Wtorek, godzina 20, Café Kulturalna. W tym miejscu i o tej porze nie może zabraknąć tych, którzy chcą poddać się urokowi niezwykłej Norweżki, Hanne Hukkelberg. Jej muzyka to efekty zarówno wieloletniej pasji i profesjonalnej edukacji, jak i eksperymentów, takich np. jak granie na szprychach rowerowych czy masztach. Tuż przed warszawskim koncertem, Hanne zdradziła nam, jak wygląda jej proces twórczy, jak powstawał każdy z jej albumów oraz co sądzi o Sussane Sundfor.

musicis.pl: Minęło już 8 lat odkąd wydałaś swój debiutancki album. Kilka miesięcy temu odbyła się premiera czwartej Twojej płyty. Każdy z kolejnych albumów jest inny, utrzymany w odrębnej stylistyce, ładunku emocjonalnym i energetycznym. Scharakteryzuj krótko każde swoje wydawnictwo.
Hanne Hukkelberg:
Pierwszy album, Little Things, wydałam na podstawie tego, co stworzyłam jeszcze jako młoda dziewczyna. Zebrałam wszystkie swoje stare piosenki i zaniosłam je do mojego producenta. Zajęło nam to trochę czasu, zanim doszliśmy do wniosku, że chcemy to wszystko nagrać, że chcemy zrobić z tego płytę. Wtedy zaczęło się dosyć eksperymentalne nagrywanie, które zajęło nam dwa lata. W końcu zdecydowaliśmy, że nadszedł moment, w którym utwory wyglądają w taki sposób, jak powinny wyglądać. Dzięki znajomościom producenta, który wcześniej grał w zespole, mogliśmy zaprosić wiele osób do współpracy, niewątpliwie przyczyniło się to do osiągnięcia tamtego sukcesu. Te kontakty pomogły również w szybkim znalezieniu zagranicznej wytwórni. Później zaczęła się prawdziwa zabawa – dawaliśmy mnóstwo koncertów w różnych dziwnych miejscach, w których nigdy wcześniej nie byliśmy. Naprawdę dobrze wspominam tamte czasy.
Po jakimś czasie chciałam stworzyć coś nowego, trochę odpocząć od tego co się działo wokół Little Things. Jak już powiedziałam, przy debiucie jedynie zebrałam piosenki, które napisałam w spontaniczny sposób o wiele wcześniej, niż je nagrywałam. Tym razem musiałam naprawdę się skupić, usiąść i na spokojnie stworzyć nowe utwory. Dlatego wyjechałam do Berlina, gdzie spędziłam pół roku. Było to dziwne doświadczenie. Pokochałam to miasto, poznałam tam wspaniałych ludzi. Nie byłam tam samotna, jednak przechodziłam dziwny okres – miałam po prostu wrażenie, ze nie robię dobrych piosenek. Później jednak okazało się, że nie są takie złe, a nawet całkiem dobre – to właśnie za te piosenki dostałam norweski odpowiednik Grammy. Cieszyłam się, gdy skończył się ten dziwny okres, wróciłam do domu, do Norwegii, gdzie z pomocą mojego producenta wydałam drugą płytę (Rykestrasse 68). Teraz myślę, że ten album wyszedł naprawdę dobrze.
Po trasie koncertowej w ramach promocji drugiego albumu znów chciałam stworzyć coś zupełnie nowego. Uwielbiam eksperymentować, uwielbiam zaskakiwać siebie samą. Tym razem chciałam nagrać coś bardziej indie-rockowego. Wyjechałam więc na północ Norwegii, gdzie mogłam podziwiać morza i góry albo po prostu siedzieć zamknięta w pokoju. Pisanie tam przyszło mi z łatwością, choć jak się później dosyć dziwnie okazało, w tak cichym miejscu, stworzyłam bardzo głośne, hałaśliwe piosenki. Jednak podobały mi się one i tak ukazał się trzeci krążek – Blood From a Stone. Na nim ukazałam swoje inne, dotychczas nieznane, oblicze. Starzy znajomi stwierdzili, że ten album jest dziwny, ale ja myślę, że dzięki temu wiele nowych osób poznało i polubiło moją muzykę. Znów zaczęłam trasę koncertową, ze wspaniałym zespołem, z którym zagraliśmy naprawdę dobre koncerty.
Jednak później znów zatęskniłam do mojego poprzedniego, bardziej lirycznego, spokojniejszego stylu. W 2010 roku wyjechałam do Nowego Jorku, gdzie napisałam piosenki do Featherbrain. I tym razem to nie było tak, że usilnie starałam się je napisać – nie, wręcz przeciwnie, one po prostu same przyszły mi do głowy. Próbowałam jedynie uchwycić odpowiedni moment, posłuchać swojego wewnętrznego głosu. Chciałam stworzyć muzykę, którą każdy z nas ma w sobie w środku. Muzyka na Featherbrain jest bardzo personalna, zainspirowana tym, co sama czuję i tym co mnie otacza.

musicis.pl: Wydaje mi się jednak, że na Featherbrain ukazałaś swoją ciemniejszą stronę, że jest zawarty w tej muzyce jakiś strach. Piosenki nie są tak łatwe w odbiorze – trzeba się na nich skupić, wymagają pełnej uwagi słuchacza. Ta muzyka stwarza również nowe sposoby patrzenia na otaczający nas świat. Czy takie uczucia chciałaś wzbudzić w słuchaczach, czy taki miałaś zamysł tworząc tę płytę?
Hanne Hukkelberg: Szczerze mówiąc, nie widzę tego w ten sposób, nie uważam, że Featherbrain jest o strachu. Może piosenka My Devils może wzbudzać trwogę ze względu na głośne, krzykliwe wokalizy. Wydaje mi się, że ta płyta może być tak odebrana, ponieważ ja sama żyłam w strachu, bałam się. Jednak pomagało mi to w pisaniu piosenek i tworzeniu muzyki, dzięki czemu mogłam wyrzucić to z siebie. Jak już powiedziałam, nie uważam, żeby ten album był o strachu. Wiem jednak, że czasem ukazuję swoją ciemną stronę, która też jest częścią mnie. A sama siebie wyrażam przez muzykę. Jednak staram się przede wszystkim pozostawać optymistką w moim muzycznym odzwierciedleniu.

musicis.pl: Przed wydaniem kolejnych piosenek zastanawiasz się, myślisz o tym jak odbiorą je Twoi słuchacze? Jakie uczucia w nich wzbudzisz?
Hanne Hukkelberg: Oczywiście, że się nad tym zastanawiam, szczególnie w procesie tworzenia muzyki. Jednak nie wydaje mi się, że jestem świadoma tego, że to naprawdę ma jakiś wpływ. Gdy tworzę coś nowego, czasami sobie myślę, że może za bardzo się staram, bo ludzie tak naprawdę tego nie słuchają. Być może jednak się mylę, być może słuchacze naprawdę skupiają się przy mojej muzyce. Nie tylko ją słyszą, ale również jej słuchają.

musicis.pl: Z biegiem lat Twoja muzyka ulegała zmianom, jednak paradoksalnie, w pewnym sensie, cały czas pozostawała taka sama. Spowodowane jest to zapewne tym, że tworzysz bardzo osobiste piosenki, więc zawsze dotyczą one tego jak Ty chcesz wyrażać swoje uczucia i poglądy. Czy ten nieunikniony proces zmiany, który widać w Twojej twórczości, spowodowany jest tym, że Ty sama dorastasz, zmieniasz się jako człowiek i artystka, czy może to były zamierzone działania – chęć eksperymentowania?
Hanne Hukkelberg: Wydaje mi się, że jest to połączenie wszystkich tych aspektów. Teraz na przykład bardzo dziwnie się czuję słuchając debiutanckiego albumu, ponieważ są to piosenki, które napisałam bardzo dawno temu. Byłam wtedy inną osobą, bardzo się zmieniłam od tamtego czasu. Wydaje mi się, że często się zmieniam. Przechodzę przez różne okresy, mam różne oblicza, z których co jakiś czas znów rezygnuję, ponieważ chcę iść dalej – więc znowu się zmieniam. Lubię też eksperymentować, ale myślę, że jednak najważniejszy jest ten aspekt metamorfozy. Wydaje mi się, że z czasem po prostu zaczynam się męczyć danym stylem, albo nie przynosi mi już on tyle satysfakcji oraz efektów, co wcześniej. Już na samym początku mojej kariery zdecydowałam, że będę tworzyć muzykę w oparciu na tym kim jestem, co przeżywam. Nie chcę tworzyć dla samego tworzenia – chcę być wolna, nie mieć żadnych ograniczeń. Daję sobie dużo swobody, gdy komponuję kolejne fragmenty. Podstawą tworzenia jest kompilacja mnie samej, dźwięków i otaczającej rzeczywistości. Myślę, że to dobry sposób, ponieważ gdy tworzysz inspirując się swoim idolem, chcesz robić muzykę dokładnie tak jak on, to po pewnym czasie dochodzisz do momentu, w którym się wypalasz. Nie tworzysz swojej muzyki, przestajesz mieć pomysły na piosenki i dochodzisz do wniosku, że to już koniec. Ja tak staram się nie robić, pracuję inaczej, ponieważ inspiruję się tym co jest dookoła mnie, reaguję na to i tworzę nową, moją muzykę.

musicis.pl: Nie oznacza to jednak, że nie masz żadnych idoli, prawda?
Hanne Hukkelberg: Oczywiście, ze mam swoich idoli, ale trochę w innym sensie. Nie są to artyści, ani zespoły. To bardziej poszczególne cechy charakteru pewnych ludzi, ich działania. Osobiście zawsze bardzo doceniam u ludzi odwagę, którą też można zauważyć u artystów – lubię, gdy muzycy decydują się na coś odważnego, gdy eksperymentują. Czasami jest to tylko jedna piosenka, jednak zawsze jest to dla mnie bardzo inspirujące. Oczywiście odczytuję też odwagę jako niezwykły sposób myślenia, nie tylko w odniesieniu do sztuki.

musicis.pl: Trochę już powiedziałaś o tym, jak piszesz swoje piosenki, jednak moje następne pytanie brzmi: czy tworząc nowy album, masz już z góry ustalony plan, główny temat tej płyty? Czy powinniśmy Twoje albumy traktować jako całość, słuchać piosenek w ich ustalonej kolejności? Czy może każda piosenka to inna historia?
Hanne Hukkelberg: Zawsze tworzę piosenki osobno, one by one. A gdy zbiorę je w całość, to często okazuje się to być zaskakujące połączenie – zarówno muzycznie, jak i emocjonalnie. Każdą piosenkę piszę i komponuję oddzielnie, na każdej osobno się koncentruję. Jednak muszę powiedzieć, że poświęcam mnóstwo czasu i uwagi, by zebrać te utwory w jedną całość. Nie chcę, by to było wynikiem przypadku, przykuwam dużą uwagę do kolejności piosenek na albumie.

musicis.pl: Zbierałaś materiały na swoje albumy w różnych miejscach – w Berlinie, w Nowym Jorku… Dużo podróżujesz również ze względu na koncerty. Wolisz tworzyć nowe rzeczy w zupełnie nieznanych Ci dotąd miejscach, czy masz może swoje jedno tajemnicze, ulubione miejsce, gdzie izolujesz się od świata i tylko tam lubisz pisać i komponować?
Hanne Hukkelberg: Mam jedno miejsce, w którym nie potrafię, nie umiem pisać – to miejsce, w którym żyję na co dzień. Pisanie maili, picie kawy z przyjaciółmi, spotkania… Nie mogę tworzyć w takim trybie życia. By zrobić coś nowego muszę od tego uciec, nieważne dokąd. Te dwa miasta wybrałam wtedy, ponieważ byłam ich bardzo ciekawa. Jak już mówiłam byłam również na północy Norwegii, gdzie otaczała mnie cisza i spokój – wtedy byłam ciekawa, jak takie otoczenie wpłynie na moją kreatywność. Zasadą jest tylko to, że muszę pojechać w inne miejsce, bym mogłam nawiązać kontakt z samą sobą w inny niż dotychczas sposób. By nie polegać cały czas na swoich nawykach, przyzwyczajeniach, ponieważ to ogranicza kreatywność i nie otwiera na nowe, różnego rodzaju przemyślenia. Nieznane miejsca zmuszają do rozpoczęcia wszystkiego na nowo, do spojrzenia na rzeczywistość w inny sposób. To jest powód, dla którego uciekam.

musicis.pl: Trudno nie spytać o nietypowe instrumenty, jakich używasz. Czemu postanowiłaś na nich grać i jak właściwie odkryłaś muzyczne zastosowanie tych przedmiotów?
Hanne Hukkelberg: Studiowałam muzykę na Akademii Muzycznej w Oslo, gdzie m.in. uczyłam się improwizacji. Istnieje szerokie spektrum możliwości, żeby nauczyć się grania free-improvized music. Miałam naprawdę dobrych nauczycieli, którzy pokazali mi ciekawe rozwiązania, sposoby. To właśnie dzięki temu wiele się nauczyłam, to też miało wpływ, że tworzę muzykę w niecodzienny sposób. W szkole byłam bardzo zafascynowana improwizacją i gdy zaczynałam pracę przy swoim pierwszym albumie, spotkałam producenta, który stwierdził, że warto wykorzystać moje zainteresowania i umiejętności w tej dziedzinie. Nie wiem, czy nagrywając bez jego pomocy, aż tak skupiłabym się na tym aspekcie, ponieważ to on zauważył we mnie ten potencjał i chciał go wykorzystać. Nagrywając pierwszy album dużo czasu spędziliśmy grając na różne sposoby, próbując znaleźć swój własny styl. W sumie dosyć przypadkowo zaczęli grać używając rzeczy, które były w pobliżu. Ja chwyciłam za szklankę z wodą, którą miałam przy sobie, miałam również ołówek – i tak zaczęłam grać na nim na szkle. Nagraliśmy to i potem wykorzystaliśmy jako część tła muzycznego. Jak się okazało później, wywołało to spory odzew wśród innych ludzi, którzy stwierdzili, że rzeczywiście jest to coś niesamowitego. Dlatego kontynuowaliśmy te metody. Drugim powodem, dla którego używam dziwnych instrumentów jest fakt, że gdy byłam w Berlinie, Nowym Jorku czy na północy Norwegii, to po prostu było to dla mnie bardzo naturalne. Większość czasu spędzałam tam sama komponując i nie miałam ochoty non stop grać akordami na gitarze. To nie jest dla mnie normalne, w przeciwieństwie np. do używania stołu, do wybijania rękami rytmu na stole [krótki przykład gry]. Co do głosu, to staram się śpiewać, wykorzystując go w 100%. Często śpiewam też w nietypowy sposób, aby uzyskać pożądany przeze mnie efekt. Nie wiem, jak inaczej mogłabym uzyskać dźwięki, które są gdzieś głęboko we mnie, a chcę je odzwierciedlić, pokazać światu. Dlatego też używam kubków czy innych przedmiotów, by stworzyć dźwięki, które tkwią w mojej głowie.

musicis.pl: Kilka dni temu występowałaś na jednej scenie z Sussanne Sundfor. Planujecie może jakąś współpracę? Czy masz może inne plany na przyszłość?
Hanne Hukkelberg: Występowałyśmy każda po sobie, jednak nie rozmawiałyśmy o tym, by razem coś stworzyć. Być może później, jednak teraz obie jesteśmy zajęte własnymi sprawami, a poza tym mamy inne style muzyczne, ale… może kiedyś. Myślę, że byłoby to naprawdę interesujące. Sussanne jest wspaniałą wokalistką, uwielbiam jej wyjątkowy głos. W ogóle bardzo miło wspominam tamten wieczór w Belgii. Najpierw ja występowałam, a ona słuchała mojego koncertu, później zamieniłyśmy się miejscami. Obie grałyśmy bez zespołów, co stworzyło razem bardzo nietypowy, klimatyczny koncert, oczywiście niestety też okrojony. To naprawdę był wyjątkowy wieczór.

musicis.pl: W takim razie jakie są Twoje plany? Masz może przed sobą jakiś cel, który chcesz osiągnąć?
Hanne Hukkelberg: Jedyną rzeczą na której obecnie się skupiam jest moja europejska trasa koncertowa, która objęła naprawdę dużą ilość miejsc. Sporo koncertów już za mną, kolejne przed i na nich chciałabym się skupić.

musicis.pl: Nie jesteś już zmęczona tymi ciągłymi koncertami? Czy sprawiają Ci one jeszcze frajdę, czy może masz już powoli dość i chciałbyś odpocząć?
Hanne Hukkelberg: Dobre pytanie, ale myślę, że to po prostu styl życia, jaki sobie sama wybrałam. Jestem całkiem dobrze zorganizowaną osobą, dlatego wiem, że na wszystko przyjdzie czas. Moje życie składa się z różnych okresów: koncertowania, podróżowania, komponowania, nagrywania… I potem wszystko od początku. Wszystko to jest oddzielone od siebie i należy po prostu zaakceptować, że tak wygląda moje życie. Oczywiście, że czasem mam już wszystkiego dość, ale są też takie momenty, w których stwierdzam, że nie ma nic lepszego i że cała moja praca nie idzie na marne, mój trud jest warty tej zabawy i satysfakcji, jakie zyskuję. Mam też wspaniały zespół, z którym uwielbiam pracować. Jesteśmy też dla siebie przyjaciółmi, więc po prostu wspaniale być z nimi w trasie.

Nie ma więcej wpisów