Po tanecznym koncercie Redinho, po absolutnym wulkanie energii, jakim okazał się być duet Gato Preto, a także po rockowym gigu Team Me, scena cyklu City Sounds gościła w ubiegłą niedzielę postać, której muzyka oferuje zupełnie inne doznania. Kari Amirian wystąpiła we wrocławskim klubie Puzzle 21 października. Koncert spotkał się z tak dużym zainteresowaniem, że lokal pękał w szwach.

Ta wszechstronnie uzdolniona artystka (kompozytorka, wokalistka, producentka) zyskała uznanie dzięki swojemu debiutanckiemu albumowi pt. Daddy Says I’m Special, którego składowe – kiedy wybrzmiały w Puzzlach – sprawiły, że publiczność została zaczarowana. Tak, zaczarowana. Często się słyszy lub czyta, że Kari jest zjawiskowa, że jest magiczna. To wszystko prawda. Kari emanuje w taki sposób, że zupełnie naturalnym okazał się być fakt, iż ludzie, którzy przyszli na jej koncert, stali w skupieniu i w milczeniu chłonęli dźwięki, od początku do końca.

Spokój, melancholia, specyficzny klimat skandynawskich brzmień – to również było wyczuwalne. Chociaż porównywanie Kari do takich postaci jak np. Lykke Li odbiera jej coś, co jest przecież tak ważne dla każdego muzyka – indywidualizm. To jedna z tych artystek, których nie powinno zestawiać się z nikim innym. Jej twórczość należy odbierać jako całkowitą odrębność i cieszyć się tą wyjątkowością. Kari jest zdecydowanie najbardziej oryginalną wokalistką ostatnich miesięcy na polskiej scenie muzycznej. Udowodniła to debiutancką płytą w zeszłym roku, a teraz udowadnia to na koncertach.

Utwory, które zostały wykonane we Wrocławiu, odkryły przed słuchaczami inne oblicze. Wszystko za sprawą muzyków towarzyszących artystce, którzy sprawili, że aranżacje m.in. The Winter Is Back, Jump Into My Heart and Stay, Stronghold czy Hurry Up zabrzmiały na swój sposób pełniej i ciekawiej, ukazując większą głębię emocji. Muzyka Kari grana na żywo zyskuje. Magiczną aurę natomiast uzupełnia oczywiście sama Kari, jej wokal, to jak emanuje, jak również oprawa wizualna występu.

O sukcesie tego koncertu niech świadczą nie tylko kolejki po bilety, tłok pod sceną czy trzy bisy artystki. Niech świadczą o nim również skupione twarze słuchaczy, ciarki na ciele i ukradkiem wycierane łzy wzruszenia. Brawa dla Kari. Gratulacje dla City Sounds. To kolejny wieczór, który będzie generował pozytywne wspomnienia jeszcze przez długi czas.

Nie ma więcej wpisów