Dziś bardzo wyjątkowy dzień. Nie dlatego, że większość osób ma wolne, ale dlatego, że jest to czas, kiedy możemy się na chwilę zatrzymać i powspominać. Postanowiliśmy przypomnieć Wam artystów, których już nigdy nie będziemy mieli okazji zobaczyć na żywo. Zostały po nich płyty, teksty i historie. Każdy z nich miał niezwykłą karierę i znacząco przyczynił dla rozwoju muzyki.

 

Bob Weston 
(01.11.1947 – 03.01.2012)

Bob Weston

Wiele można znaleźć postaci w historii muzyki takich jak Bob Weston – zdolnych i utalentowanych, ale na przestrzeni lat niestety zapomnianych i niedocenionych, którzy całe życie pozostali w cieniu swoich pojedynczych dokonań. W przypadku Westona, tym cieniem było Fleetwood Mac. W ciągu dwóch lat zdążył nagrać z zespołem Penguin oraz Mystery To Me. Są to płyty, które nigdy nie odniosły żadnego sukcesu, a dla niektórych są wręcz jednymi z najgorszych w dorobku brytyjskich klasyków rocka. Mimo to, charakterystyczny dźwięk gitary Westona i jego specyficzny styl gry, ostatecznie zdefiniuje styl zespołu, balansujący gdzieś między bluesem, a rockiem z elementami popu. Dzięki temu Fleetwood Mac odnieśli ogromny sukces, oparty na prostych i wpadających w ucho melodiach.

Jednak by do tego doszło, Weston musiał pożegnać się z zespołem, co odbyło się w atmosferze skandalu. Paradoksalnie to właśnie jego odejście pozwoliło się rozwinąć reszcie muzyków i już kilka lat później wydali przełomowy album Roumors, który do tej pory pozostaje jedną z najlepiej sprzedających się płyt w historii muzyki. Po tym rozstaniu, Bob zajął się karierą solową i wspomaganiem innych artystów w sesjach nagraniowych, ale już nigdy nie zbliżył się do minionej sławy i pozostał tylko jednym, z kilkunastu byłych członków współtworzących kiedyś Fleetwood Mac.

Mało kto teraz pamięta o jego niewątpliwym wkładzie w brzmienie, jakie na lata zagościło na ich następnych albumach i wywarło ogromny wpływ na szeroko rozumianą muzykę popularną. Szkoda, ponieważ Bob Weston muzycznie wychował z pewnością niejedno pokolenie, a jak na ironię – zgubiła go zbytnia ambicja i zamiłowanie do klasycznego bluesa, który musiał ustąpić dużo bardziej popowym kompozycjom.


(Maciej Ścisłowski)

 

Johnny Otis
(28.12.1921 – 17.01.2012)

Johnny Otis
Człowiek renesansu, legenda bluesa i rock’n’rolla, wokalista, kompozytor, producent, multiinstrumentalista, ale również łowca talentów i impresario. Krótko – Johnny Otis. Ten niewątpliwy pionier i propagator Rhythm and Blues odszedł na początku roku, w wieku 90 lat. Jego twórczość była wyraźnie ukierunkowana na czarne brzmienia i nie przeszkadzało mu w tym, że jest włoskiego pochodzenia. Tym większym zaszczytem był przydomek, który przykleił się do niego na długie lata: Godfather of Rhythm and Blues. Swoją twórczą przygodę rozpoczął w 1939 roku jako perkusista w West Oakland Houserockers. Już po paru latach stał na czele własnego zespołu, a od tego momentu jego utwory niejednokrotnie królowały w pierwszej dziesiątce listy najlepiej sprzedających się wydawnictw magazynu Billboard. W latach 50. wylansował takie utwory jak Willie and The Hand Jive oraz Harlem Nocturne, które do dziś są przerabiane przez niezliczone rzesze muzyków.

Otis był człowiekiem, który potrafił przedłużyć w jakiś magiczny sposób dobę. Oprócz działalności stricte muzycznej był rzeźbiarzem i malarzem. Na przestrzeni swojego życia prowadził wiele programów radiowych i telewizyjnych. Znalazł również czas na prowadzenie klubu muzycznego i wytwórni płytowej. Jako promotor stał za sukcesem dziesiątek muzyków m.in. takich legend jak Etta James, Big Mama Thornton czy Gladys Knight.

W latach 70-tych Otis ostatecznie wycofał się ze świata muzyki na rzecz swojej nowej pasji, jaką stało się rolnictwo. Od tego czasu był także właścicielem sklepu spożywczego w Kalifornii. Takie życie zaczęło mu odpowiadać. Nie czuł presji, że porzuca ogromną karierę. Johnny zmarł w swoim domu, w kalifornijskiej Altadenie.


(Michał Supiński)

 

Whitney Houston
(09.08.1963 – 11.02.2012)

Whitney Houston

Śmierć właścicielki jednego z najważniejszych głosów w historii muzyki była ogromnym szokiem nie tylko dla fanów, ale też dla całego środowiska. Whitney Houston umarła w przeddzień 54. gali rozdania nagród Grammy. To, co stało się w hotelowym apartamencie w Beverly Hills, było wyjątkowo nieszczęśliwym wypadkiem.

Trudno w paru zdaniach opisać, co tak naprawdę dała światu muzyka Whitney. Piosenkarka zadebiutowała w 1985 roku albumem, zatytułowanym po prostu Whitney Houston. Na krążku znalazło się 10 utworów, z czego aż 7 to single. Z tej właśnie płyty pochodzą takie hity jak: How Will I Know i Saving All My Love for You. Był to początek nie tylko jej niezwykłej kariery, ale też rewolucji jaką przeszła muzyka pop i r&b. Następne albumy przyniosły nam takie niezapomniane utwory jak: I Wanna Dance With Somebody, So Emotional, I’m Your Baby Tonight i I’m Every Woman. Jednak największą sławę przyniosła jej główna rola w filmie Bodyguard z 1992 roku. To właśnie z tego filmu pochodzi legendarne wykonanie piosenki Dolly Parton, czyli I Will Always Love You, które stało się wizytówką artystki. Jak się jednak okazuje, ogromny talent i mnóstwo sukcesów to nie wszystko.

Whitney zakochała się i wyszła za Bobbiego Browna, który wprowadził gwiazdę w świat narkotyków. Oprócz tego bił ją i gnębił psychicznie. Uzależnienie od alkoholu i narkotyków sprawiło, że artystka przez długi okres nie nagrywała, a nawet miała problemy z głosem. Pomoc przyniósł jej wieloletni producent Clive Davis. Namówił Divę do rozwodu z toksycznym mężem i nagrania kolejnego albumu. W końcu krążek I Look to You został wydany w 2009 roku.

Whitney sprzedała ponad 170 milionów płyt. Ma na swoim koncie 421 nagród, w tym 6 nagród Grammy i 31 Billboard Music Awards. To sprawiło, że trafiła do księgi rekordów Guinnessa jako najczęściej nagradzana artystka muzyczna w dziejach. Whitney niewątpliwie była jedną z największych gwiazd jakie stąpały po tej  ziemi. Na całym świecie nie ma i długo nie będzie osoby, która zapyta: kim w ogóle była Whitney Houston?


(Michał Rakowski)

 

Adam Yauch
(05.08.1964 – 04.05.2012)

Adam Yauch
Adam Yauch, lepiej znany jako MCA to postać, która niewątpliwie nigdy nie zostanie zapomniana przez scenę hip-hopową. Muzyk wraz z Mikem Mike D Diamondem i Adamem Ad-Rock Horowitzem pod koniec lat 70. założyli charakterystyczną i niepowtarzalną grupę Beastie Boys. Biały rap, który prezentowali, miał ogromny wpływ na rozwój tego gatunku. Stał za sukcesem i przebicie się muzyki ulicy do szerszego kręgu odbiorców. Ich pierwszy krążek Licensed to Ill, był jednocześnie pierwszym albumem z muzyką hip-hopową, który wspiął się na szczyt listy Billboardu.

Co wyróżniało tych nowojorskich chłopców? Początkowo zamiłowanie do muzyki hardcore i punk. Co zresztą wyraźnie słychać w ich wczesnej twórczości. Potem, wraz z rozwojem zespołu, poszukiwanie muzycznych inspiracji i czerpanie z różnych gatunków w pogoni za nowym brzmieniem. Dzięki temu, ich muzyka z albumu, na album nie pozostawała gdzieś w archaicznej oddali, a charakteryzowała się świeżością. Wszystko jednak, co nagrali Beastie Boys utrzymane było w stylistyce hip-hopowej, której zawsze byli wierni.

Adam wspólnie z kolegami nagrał 8 albumów. Ostatni: Hot Sauce Committee Pt. 2 został stworzony już podczas walki muzyka z rakiem. Walka ta trwała 3 lata.


(Michał Supiński)

 

Donna Summer
(31.12.1948 – 17.05.2012)

Donna Summer
Kiedy myślę disco, przed oczami pojawia mi się Donna Summer, niekwestionowana królowa tego gatunku. Była symbolem ery nieskrępowanej wolności, a także donośnym głosem poparcia dla społeczności homoseksualnych walczących o swoje prawa. Donna została obdarzona nieprzeciętnym wokalem, więc naturalną koleją rzeczy było rozpoczęcie przygody z muzyką w chórze gospel. Młoda piosenkarka zaliczyła nawet epizod w zespole rockowym, ale jej właściwa kariera zaczęła się w roku 1974, kiedy to z producentami Giorgio Moroderem oraz Petem Bellottem nagrała The Hostage, swój pierwszy europejski przebój. Rok później razem z Love to Love You Baby przyszła światowa sława, która zaowocowała szczytami list przebojów oraz pięcioma statuetkami Grammy.

W latach 80. disco zaczęło tracić swoją silną pozycję na rynku muzycznym oraz w klubach, za sprawą eksplozji synth popu, a wschodząca gwiazda Madonny przyćmiła swoim blaskiem divę disco. Jednak czym były nagrania Pet Shop Boys, Soft Cell czy królowej popu, jeśli nie hołdem oddanym erze disco? Donna Summer przetarła szlaki wielu artystom, a dzisiaj do inspiracji jej twórczością przyznają się m.in. Peaches i Hercules and Love Affair. Nie ma klubów, w których chociaż raz nie wybrzmiał któryś, z jej przebojów i raczej ciężko znaleźć człowieka, który nigdy nie słyszał I Feel Love czy Hot Stuff. Na ostatnim albumie – Crayons – nagranym w 2008 roku, Donna poszła z duchem czasu ulegając fascynacji r’n’b, tym samym udowadniając, że w niczym nie ustępuje młodym wokalistkom, takim jak Beyoncé czy Rihanna. Jednakże disco zawsze pozostało jej miłością. Przed śmiercią pracowała nad albumem, mającym zawierać standardy tego gatunku.


(Sara Ochał)

 

Robin Gibb
(22.12.1949 – 20.05.2012)

Robin Gibb
Staying Alive czy How Deep Is Your Love to tylko dwa spośród dziesiątek nagrań brytyjskiej grupy Bee Gees, która wyznaczała trendy i wybiegała naprzeciw oczekiwaniom spragnionych rozrywki fanów w latach 60. i 70. Zespół tworzyli trzej bracia: Robin, Barry i Maurice. W tym roku odszedł drugi z braci (po Maurice’u, który zmarł w 2003) – Robin Gibb po przegranej walce z rakiem okrężnicy.

Gibb urodził się w Wielkiej Brytanii. Jako dziecko razem z rodzicami przeprowadził się do Australii. Zaczął śpiewać razem z braćmi już jako dziewięciolatek. W 1965 roku wydali swój pierwszy album: Barry Gibb & the Bee Gees Sing and Play 14 Barry Gibb Songs. Pod koniec lat 60. Robin odszedł z zespołu z powodu napiętych relacji ze swoim bratem Barry’m. Rozpoczął karierę solową. W 1970 wydał swoją pierwszą płytę Robin’s Reign. Po kilku latach wrócił jednak do zespołu, jednocześnie kontynuując samodzielną twórczość. Przełomem w historii zespołu był rok 1977, kiedy na soundtracku do filmu Saturday Night Fever znalazło się pięć utworów Bee Gees. Dyskografię grupy zamyka This Is Where I Came In z 2001 roku. Dwa lata później zmarł Maurice Gibb, jednocześnie kończąc działalność Bee Gees.

Robin Gibb wydał osiem solowych albumów. Ostatnim dziełem była płyta The Titanic Requiem, skomponowana razem z synem, aby upamiętnić setną rocznicę zatonięcia Titanica. Materiał został nagrany przy współpracy z Royal Philharmonic Orchestra.


(Agnieszka Jastrząbek)

Nie ma więcej wpisów