Wrocławianie z Robot House wydali swoją debiutancką płytę – Krytyczny wyjątek. I jeżeli miałabym ją do czegoś porównać, powiedziałabym, że jest ona jak puzzle, które nie do końca pochodzą z jednego kompletu.

Od samego początku uderzają nas różne kompozycje – jedne bogate aranżacyjnie, inne melodyjne z ładunkiem fajnej energii, jeszcze inne proste, ale przyjemne dla ucha, jednak nie brakuje tych smutnych, niemal posępnych, a nawet takich, których melodia jest nieco nużąca. Jednych słucha się z nieskrywaną przyjemnością, inne zaś przeszkadzają, wręcz irytują.

Jedno jest pewne – nie można zarzucić temu zespołowi braku talentu, bo talent mają. Słychać to w warstwie instrumentalnej, gdzie częstują nas w niektórych kawałkach ciekawymi smaczkami gitarowymi, jak w utworze Monster, czy wyrazistym basem w Podejrzanym podejrzanym. Absolutnym faworytem na płycie, zasługującym na największy plus, jest utwór otwierający album – Podejrzany, w którym gra ze sobą wszystko – wokale, gitary, perkusja. Nie można też nic zarzucić perkusji, która zawsze gdzieś wybija się spomiędzy pozostałych instrumentów i nadaje niektórym utworom interesującego, połamanego charakteru.

To co nie do końca do mnie trafia, to wokale, które momentami – pewnie nieco przez warstwę liryczną – wydają się odrobinę infantylne. Lepiej słucha mi się kawałków wyśpiewanych przez Jurka i Filipa niż tych, w których słychać lekki głos Julii.

Płyta jest bardzo różna, nierówna i niespójna, ale może się podobać. Są na niej kawałki fajne, nieco psychodeliczne, świetne pod względem instrumentalnym. Jednak znajdą się też takie, które zniechęcają. Całość oscyluje w okolicach post punku, alternatywnego rocka i lekkiej psychodelii. Elementy układanki tego albumu nie do końca do siebie pasują, mimo wszystko jednak, chyba warto czekać na to, co jeszcze do powiedzenia będzie miała nam grupa z Wrocławia. Bo w przyszłości może być ciekawie.

Nie ma więcej wpisów