Na początku tej relacji muszę przyznać się do tego, że twórczość Ani Dąbrowskiej jest dla mnie dużą tajemnicą. Mimo oczywistego talentu i mocnego głosu, jej utwory jakoś umykały mojej uwadze. Zawsze miałem coś innego do słuchania. Z drugiej strony na koncertach Ani się bywało i za każdym razem obiecywałem sobie, że muszę się z nią przeprosić i poświęcić jej więcej uwagi. Powód jest prosty. To, co działo się w piątkowy wieczór w poznańskiej MP2, można określić jako idealne rozwiązanie na jesienną chandrę. Muzyka Ani Dąbrowskiej, która rozbrzmiała w hali Międzynarodowych Targów Poznańskich, niemal od pierwszych dźwięków rozkołysała całą publiczność.

Artystka pojawiła się w Poznaniu w ramach trasy koncertowej, która promuje jej najnowszy album, czyli Bawię się świetnie. Przy okazji premiery 5. już krążka, Ania przyznała, że jest to jej najdojrzalsza i najbardziej szczera płyta. To dało się wyczuć w tekstach i ekspresji, która płynęła ze sceny podczas śpiewania nowego materiału.

Mimo melancholii, która w jej twórczości jest obecna od samego początku, można było zauważyć  same uśmiechnięte twarze, które sprawiały wrażenie, że nigdy doła nie doświadczyły. Ania wprowadziła wszystkich w swój specyficzny świat, z którego tak szybko nie chciała nas wypuścić. Oprócz nowych utworów, mogliśmy posłuchać wszystkim dobrze znane single. Były wśród nich: W spodniach czy w sukience, Tego chciałam, Charlie Charlie, a także utwór Nigdy nie mów nigdy.

Co było ogromnym plusem, to delikatna i dyskretna elektronika, na którą w twórczości Ani musieliśmy trochę czekać. Na szczęście artystka zachowała estetyczny umiar, który pozwolił na to, że koncertu słuchało się doskonale. Największe wrażenie zrobiły chyba na mnie nowe aranżacje starszych kawałków, które zostały uzupełnione o efekty muzyki elektronicznej. Dzięki temu hity nie tylko idealnie wkomponowały się w historię zawartą na Bawię się świetnie, ale też znów zyskały świeży wydźwięk. Z nowych utworów najbardziej podobało mi się wykonanie utworu Sublokatorka. 

Przyjemną atmosferę tego koncertu uzupełniły światła, które absolutnie nie przeszkadzały, a tylko potęgowały wrażenie, że tego wieczoru liczyła się tylko Ania i jej muzyka. Oprócz tego skromność wokalistki, która cieszyła się za każdym razem, kiedy fani śpiewali razem z nią, sprawiła, że ten koncert był bardzo intymny.

Szczerze powiem, że krążek Bawię się świetnie przesłuchałem dość pobieżnie. Bardzo tego żałuję i teraz w pośpiechu nadrabiam. Ania zagra jeszcze 5 koncertów. Także jeżeli nie chcecie popełnić tego samego błędu, który mam na swoim koncie, to czym prędzej pędźcie po bilety.

Nie tylko ja odebrałem ten koncert bardzo pozytywnie. Po ostatniej piosence publiczność aż dwukrotnie wywołała Anię na scenę. W efekcie otrzymaliśmy bisy, podczas których wokalistka zaśpiewała najnowszy singiel i wszyscy bawili się świetnie.

Nie ma więcej wpisów