Angielska grupa Dry the River w marcu tego roku wydała swój pierwszy album długogrający. Po dwóch EP-kach nareszcie możemy cieszyć się pełnym brzmieniem i wsłuchiwać w klimatyczne teksty zawarte na Shallow Bed. Odkąd trzy lata temu pojawili się na rynku muzycznym, w miarę upływu czasu ich popularność wciąż rośnie. Mówi się już o nich, że są jedną z najczęściej komentowanych angielskich zespołów. Nic dziwnego, skoro porównywani są do perełek takich jak Fleet Foxes czy Mumford & Sons. Z drugiej strony, słysząc głos Petera Liddle’a w połączeniu z folkowo brzmiącą gitarą.

Zespół właśnie ruszył w jesienną trasę koncertową. Jak się okazuje, aż trzy z zapowiedzianych występów odbędą się w Polsce. Dry the River wystąpią razem z zespołami Hey i tres.b w Hali numer 2 na Międzynarodowych Targach Poznańskich, w warszawskiej Hydrozagadce oraz we wrocławskim Firleju, odpowiednio 16, 17 i 18 listopada.

musicis.pl: Jak powstał zespół Dry the River?
Dry The River: To było jakieś 3 lata temu, Peter miał gotowe teksty na gitarę akustyczną… Znaliśmy się, ale razem nigdy nie działaliśmy. Ja i John graliśmy w jednym zespole, a Mat z Peterem w innym. Peter stwierdził, że powinniśmy udać się do studia i coś wspólnie nagrać. Zaczęliśmy od utworów stricte akustycznych. Z racji tego, że brzmiało to fajnie, zaczęliśmy grać i występować. Co jest zabawne… każdy z nas siedział w innej muzyce. Rockowe, postorockowe i w sumie teraz gramy coś zupełnie z innej beczki (śmiech). Wyszliśmy z jednego do drugiego, a teraz tworzymy trzecie, NAS.

musicis.pl: Bardzo często porównuje się Was do liryczności Mumford and Sons albo melodyjności Fleet Foxes. Zgadzacie się z tym? Lubicie kiedy Was się porównuje do innych zespołów?
Dry The River: Nie przeszkadza nam to tak naprawdę. To w sumie fajne kiedy porównuje się nas do tak dobrych zespołów, ale np. Mumford and Sons to zabawne, nie wiem czemu nas się do nich porównują. Nie uważam, że brzmimy podobnie. Graja coś zupełnie innego, ale ludzie lubią szufladkować, to normalne. My tak naprawdę na żywo gramy trochę inaczej niż brzmimy na płycie. Myślę ze zanim ktoś nas porówna do Mumford and Sons powinien przyjść na nasz koncert. Jest w nas więcej rockowych brzmień. U nas dużą wagę przykładamy do gitary i perkusji. Ale w sumie dlaczego nie? Jeśli mamy osiągnąć sukces jak ci, do których nas porównują (śmiech).

musicis.pl: Polskę odwiedziliście niejednokrotnie… Jak Wam się podobało na Open’er Festivalu?
Dry The River: Było cudownie! W Polsce byliśmy nie raz. Spotkaliśmy się z bardzo ciepłym i entuzjastycznym odbiorem. To było dla nas duże zaskoczenie bo przecież nie było o nas wtedy głośno! Za każdym razem było cudownie, bardzo dużo ludzi, a reakcja publiki była fantastyczna. W sumie to był jeden z lepszych koncertów w naszej karierze. Nawet jeśli Ci ludzie nas nie znali, świetnie się bawili, a to chyba jedna z najważniejszych rzeczy jeśli chodzi o tak wielką imprezę. Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, przyjaznych i otwartych. Także nasz pobyt w Polsce wspominamy bardzo ciepło i z uśmiechem!

musicis.pl: Wolicie grać na festiwalach czy raczej na waszych własnych koncertach?
Dry The River: Nie wiem… W sumie ciężko odpowiedzieć na to pytanie tak/nie. Kiedy nadchodzi lato, jest inaczej. Klimat, świeże powietrze… Ludzie spędzają czas na kilkudniowej imprezie, więc atmosfera jest niesamowita. Wszyscy są w świetnym nastroju. Ale mimo wszystko jeśli ktoś przychodzi na Twój koncert to jest to już inne uczucie. Płacą za bilet… chcą Cię zobaczyć. Wiesz, że są tu dla ciebie.To zdecydowanie podnosi samoocenę, więcej znaczy dla zespołu. Śpiewają, bawią się dla Ciebie. Uwielbiamy festiwale, a potem wyruszamy w trasę!

musicis.pl: Kiedy jedziecie w trasę, logiczne jest to, że robicie wiele szalonych rzeczy? Co najlepiej wspominacie?
Dry The River: Trudne pytanie… tego jest bardzo dużo. Za każdym razem wychodzimy na miasto po koncercie, bawimy się. Dzieją się wtedy niesamowite rzeczy. Jednych żałujesz, drugich nie albo nie pamiętasz, a o innych po prostu nie mówisz…

musicis.pl: A jak jest z rozpoznawalnością? Fani zaczepiają Was na ulicach?
Dry The River: Nie, w sumie nie… Może w Londynie, za dnia, ale przeważnie po koncertach albo na imprezach. Wtedy rozmawiamy z fanami, śmiejemy się i jest fantastycznie.

musicis.pl: Opowiedz mi trochę więcej o ShieldYourEyes?
Dry The River: Ten utwór należy do tych najbardziej skomplikowanych. Tekst jest skomplikowany, poetycki. Peter ma taka duszę, więc i tekst jest głęboki. I to on mógłby się tutaj wykazać i opowiedzieć o tej piosence… Ciężko jest zrozumieć tekst bez niego. Mówi o Frygijskim Lwie, który staje się brama do jego serca, tekst mówi o miłości i związku. Mit staje się pretekstem i sposobem opisania związku między dwojgiem ludzi.

musicis.pl:  Jest Was pięciu. Pięciu gości w jednym mieszkaniu. To chyba oznacza, że jesteście ze sobą bardzo blisko. Kłócicie się czasem?
Dry The River: W sumie jest tego trochę. 5 gości, trasy, wspólne życie, wiec to normalne ze się kłócimy. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu wiec kłótnie się zdarzają. Mimo to, wiemy, że za chwilę będzie znowu dobrze, żyjemy ze sobą jak rodzina. Podróżujemy razem, żyjemy razem i pewnie, jest ciężko ale dajemy rade. jesteśmy rodzina.

musicis.pl:  Wiele mówi się o stylu życia zespołów. Sex, drugs irockandroll… Jak to jest w Waszym przypadku? Seks, imprezy, narkotyki? Groopies szalejące na Waszym punkcie, wskakujące do łóżek dziewczyny…
Dry The River: Nie wiem czy możemy o tym rozmawiać, bawimy się na imprezach, cieszymy się życiem! Boże…ale chyba nie muszę mówić o szczegółach!? Czasem po prostu w trasie się bawimy.. Groopies, pewnie! Ludzie się z nami kontaktują. To podnosi samoocenę! To bardzo miłe…

musicis.pl:  Ok, pozostawmy to tajemnicą! A jeśli chodzi o najlepszy koncert w Waszym życiu? Taki, który wspominacie ze łzami w oczach?
Dry The River: Jest tego bardzo dużo! W sumie jużt rochę koncertujemy… 65 koncertów do tej pory… ale w sumie Open’er był jednym, z takich. To duży festiwal i naprawdę nie wiedzieliśmy że aż tyle ludzi przyjdzie i będą się tak cudownie bawić. To był ważny moment w naszym życiu….

Nie ma więcej wpisów