Duński duet od początku swojej kariery oscyluje pomiędzy brudnymi shoegaze’owymi gitarami a słodkimi, popowymi melodiami. Sune Rose Wagner i Sharin Foo z jednej strony kochają się w Jesus and Mary Chain, a z drugiej w popie lat 50. i 60., i konsekwentnie krążą wokół tych dźwięków na każdym albumie. Jazgotliwe gitary, za którymi zawsze stoją ładne melodie stały się ich znakiem rozpoznawczym do tego stopnia, że gdyby duet pewnego dnia postanowił nagrać elektroniczny album, oznaczałoby to pewnie, że cały świat stanął na głowie. Póki co, wszystko jest w normie, a najnowsze dzieło The Raveonettes nie odbiega zbytnio od schematu.

Zaczyna się bardzo obiecująco, mimo że przeurocze Young and Cold – oparte na akustycznym brzmieniu gitary – nieubłaganie pcha nas w kierunku skojarzeń z MGMT, to broni się słodkimi harmoniami wokalnymi i delikatnym pianinem. Ten ostatni instrument – mimo że jest nowością u Duńczyków – od razu znajduje sobie ważne, wyeksponowane miejsce pomiędzy przygaszonym wokalem a gitarą w Observations – drugim kawałku na płycie. Tytuł tej piosenki – jak i całego albumu – jest rezultatem specyficznego procesu twórczego Sune Rose Wagnera. Wokalista udał się do Venice Beach w Los Angeles, aby napisać płytę w samotności, a skończył na obserwowaniu i poznawaniu ludzi oraz czerpaniu inspiracji z ich historii. Melancholijny klimat Observations jest wynikiem absorbowania tych bardziej dramatycznych życiowych opowieści i mogłoby być ciekawie, gdyby cały album przesiąkł tą atmosferą, lecz zespół wybrał inną drogę.

Pianino także już więcej się nie pojawia, a szkoda, bo stanowiłoby piękny kontrast dla jazgotu gitar, a może nawet uratowałoby niektóre piosenki od bolesnej przeciętności. Sinking with the Sun i She Owns the Streets są tak zwyczajne, że aż niezauważalne, natomiast Downtown wskutek niezbyt mądrego – żeby nie powiedzieć: zupełnie bezsensownego – powtarzania w kółko jednej linijki wydaje się być nieskończenie długim utworem, mimo że trwa niecałe trzy minuty.

Oprócz dwóch pierwszych kawałków, albumu – od całkowitego niebytu – broni jeszcze Curse the Night – lekka miłosna ballada, w której wokale Foo oraz Wagnera zlewają się w jedną, miękką i przyjemną całość.

Observator nie ma surowej energii Whip it On, ani cukierkowej przebojowości Chain Gang of Love, nie równa się też z wciągającym, tajemniczym klimatem Lust Lust Lust. Najnowszy album to tylko dosyć mdłe podsumowanie dziesięcioletniej kariery The Raveonettes. Niby mamy tu wszystko, za co ich zawsze lubiliśmy, ale z drugiej strony – nie otrzymujemy nic. Z nielicznymi wyjątkami, te piosenki nie są w stanie zatrzymać nas przy sobie przez dłuższy czas, ani zachęcić do powrócenia do nich po latach, nie wytrzymują porównań z przeszłością.

Nie ma więcej wpisów