Mogę śmiało stwierdzić, że piątkową odsłonę cyklu City Sounds można już zaliczyć do najbardziej wyczekiwanych i jednocześnie najbardziej udanych w tym sezonie. Od ostatniego mojego spotkania z triem Kamp! minęły już (wstyd się przyznać) dwa lata – rozgrzewali publiczność przed Robyn i Goldfrapp podczas FreeFormFestival. Tym bardziej z niecierpliwością czekałem na ich koncert, ponieważ usłyszenie nowego materiału i to w dodatku w dniu premiery debiutu to nie lada gratka. A kiedy dowiedziałem się, że Rebeka zagra przed nimi w Eterze, byłem pewny, że ten listopadowy wieczór będzie wyjątkowy.

Na szczęście, nie tylko ja podzieliłem tę opinię – klub już na godzinę przed startem Brennnessel Night zaczął wypełniać się publicznością. Czas w oczekiwaniu na gwiazdy wieczoru – najpierw Rebekę, a potem Kamp! – umilał DJ ukrywający się pod pseudonimem .SAF. Parę minut po godzinie 21 w klubie zrobił się niezły tłum, a na scenie pojawił się duet Iwony Skwarek i Bartosza Szczęsnego. Iwona – jak zawsze – w charakterystycznym makijażu na twarzy przyciągała uwagę, co w żadnym wypadku nie przyćmiło wrażeń muzycznych, a nawet je dopełniło. Rebeka rozpoczęła koncert Roksaną w remiksie Bartka Szczęsnego, czym wprawiła w taniec wielu stojących pod sceną. Później było już tylko lepiej. Fail oraz Stars w wersjach live zdecydowanie przekonały do siebie tych jeszcze niezdecydowanych lub tych, którzy Rebekę słyszeli i widzieli po raz pierwszy. Zabrzmiały również nowe kompozycje: Melancholia (dedykowana siostrze Iwony), The Knife in the Heart, hip-hopowe – jak to określiła Iwona – With Tears We Cry czy 555 (Meaning). Na bis rozbrzmiał cover utworu The Knife Heartbeats oraz piękna Hellenada. Gościnnie pojawiła się również świnka, znana między innymi z występu duetu podczas tegorocznego Selectora. Premierowe utwory zaostrzyły mój (i pewnie nie tylko) apetyt na debiutancki krążek Rebeki. Czytając opinie pokoncertowe, w pełni zgadzam się z tym, że Iwona i Bartek zagrali świetny koncert i postawili wysoką poprzeczkę chłopakom z Łodzi.

Po godzinie 22 na scenę wkroczył Kamp!. Pojawienie się ich na scenie wywołało niemałe poruszenie, które okrasił pierwszy kawałek koncertu – Sulk. W ciągu sekundy publiczność była już pod urokiem chłopaków. Znane już utwory, takie jak Breaking a Ghost’s Heart, Heats czy Distance of the Modern Hearts przyjęte z ogromnym entuzjazmem, przeplatały się z premierowymi kompozycjami z krążka, który właśnie tego samego dnia miał swoją premierę. W efekcie – klub Eter na tę jedną noc stał się prawdopodobnie najgłośniejszym miejscem Wrocławia. Uczestnicy koncertu bawili się wyśmienicie, tańcom nie było końca. Frekwencja niewątpliwie dopisała i dało się odczuć ścisk pod sceną. Chłopcy z zespołu również bawili się znakomicie. Takiego ładunku pozytywnej energii Eter chyba dawno nie odczuł.

Ten piątkowy wieczór fani obu zespołów i organizatorzy mogą uznać za bardzo udany. Ja również. Jeżeli miałbym pokusić się o stwierdzenie, który zespół bardziej podbił moje serce, jestem skłonny postawić znak równości między Rebeką a Kamp!, jednak z minimalną przewagą tych pierwszych. Niewątpliwie trzeba przyznać, że to powód do dumy, iż dwa polskie zespoły przyciągnęły tak ogromną liczbę osób na koncert, na co słusznie zwróciła uwagę Iwona w trakcie swojego występu. Możemy się tylko cieszyć, że polska muzyka elektroniczna ma się tak dobrze, między innymi właśnie dzięki Rebece i Kamp!.

Nie ma więcej wpisów