Trójmiejska trylogia Macio Moretti, czyli trzy różne koncerty, w różnych składach i klubach, w przeciągu jednego tygodnia. Ostatni, w macierzystym i najbardziej znanym zespole, czyli Mitch & Mitch, odbył się 23.11 w sopockim klubie Sfinks700.

Kiedy wszedłem na salę i zobaczyłem, że w sumie zebrało się tylko kilkanaście osób, od razu ogarnęła mną złość. Co się dzieje z tym rynkiem muzycznym? Jedni z najlepszych instrumentalistów w Polsce – a moim zdaniem najlepsza grupa muzyczna, która działa na naszym rynku od 10 lat – zebrali tylko garstkę ludzi? Na szczęście złość szybko minęła, kiedy muzycy wyszli na scenę. W zasadzie nie wiadomo skąd – nagle ludzie wyrośli z podziemi i cały Sfinks700 się zapełnił.

9-osobowy skład ludzi, dla których muzyka jest nie tylko źródłem zarobku, ale przede wszystkim hobby, musiał oczywiście wystrzelić feerią brzmień i dźwięków. Tak właśnie jest podczas koncertów Mitch & Mitch. Tu wszystko współgra, pasuje i zachwyca. Mogliśmy usłyszeć utwory z całego dorobku grupy i ta różnorodność cieszy. Sporo improwizacji scenicznej, zabawy instrumentami i melodią – to elementy, które towarzyszyły nam przez cały koncert. Nie bez powodu poszczególnych członków tej grupy możecie znaleźć w wielu popularnych polskich składach czy mniej popularnych, ale szanowanych składach jazzowych. Profesjonalizm, odwaga aranżacji i lekkość grania były widoczne od pierwszych chwil występu. Przyjemne melodie, w utworach prezentowane przez Mitchów, które są charakterystyczne dla stylistyki grupy, na żywo brzmią dużo przestrzenniej niż na krążkach. Jest to naturalny wynik mnogości instrumentów i ich brzmień, które przy dobrym nagłośnieniu rozchodzą się dźwięcznie po sali. Jeżeli miałbym znaleźć wady w poszczególnych wykonanych piosenkach, czy w całym występie, to moim zdaniem takich nie było.

Po 10 latach na scenie wciąż widać, że każdy z muzyków to pasjonat i świetnie się bawi występując przed publicznością. Entuzjazm, który dało się zauważyć na ich twarzach, wydawał się naturalny i niewymuszony. Podobnie zresztą jak humor, z którego Mitch & Mitch są znani. Wysoki poziom żartów, ciągłe wciąganie publiki do interakcji – to, oprócz oczywistych walorów muzycznych, bardzo duży atut tej grupy. Zresztą, dwa zdjęcia, które znajdziecie poniżej, to specyficzny żart typowy dla muzyków.

Jedno, to wspólne zdjęcie z widownią:

Drugie, to zdjęcie, które lider Macio Moretti zrobił zaraz po wejściu na scenę i puścił w obieg razem z markerem, twierdząc, że chciałby autograf od nas wszystkich:

Nie ma więcej wpisów