Jaki jest Twój stosunek do niej? Czy czujesz specjalną więź z naturą?
iamamiwhoami: Tak, wywodzę się z natury, dlatego będzie ona zawsze obecna.

musicis.pl: Czy czerpiesz inspirację ze snów czy z rzeczywistości?
iamamiwhoami: To co robimy, stało się moją rzeczywistością i przeżywanie jej jest właśnie inspirujące. Inspiracją jest raczej konieczność kontynuowania ewolucji iamamiwhoami. Podczas kiedy tworzymy muzykę w czasie rzeczywistym, aby zachować odzwierciedlenie świata zewnętrznego, dzielimy się efektami swojej pracy zaraz po ich stworzeniu. Publiczność oraz otoczenie mają oczywiście wpływ na naszą pracę, także ta rozmowa. Efektem tej pracy jest więc w rzeczywistości jej odbicie w oczach odbiorcy.

musicis.pl: Czy klipy są w całości Twoim pomysłem, czy ktoś ci przy nich pomaga?
iamamiwhoami: Aspekt wizualny naszej pracy wywodzi się z muzyki, z tekstem jako scenariuszem do naszych filmów. Klipy opisują nasz aktualny stan widziany poprzez moje oczy. W ten sposób właśnie pracuję z reżyserem iamamiwhoami. Współpracujemy także z operatorem kamery oraz projektantem ubrań i scenografii, a ja synchronizuję to z muzyką wraz z Claesem Björklundem.

musicis.pl: Czy aspekt wizualny jest równie ważny jak ten muzyczny, czy uważasz go tylko za dodatek do swojej muzyki?
iamamiwhoami: Dla mnie jest to ważny rodzaj komunikacji. U podstaw jestem muzykiem, ale jedność tych dwóch formatów jest bardzo interesująca, jako że w naszej twórczości są blisko ze sobą związane. Możecie jednak wybierać jak to postrzegać: dźwiękowo, wizualnie, czy jako jedność, tak, jak zostało to stworzone. Używam filmów jako źródła przekazu dla mojej muzyki. Twarz oraz ciało służą mi do komunikowania surowych emocji za pomocą obrazu oraz do zmieniania nastroju piosenek oraz dźwięków.

musicis.pl: Czy kiedykolwiek próbowałaś swoich sił w aktorstwie poza klipami? Jeśli nie, to czy rozważałaś wystąpienie w filmie lub teatrze?
iamamiwhoami: Nie widzę siebie jako aktorki. Ja wyśpiewuję historie przed publicznością. Kin zostało stworzone jako film muzyczny. Nie wiem co by się stało, gdybym wcieliła się w jakąś inną postać poza iamamiwhoami.

musicis.pl: Znamy wielu świetnych szwedzkich artystów jak the Knife, Niki & the Dove, Miike Snow etc. Czy mogłabyś polecić nam jakieś wschodzące gwiazdy z Twojego kraju?
iamamiwhoami: Obawiam się, że praca w izolacji, tak jak wygląda to w przypadku iamamiwhoami zepchnęła mnie daleko od świadomości. Jest to spora ulga dla kreatywnego umysłu.

musicis.pl: Jak wyobrażasz sobie przyszłość iamamiwhoami?
iamamiwhoami: Aktualnie jesteśmy w trakcie dostarczania Kin publiczności, która jest równoprawną częścią procesu tworzenia. Poza tym rozmawiam z Wami oraz innymi jako dumna matka naszego Kin, aby odpowiedzieć na każde pytanie najlepiej jak potrafię oraz przekazać wam instrukcję obsługi. Zobaczę gdzie mnie to zaprowadzi już po zakończeniu aktualnego etapu. Wyzwaniem związanym z Kin było dostosowanie się do formy, która może zostać zaakceptowana, przy jednoczesnym zachowaniu radości z tworzenia. Kto wie gdzie nas to zaprowadzi? Głębiej do podziemia? Albo zupełnie w inne miejsce.

Nie ma więcej wpisów