Nie ukrywam, że jestem fanem składu Gooral. Bardzo entuzjastycznie przyjąłem debiutancki krążek Ethno Elektro, a teraz z niecierpliwością czekam na drugi album. Tym bardziej miło mi, że mogłem wziąć udział w koncercie, tuż przed premierą tego wydawnictwa i usłyszeć nowy materiał na żywo. Na samym koncercie się nie zawiodłem, zresztą jak na żadnym tego zespołu, w którym uczestniczyłem. Włączając w to najbardziej pamiętny, podczas jubileuszowej edycji Openera w zeszłym roku, gdy muzycy mieli niewdzięczną rolę grać w tym samym czasie co Prince. Bez fałszywej skromności, zebrali wtedy tłum pod sceną i dali rewelacyjny pokaz. Wrócę jednak na ziemię i do występu, który odbył się w czwartek, w sopockim klubie Sfinks700.

Przede wszystkim trzeba oddać muzykom szacunek, za charyzmę i energię, którą prezentują na scenie. Po wyjściu zza kulis, nawet przez moment nie pozwolili publiczności na wytchnienie. Świetny kontakt z widownią, to już trochę ich znak rozpoznawczy. To co słychać ze sceny, nie odbiega w dużym stopniu od tego, co słyszymy na krążku. Jest tylko szybciej i mocniej, co niewątpliwie działa na plus zespołu. Frontman, czyli Mateusz Górny, praktycznie cały czas zachęcał do udziału publiczność, czy to do klaskania, skakania czy wspólnego śpiewania. Przy muzyce, którą prezentują sprawdza się to rewelacyjnie. Pomysł, który miała na siebie ta trójka, to tak naprawdę połączenie różnych odmian elektroniki, klasycznej góralszczyzny, hip-hopu oraz soulu i R’n’B. Bardzo dobrze widać, jak odmienne zainteresowania brzmieniowe tego składu wzajemnie się uzupełniają. Mateusz ze swoją elektroniczną zajawką, Anna ‚Wiosną’ Rogowska z wyraźnym zamiłowaniem do czarnej muzyki i Maciej Kamer Szymonowicz inspirujący się hip-hopem.

Jakie utwory podczas koncertu zaprezentowały się najlepiej? Wszystkie, które wyraźnie łączą góralszczyznę z dubstepem. To one rozruszały publiczność najbardziej. Z drugiej strony, te bardziej nastrojowe, spokojniejsze piosenki, w których Wiosna pokazywała naprawdę wysoką klasę wokalną ,również nie tworzyły tylko tła. Jako pierwszy ze sceny wybrzmiał cover Gorillaz Clint Eastwood, w soulowej wersji, z lekkim, rytmicznym akompaniamentem syntetycznego pianina, gdzie właśnie Anna po raz pierwszy odkrywał przed tłumem swój warsztat. Ciekawie zaprezentował się również W Moim Ogródecku, zagrany dwa razy (również jako bis). Utwór wyciągnął ostatnie poty z widowni, choć wydawało się, że to już niemożliwe. Piosenka na żywo prezentuje się dużo mocniej, niż na płycie, stąd może ta euforia. Ja wyłapałem dwa nowe numery, z czego nie mogło zabraknąć pierwszego singla promującego jeszcze nie wydany krążek, czyli Pod jaworem (Scapegoat). Spokojnie mogę powiedzieć, że oba te wykonania zapowiadają ciekawy album. Zresztą pierwszy jeszcze bez tytułu, skomponowany wyraźnie pod Wiosnę, wręcz hipnotycznie płynął swoją rytmiką, natomiast podczas wykonania Pod jaworem (Scapegoat), Mateusz pokazał, że również świetnie się bawi i już bez koszulki zaczął rzucać się w tłum. Oczywiście nie zabrakło też największego hitu grupy, czyli Karczmareczki, która została lekko przearanżowana na bardziej hip-hopową wersję. Osobiście bardzie podoba mi się oryginał. Podczas całego występu ciekawie prezentowały się takie elementy jak beatbox wspólnie wykonany przez Mateusza i Maćka, czy pojawienie się bardziej etnicznych instrumentów. Jedynie czego żałuje to braku skrzypiec, które dodają dodatkowej energii na koncertach i wykonania utworu Music for a while, który zawsze pozostawia gęsią skórkę na całym ciele, jeszcze długo po zakończeniu koncertu.

Jako ciekawostkę dodam, że niestety ze sceny usłyszeliśmy smutną wiadomość dotyczącą premiery drugiego albumu. Nie ukaże się on jak planowano 1.12, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Wiem, że trochę nasłodziłem pisząc tą relację, ale nie bez powodu. Jak najlepiej podsumować ten koncert? Energia i jeszcze raz energia. Bijąca zarówno ze sceny w kierunku tłumu, jak i w odwrotną stronę. Na Gooralu trzeba być, usłyszeć i zobaczyć, żeby w pełni docenić tą niecodzienną i charakterystyczną w zamyśle muzykę, która niesie ze sobą ogromną dawkę pozytywnych brzmień.

Nie ma więcej wpisów