Trzecia EP-ka PCTV to całkiem zgrabne, polskie teksty uwiązane w masę elektronicznych, czasami już mniej zgrabnych dźwięków. III, bo taki tytuł nosi najnowsze wydawnictwo Marcina Płatka, zawiera tylko cztery utwory. Tylko, bo może, gdyby płyta była dłuższa, można by znaleźć więcej tych, które potrafią wpaść w ucho.

Szczerze mówiąc, po przesłuchaniu tego po raz pierwszy, zapamiętałam dwie rzeczy: fajną melodię kawałka Drżę i rapowany fragment ostatniego utworu Brzytwa. I jak się okazało po ponownych odtworzeniach – są to dwa najlepsze kawałki na płycie, przy których jeszcze można mieć ochotę wcisnąć replay. Pozostałe dwa po prostu są.

Tekstowo, Płatek jest naprawdę w niezłej formie. Wielki plus za pisanie w ojczystym języku, bo nie od wczoraj wiadomo, że każdy banał po angielsku brzmi dobrze, a napisać sensowny tekst po polsku to już niemała sztuka. Jednak nie można odnieść wrażenia, że gdzieś między kolejnymi wierszami tekstu czuć sposób pisania à la Wiraszko.

Teksty wyśpiewane są z przyjemną dla ucha energią, wokalem do złudzenia podobnym do Ostrowskiego z CKOD. Jednak u Marcina mniej jest agresywnego krzyku a więcej melodyjności. Bardzo dobrze wypada wspominany już przeze mnie fragment Brzytwy, w którym Płatek rapuje. Może to właśnie w tym kierunku powinna pójść twórczość PCTV?

W porównaniu do poprzednich wydawnictw Marcina, to najnowsze z pewnością jest najbardziej dojrzałe i przemyślane. Może jeszcze nie teraz, ale na pewno w przyszłości ten chłopak ma szansę zawojować polską scenę muzyczną i tego mu życzę, bo jego twórczość ma potencjał. EP-ka III to przede wszystkim dowód na to, że po polsku też można stworzyć coś ciekawego.

Nie ma więcej wpisów