Czerń. Na niej krótkie słowa rozrzucone po całym ekranie. Każde z nich prowadzi do kolejnej podstrony, które wszystkie wypełnione są dość dziwacznymi rysunkami i szkicami. To daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z prawdziwym, a przede wszystkim samodzielnym artystą, który kontroluje proces tworzenia od początku do końca. W samotności – to słowo klucz, które charakteryzuje zarówno muzykę, sztukę i osobowość tego niezwykle wrażliwego dwudziestoczterolatka.

Jego pierwsza płyta – Dear ukazała się pod koniec 2010 roku. Wydał ją sam, nagrywając (oczywiście w samotności) we własnej londyńskiej sypialni. Album jest akustyczny, na pierwszym planie słyszymy jedynie gitarę i lekko zawodzący lecz chwytający za serce głos wokalisty. Wszystko to sprawia, że Keatona umieścimy w szufladce zatytułowanej folk. Tak, Keaton jest kolejnym singer-songwriterem. Jednakże jego brzmienie jest niespotykanie szczere, wzruszające, piękne, proste, ale nie banalne. Sprawia, że słuchacz chce się zatrzymać, wsłuchać w melodie, które płyną leniwie i ocieplają nadchodzące zimowe dni a teledyski pełne są nostalgicznych obrazów.

W tym roku ukazała się reedycja Dear – Keaton powierzył część spraw związanych z muzycznym biznesem profesjonalistom, czyli managementowi. Wraz z wzrostem zainteresowania muzykiem pojawił się pewien problem – granie na żywo i promocja własnej twórczości. Do tej pory Keaton koncertował bardzo rzadko, dał jedynie kilka występów pod koniec 2010 roku. To ze strachu. Jak sam mówi, boi się przypadkowych, gadatliwych i zazwyczaj pijanych obcych ludzi. Nie widzi powodu, żeby dzielić się z nimi tak intymną częścią jego osoby. Ciężko zrozumieć mu ideę dzielenia się muzyką bezpośrednio. Woli kiedy jego utwory rozbrzmiewają w uszach odbiorców przez słuchawki i najlepiej będąc odizolowanym od reszty świata.

Mimo tego nowy etap w karierze odrobinę go ekscytuje. Jeśli znajdzie publiczność, która będzie składała się z osób, które czują się samotne tak samo jak on, to wtedy wszystko to nabierze sensu. W październiku w Londynie zagrał dwa wyprzedane koncerty, które promowały najnowszy materiał artysty – EP-kę Sweetheart, What Have You Done to Us. W tytułowym utworze słuchać ewolucję twórczości artysty – z mocno akustycznego stylu do lekkich orkiestrowych aranżacji. W przyszłym roku ukaże się jego drugi longplay zatytułowany Birthdays.

Ignorant? Nie, Keaton Henson to człowiek, który tworzy przede wszystkim dla siebie: Słuchacze tak naprawdę nie myślą o moim bolącym sercu albo długich spacerach. Muzyka jest bardzo subiektywna, nie słuchamy artysty, żeby było nam przykro z jego powodu, słuchamy po to, żeby było nam przykro za nas samych.

Nie ma więcej wpisów