∆. Delta? Trójkąt? Na początku zaintrygowali swoją oryginalną nazwą. Później dla wszystkich było już wiadomo, że to po prostu Alt-J. Grupa z Leeds, która zgarnia większość tytułów debiutanta roku, zdobywa szturmem również płytowe zestawienia i organizuje wielką trasę koncertową po świecie. Okrzyknięci zostali mianem nowego Radiohead. Dlaczego? Bo w ostatnich miesiącach kwartet wydał swoją pierwszą płytę – An Awesome Wave.

Rzeczywiście – genialna ta fala. Fala pomieszanych dźwięków, emocji, niepokoju i wyciszenia, poczucie prostoty i zarazem bogactwa melodii, nostalgia wypierana przez radosne drgnienia. Powiedzieć o tej płycie, że jest różnorodna to zdecydowanie za mało. Ta mikstura to efekt niebywałej kreatywności i odwagi, z jaką panowie podeszli do tematu – no właśnie… – alternatywnego popu? Folku? Folk-stepu? Do tego jest im najbliżej, trzeba jednak do tego dorzucić gitary, synthpopowe smaczki czy wyraziste sample.

Intro jest zapowiedzią tego, co usłyszymy na całej płycie. Delikatne muśnięcia strunami gitar, subtelne fortepianowe wtrącenia. Wprowadza nas w dość specyficzny trans od pierwszych sekund, które przypominają tykanie zegara. Nieco dramatyczny odcień przybiera utwór Tessellate, skonstruowany niejednostajnie, wzbogacony smyczkami, pianinem i wieloma innymi, małymi ozdobnikami, nie powodując jednakże efektu mdłości z przejedzenia. Joe Newman prezentuje tutaj swoje możliwości wokalne, które – przyznajmy to sobie szczerze – albo ktoś kocha, albo nienawidzi – to cena za ich specyficzność.

Od Breezeblocks nawiązałam swoją znajomość z zespołem i ta piosenka od razu wpadła na zawsze do mojej głowy. Niewinnie zaczynający się miłosny utwór przeobraża się w ciemne i rozpaczliwe wołanie: Please don’t go, I love you so… Newman raz jest stanowczy, raz delikatny, momentami opętany, ale prowadzi tę kompozycję, idealnie współgrając ze wszystkimi muzycznymi drobiazgami, które można tutaj usłyszeć. Folkowe inspiracje słychać w Something Good – mimo że jest całkiem nowocześnie, to jednak melodia wskazuje na te wcześniej już wspomniane wpływy, szczególnie w refrenie.

Dissolve Me to weselsze oblicze An Awesome Wave – z głębokimi synthami w tle i dość urokliwą perkusją dodają nieco egzotycznego klimatu, pełnego słońca i wakacyjnej beztroski. Nawet rozpoczynające się wysokimi tonami dzwoneczków i w części zaśpiewane a capella MS nie wskazuje na zbyteczną dawkę dobrobytu. W Fitzpleasure dzieje się naprawdę dużo. Świdrujący do środka bas, perkusja i pełen emocji wokal sprawia, że ten utwór zdecydowanie wyróżnia się spośród wszystkich i zarazem intryguje poprzez różne instrumentalne zabiegi. Prawdziwy rarytas grupa serwuje nam zupełnie na finał. Taro to dość przygnębiająca kompozycja, która stanowi równowagę dla takich utworów jak Fitzpleasure. Na początku słychać tylko gitarę, kilka naciągniętych strun, potem cichą perkusję, ale niespodziewany przełom następuje po około siedemdziesięciu sekundach, kiedy rozkwita motyw żywcem wyjęty z południowej Azji w połączeniu z odważniejszymi gitarami.

Wszystko na tym albumie jest przemyślane, wszystko znajduje się na swoim miejscu. Bogactwo nie przechodzi w przepych, nie męczy, ale pozostawia po sobie ciekawość i apetyt na więcej. Od momentu wydania tej płyty mogę śmiało powiedzieć: Triangles are my favourite shape.

Nie ma więcej wpisów