Posiadacz jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów na scenie alternatywnej powraca z nowym solowym materiałem. Paul Banks, wokalista grupy Interpol, wykorzystał ciszę w obozie macierzystego zespołu i tym razem wydaje album sygnowany własnym nazwiskiem. Trzy lata temu zaprezentował swoją twórczość jako Julian Plenti, wydając alternatywno-popowy krążek Julian Plenti Is…Skyscraper, na którym znalazły się takie utwory jak Only if You Run czy Games for Days. W czerwcu tego roku uchylił rąbka tajemnicy i dał znak, że Julian Plenti Lives… (taki tytuł nosi EP-ka, na której znalazło się pięć utworów).

Płytę Banks otwiera kompozycja The Base, która hipnotyzuje od pierwszych sekund. Już wstęp do tego utworu zawiera delikatną inspirację hip-hopem, której zresztą artysta się nie wstydzi. Od zawsze powtarza, że bardzo lubi ten gatunek i głęboko z niego czerpie, podobnie jak z różnego rodzaju sampli i dialogów, które możemy usłyszeć między innymi w instrumentalnym Lisbon czy Another Chance.

Siłą tej płyty jest z pewnością połączenie bardzo różnych partii gitarowych ze smyczkowymi, melancholijnymi wtrąceniami oraz słyszalna i bardzo rytmiczna perkusja. Album imponuje wariacją tempa, dobrymi, stonowanymi początkami, które przeradzają się w ostre, rozbuchane zakończenia.

Po nieco przymglonym otwieraczu, Over My Shoulder wypada bardzo dynamicznie, głównie za sprawą wyrazistej, melodyjnej sekcji rytmicznej, która sprawia, że jest to jeden z tych kawałków, które najszybciej zapadają w ucho po przesłuchaniu całej płyty. Arise, Awake wprowadza dość lekki klimat gitarowym początkiem i przebijającymi się smyczkami w tle. Podobnie jest w Young Again, gdzie Banks wraca do swoich nastoletnich, beztroskich lat, a prosty tekst odzwierciedla nieskomplikowany obraz świata, jaki widział lata temu. Piosenka I’ll Sue You zawiera bazę tego, co Paul Banks tworzy w Interpolu z dodatkiem smyczkowych aranżacji, zmian tempa i delikatnych klawiszy, które można wrzucić do worka z napisem ulepszacze. Tutaj zadziałały one perfekcyjnie i nie wieje zbędnym patosem, mimo rzeczywiście mocnej końcówki. Paid for That i No Mistakes mogłyby być kolejnymi singlami grupy Interpol, które z pewnością odwróciłyby uwagę od miałkiego, czwartego albumu zespołu. Another Chance z kolei bardzo przypomina poprzednie solowe dokonanie Banksa jako Julian Plenti. Na koniec artysta funduje nam przyjemną kompozycję Summertime Is Coming. Mimo tego, że obecnie spudłował, jeśli chodzi o tytuł, bo od jakiegoś czasu panuje nam iście złota polska jesień, to utwór ten pozwala nam płynąć dzięki niesamowitej melodyjności.

Banks jest płytą trudną. Na początku wydaje się, że wszystko tonie w jednym wielkim muzycznym oceanie. Zyskuje dopiero przy dalszych odsłuchach, przy których dopiero zaczynają wydobywać się aranżacyjne smaczki. Mimo że jestem ogromną fanką twórczości Paula Banksa w każdym wcieleniu, na początku czułam lekki zawód. Teraz dojrzałam do tego albumu i z pewnością będzie mi on długo towarzyszył. Sam Banks doszedł już do takiego punktu w karierze, że może bez żadnego skrępowania wyrażać swoje osobiste odczucia, kombinować i szukać własnej artystycznej drogi – chyba o to w końcu chodzi, prawda?

Nie ma więcej wpisów