Z pewnością to wszystko zaszło zbyt daleko. Jesteś Bogiem miało być filmem o Paktofonice. Nie jest nim. Miało być dokumentem, po premierze okazało się, że jednak nie do końca. Rozmowy związane z tym tworem wykraczają już poza sferę rekomendacji czy też rozmów o poziomie polskiej kinematografii. Od kilku tygodni ten temat znika na chwilę, by niemal natychmiast powrócić i stać się głównym czynnikiem do rozmów o polskiej kulturze hip-hopowej, zawsze aktualnym sprzedaniu się, gimbusach, samym Magiku, który jednak nie był aż tak wyjątkowy i latać nie umiał.

I to najczęściej powtarzany fakt. Piotr Łuszcz, którego w filmie kreuje się na największy umysł polskiej muzyki hip-hopowej, wcale nim nie był. Magik był – najprościej rzecz ujmując – niezły lub dobry w tym, co robił. Nie był bogiem. I powie to chyba większość wielbicieli muzyki, nie tylko tej rapowanej. Prawdą jest, że sam sposób uświadamiania tego faktu wyszedł poza ramy społecznie akceptowane, ale z drugiej strony, inaczej to chyba nie dotrze do świadomości.

Zatem, obecnie polski internet śmieje się z nieżywego muzyka, który skoczył po Frugo czy też nie ma pojęcia, który przycisk na padzie trzeba wcisnąć, żeby jego postać w grze podskoczyła. Skok – jako słowo kluczowe dla internetowej beki. I bardzo dobrze. Byłoby źle, gdybyśmy nie potrafili śmiać się z Magika, skoro śmialiśmy się z Amy, Jacksona i jeszcze paru innych. Bo powód do beki to nie Magik wspaniały, a fałszywy obraz, który jako prawdziwy postrzegają gimbusy.

Lub sezonowcy. Sprawa dość zabawna, bo ilekroć zespół nagle osiąga ogromną popularność, jest narażony na to zjawisko. Kiedyś nie było się true metalem czy punkiem, później pojawiło się określenie dziecko neo. Teraz jest się przedstawicielem gimbazy. Bo na muzyce trzeba się znać, być ultra hipsterem, poznawać wszystkie projekty, zanim jeszcze wydadzą pierwszą EP-kę albo nielegal, zanim będą cool. Znajomość jedynie singli albo hitów jest niedopuszczalna.

Tak to już jest. Fani Blur będą płakać na Heineken Open’er Festival, kiedy nastolatki będą krzyczeć na cały głos Woo hoo!, milcząc przy jakimkolwiek utworze, który singlem nie został. Niech się cieszą, że Damon i Coxon jeszcze żyją. Po śmierci mogliby być jeszcze bardziej popularni. Co bardziej ortodoksyjni fani Paktofoniki, osobom, które poznały zespół po premierze filmu, przylepią etykietę gimbusa. Bo elitę od plebsu oddzielać trzeba. Inaczej się pomiesza i nie będzie wiadomo, kto jest fajny, a kto w razie wojny zostanie mięsem armatnim. Elita jednak nierzadko zapomina, że często narzeka na plebs słuchający słabej muzyki. Wniosek: jak słuchałeś złych zespołów, a teraz się nawróciłeś na te dobre, to z plebsu stajesz się gimbusem.

Serca idealnych słuchaczy krwawią chyba najbardziej, gdy pojawiają się celebryci. Niezwykle zabawny, wzruszający, emocjonalny tekst Natalii Lesz to ewidentnie najwyższe osiągnięcie gimbazy z obozu celebrytów. Przytulenia ratujące życia, hity jak Liber i Grzeszczak. Bardziej trafnie być nie mogło. Natalia jednak nie jest pierwsza. Sukcesy już święciła Anna Popek z niezwykle zgrabnie sformułowanym pytaniem w kierunku Rahima, czy Anna Samusionek, która oczekiwała od pani prezenterki Anny przeprosin.

Jak zwykle, w zamieszaniu, gdzie targetem jest młodzież, wziął też udział ich główny adorator – Wojewódzki. Filmem poruszony, wychodzący z kina na drewnianych nogach. Podczepić się pod popularne zjawisko – zawsze świetnie. Po to się chodzi na premiery i o popularnych tematach mówi. To normalna, typowa gierka w takich Stanach Zjednoczonych. Tylko Polska  jakoś się poważnie obrusza, ale tylko Polska ma Natalię Lesz.

Niestety, na celebrytach temat się nie kończy, bo przecież skoro Jesteś Bogiem osiągnęło ogromny – jak na rodzime standardy – sukces, to od razu pojawia się ulubiony temat sprzedania się. Tak! To chyba najśmieszniejsze zjawisko w polskim hip-hopie. Muzyki nie można robić dla kasy, bo od razu jest się prostytutką. Kimś na miarę pokroju Mezo czy Monopola. Fokus już mocno zbiera za kooperację z Dodą, ale mało kto zauważył, że jakimś dziwnym trafem płyta Pokahontaz wychodzi po siedmiu latach milczenia. Podobnie sprawa ma się z teledyskiem do Fuck It. Piosenka ukazała się w ubiegłym roku, teledysk i pozorowana aferka jest teraz.

Zatem zwyczajnie mieliśmy do czynienia z eventem, dzięki któremu Rekontakt z półek powinien znikać w bardzo szybkim tempie. Najprawdopodobniej panowie Alszer i Salbert nie przewidzieli jednak, że zamieszanie wokół filmu, jakie wynikło z przedstawienia fałszywego wizerunku pana Kozy i oburzenie muzyków, jak i słuchaczy rozrośnie się do takich rozmiarów. Wszak sam zainteresowany – Fokus – Paktofoniką już rzyga. Można by go rozumieć, gdyby sam nie zapewniał, że film jest w 98% dokumentem. Ze sprzedażą nowej płyty Pokahontaz nie jest ani nadzwyczajnie dobrze ani źle, jest szansa na złoto.

A gdyby nawet ilość sprzedanych egzemplarzy drugiej płyty członków Paktofoniki zaliczyłaby próg oznaczający diamentową płytę, to czy byłoby w tym coś złego? Niech hip-hop dociera do jak najszerszej grupy odbiorców, tak długo jak jest on godny polecenia. I na tym powinna skończyć się dyskusja o tym, jakże bolesnym dla obserwatora kultury, filmie, a fani rapu powinni raczej zacząć się martwić, że kulturę jaką jest hip-hop, mimo jej długiego stażu, nadal traktuje się jak egzotykę, tak jakby wszyscy byli jeszcze przed obejrzeniem Blokersów czy przed pierwszą Molestą.

Nie ma więcej wpisów