Magnificent Muttley – trio z Warszawy – rozłożyli na łopatki swoich konkurentów na zeszłorocznym Jarocinie. Jednogłośnie zwyciężyli konkurs dla młodych kapel. Wtedy dysponowali jedynie wydaną własnym nakładem EP-ką i talentem. Teraz przedstawiają nam swój długogrający debiut.

Krzysiek, Kuba i Olek tym albumem udowadniają, że do stworzenia czegoś naprawdę dobrego wystarczy bas, gitara, perkusja i wokal. Słuchając całości, nie można nie doszukać się w ich twórczości inspiracji Red Hot Chilli Peppers, Hendrixem czy At the Drive-In. To nie jedyni wykonawcy, którzy w mniejszym lub większym stopniu wpłynęli na brzmienie debiutu Magnificent Muttley.

Jedno jest pewne – ten album brzmi światowo. Piszę to świadomie, bez kokieterii. Może to zasługa amerykańskiego studia, które zajęło się jego masteringiem, a może tego, że Krzysiek Pożarowski (wokal i bas) operuje świetną angielszczyzną. Do brzmienia instrumentów także nie można się przyczepić, w poszczególnych kawałkach jak i na całej płycie dzieje się tak wiele, że czasami trudno uwierzyć, że zespół składa się jedynie z trzech osób.

Album zawiera całą paletę rockowych barw – spokojne, z pozoru balladowe Still, w którym stopniowo rośnie napięcie, melodyjne, z nieznośnie wpadającym do ucha refrenem Phenomenalike, zadziorne No Stress, jazgotliwy kawałek Frank oraz perełkę w postaci kawałka 1500 Days, w którym zwrotka uspokaja tętno tylko po to, żeby w refrenie uderzyć ze zdwojoną siłą.

Tutaj melodyjne solówki przeplatają się z zadziornymi riffami, ze zmieniającą tempo perkusją, z basem, który w wielu kapelach pozostaje tylko tłem, a tu często eksponowany jest na pierwszym planie. Ten album to spora dawka rockowej energii, który podczas słuchania sprawia wrażenie, jakby nagrywał go zespół pełen luzu, świetnie bawiący się przy ogrywaniu doskonale znanych riffów.

Krążek, nieco mrocznym brzmieniem, zamyka kawałek Something’s Going to Happen. Jak dla mnie – to już się wydarzyło – Magnificent Muttley zadebiutowali bardzo dobrym, przemyślanym albumem. Chyba, że te słowa to zapowiedź kolejnego krążka – miejmy nadzieję, że jeszcze lepszego.

Nie ma więcej wpisów