Za pierwszym razem nie chwyciło aż tak mocno. Mimo to, podesłałam przyjaciółce link z utworem Echo of Love, pytając co o nim myśli. Była zachwycona. Ok, jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze… Tak zaczęła się moja przygoda z EP-ką o tym samym tytule, za którą odpowiedzialny jest zespół The Shutes – mój pretendent do odkrycia roku.

Dla nich liczy się przede wszystkim melodia. W nieustannym przypływie i powtarzalności motywu, jaki charakteryzuje twórczość części współczesnych reprezentantów indie-rocka, są przykładem na to, jak skomponować chwytliwą, ale niebanalną, pozostającą w alternatywnym kręgu piosenkę.

The Shutes tworzy czterech panów z Michaelem Championem na czele, który jest posiadaczem bardzo oryginalnego wokalu, co podkreśla melodyjność brzmienia i lekką psychodelię zawartą w ich twórczości. Pochodzą z Wielkiej Brytanii, a dokładniej z wyspy Isle of Wight. Swoją debiutancką EP-kę – Hits Like Mourning – wydali własnym nakładem dwa lata temu. Rok później związali się z wytwórnią Cross Keys Records, która wypuściła singiel Noah’s Ark. Supportowali na europejskiej trasie takie grupy jak m.in. Peter, Björn and John i The Go! Team. Za sobą mają również występ na Bestivalu.

W kwietniu ukazał się mini album Echo of Love, na którym znajduje się pięć kompozycji: wcześniej wspomniany, uzależniający utwór tytułowy, dynamiczny Here, My Blood Runs Clear, oniryczno-psychodeliczne Only, gitarowe She Said i akustyczno-balladowe Bright Blue Berlin Sky. Przy tym materiale z muzykami pracowali jedni z najlepszych w branży: Julian Simmons (Midlake) i Rich Woodcraft (Radiohead i Neil Young).

Kochają amerykańską, gitarową muzykę. Wśród niej wymieniają takie grupy jak Wilco czy The Flaming Lips. W rubryce inspiracje widnieją u nich: Elvis Presley, Nirvana, R.E.M., Pavement, Bob Dylan.

Jeśli chodzi o brzmienie gitary czy perkusji, to The Shutes z pewnością nie mają się czego wstydzić. Teraz pozostaje tylko wyczekiwać debiutanckiej płyty.

Nie ma więcej wpisów