David Byrne bez problemu mógłby być ojcem Annie Clark. Jednak, według moich ustaleń, nie ma między nimi żadnych więzów krwi, a relacje na wspólnej płycie przypominają raczej flirt, niż stosunek ukochany tatuś-córeczka. Współpraca lidera Talking Heads z artystką, ukrywającą się pod pseudonimem St. Vincent, jest kolejnym dowodem na to, że muzycy działający w Nowym Jorku bardzo chętnie udzielają się w projektach niezwiązanych ściśle z ich macierzystą działalnością.

Ale do rzeczy. Czym jest ta płyta i czego jest więcej: St. Vincent czy Davida Byrne’a? Po pierwszym przesłuchaniu wydaje się, że w warstwie kompozycyjnej młodsza połówka duetu wniosła więcej do tego projektu. Co prawda, na Love This Giant brakuje gitar znanych z jej realizacji, ale piosenki przypominają dokonania z wcześniejszych płyt St. Vincent. Nie jest to jednak zarzut. Tworzona przez 30-letnią Amerykankę muzyka ma w sobie dużą dawkę świeżości. Jej delikatny głos świetnie komponuje się zarówno z przesterowanymi gitarami, jak i ze wszechobecną na Love This Giant ścianą trąbek i puzonów. Muzyka doprawiona doświadczeniem i nieco szalonym wokalem Davida Byrne’a tylko zyskała.

Na płycie można wyróżnić trzy rodzaje kompozycji: te w których przewodzi St. Vincent, te w których dominuje David Byrne i utwory, w których głosy artystów wzajemnie się dopełniają.  Ostatnie są zdecydowanie najciekawszymi momentami płyty. Szkoda, że jest ich tak niewiele. Tylko dwa: rozpoczynający album – Who i najlepsza, moim zdaniem, piosenka – Lazarus. Te dwa utwory są odbiciem płyty w skali mikro. Elementem spajającym Love This Giant jest rozbudowana sekcja dęta. Twórcy nie ukrywają się z inspiracjami, między innymi sceną nowoorleańską i orkiestrami marszowymi. Płyta jest zdecydowanie dęta, ale nie nadęta.

Na przekór stereotypom, to starszy David Byrne jest bardziej energetyczny, spokojne utwory śpiewane przez Annie Clark (Ice Age, Optimist) są odskocznią dla szalonych popisów lidera Talking Heads (vide, a raczej audire I Am an Ape i I Should Watch TV). Dzięki temu płyta nie nuży, a każdy kolejny utwór jest niespodzianką. Zdecydowanie miłą. Udział wokalisty nie ogranicza się tylko do energetycznych piosenek. W kończącym album Outside of Space and Time pokazał, że i on może śpiewać wyciszonym głosem.

Na szczęście St. Vincent i David Byrne nie zdecydowali się na jasny podział płyty na dwie części. Wspólne wykonania przeplatają się z solowymi. Można odnieść wrażenie, że cały album jest rozmową pomiędzy artystami z różnych pokoleń, którzy znaleźli wspólny mianownik w swojej twórczości.

Nie ma więcej wpisów