O samym zespole Loco Star możecie przeczytać sporo ciekawych informacji w naszym serwisie, a już niedługo ukaże się również wywiad. Wszystko to jest naturalnym wynikiem pędu z jakim zespół promuje wydany 2 października, rewelacyjny album Shelter. W ten piątek odbył się pierwszy koncert z zaplanowanej trasy, odbywającej się właśnie w ramach tego wydawnictwa – w sopockim klubie Sfinks700.

Występ rozpoczął się od pojawienia się na scenie Marsiji w zimowym płaszczu i reszty zespołu w opcji na zimno. Od razu pomyślałem, że ten właśnie koncert otworzy jesienny, klubowy sezon w dobrym muzycznym stylu i nie myliłem się. Dodatkowe wrażenia – poza muzyczne, które od razu rzuciły się w oczy – to pełna swoboda sceniczna i tzw. luz, który prezentował zespół. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo muzycy znani są z wielu świetnych projektów, a na scenie nie pojawiają się od wczoraj. Sympatycznymi przerywnikami, którymi wokalistka zaczepiała publiczność pomiędzy utworami, od razu zjednała sobie tłum. Pomimo braku wyraźnej i przesadzonej ekspresji scenicznej, występ prezentował się świetnie. Można powiedzieć, że muzyka broniła się sama.

Dwa pierwsze zaprezentowane utwory, które pochodziły ze starszej twórczości zespołu, były tylko przyjemnym wstępem do koncertu, na którym głownie pobrzmiewały piosenki z ostatniego wydawnictwa. Trzeba przyznać, że te na żywo prezentują się jeszcze lepiej niż na płycie, choć mogłoby się wydawać to niemożliwe. Po wprowadzeniu, na pierwszy ogień poszedł singiel Juno, utwór który nie bez powodu stał się singlem promującym Shelter. Potem na scenie robiło się coraz cieplej i lepiej. Jazzowe tło – okraszone elektroniką – idealnie współgrało podczas występu.

Momentami muzycy zaskakiwali łatwością przejścia z przyjemnych, popowych i wpajających w ucho wstępów – w mocne brzmienia i potężny ładunek wokalny. Właśnie te wykończenia utworów miejscami były wręcz hipnotyczne. Bardzo dobrze prezentowały się rozwiązania kompozycyjne, gdy w ramach chórków – wokalnie przyłączał się basista Pat czy Tomek Ziętek, który – notabene, podczas występu – premierowo wykonał piosenkę, która oparta była w całości na jego wokalu. Akurat to wykonanie lepiej prezentuje się na płycie, ale może właśnie debiut miał na to znaczący wpływ. Zespół dobrze wkomponował trąbkę, która – nie zagłuszając całości – nadawała dodatkowej energii i tempa poszczególnym piosenkom.

Wprost idealnym rozwiązaniem okazało się pojawienie w zespole piątego członka, multiinstrumentalisty Miłosza Pękala, odpowiadającego za cymbały, wibrafon, melodika, sampler i wiele innych, wymyślnych instrumentów. Sama Marsija stwierdziła, że jego instrumentarium zajmuje całego fiata i to nie model 126p. Pojawienie się go na scenie dodało wyraźniej przestrzeni i głębi występowi. Najlepiej przyjęty przez publiczność utwór ID ruszył już definitywnie i tak bujającym się towarzystwem. Koncert miał się zakończyć instrumentalnym utworem z ostatniego krążka. Potem był jednak bis i tu pojawił się Herbs – na żywo stylistycznie przypominający trochę muzyczne popisy ParisTetris – z tym, że w dużo lepszej odsłonie. Ostatnie, co Loco Star zaprezentowało na scenie, to często spotykana improwizacja, podczas której poszczególni muzycy pokazali się solowo.

Podsumowując, zespół Loco Star rewelacyjnie prezentuje się na scenie. Nie ma tu żadnych braków, a brzmienie – które prezentują – wykracza daleko poza pewne polskie standardy. Nic więc dziwnego, że ten gdański zespół przyjął zaproszenie na CMJ Music Marathon 2012 w Stanach Zjednoczonych i będzie reprezentował Polskę wspólnie z Moniką Brodką.

Nie ma więcej wpisów