Pochodzi ze Szwecji, jest absolutnie oryginalną postacią, swoim głosem oraz muzyką hipnotyzuje, czaruje, zaklina. I wydaje się, że nie tylko słuchaczy – siebie chyba również. Kiedy wymieniałam opinie o jej koncertach w Warszawie i we Wrocławiu, znajomy powiedział do mnie: ona zachowuje się, jakby była opętana przez muzykę. Tak, to jest naprawdę dobre określenie tego, co na scenie prezentuje Xenia Kriisin.

Z jej twórczością tak naprawdę zapoznałam się dopiero podczas występu we wrocławskim Falansterze. Wcześniej tylko pobieżnie przesłuchałam kilka nagrań dostępnych w serwisach YouTube czy SoundCloud. Co więcej – jeśli mam być szczera – na koncert wybrałam się z niezupełnie odpowiednich pobudek. To jednak nie miało większego znaczenia, a już kompletnie przestało je mieć w momencie, w którym usłyszałam pierwsze dźwięki generowane przez Xenię, perkusistę Johana oraz trzyosobowy damski chórek.

Początek koncertu był najzwyczajniej piękny, magiczny, emocjonalny. Delikatne melodie cytry – nieśmiało uzupełniane przez muśnięcia bębnów, zmysłowy głos wokalistki, nienachalne ozdobniki chóru – magia, uwierzcie mi, po prostu magia. Było spokojnie, nieco melancholijnie. W Falansterze panowała absolutna cisza. Ludzie siedzieli pod sceną na podłodze, na wcześniej przygotowanych matach. W zupełnym skupieniu chłonęli klimatyczne brzmienie autorstwa szwedzkich muzyków.

Po tak subtelnym wprowadzeniu, przyszedł czas na dźwięki mniej spokojne, momentami niepokojące, wciąż jednak klimatyczne. Druga część występu sprzyjała artystce ku temu, by dać wyraz nie tylko swoją muzyką, ale również zachowaniem, mimiką twarzy, gestami, ruchami w ogóle. I to jest właśnie ten moment, który najlepiej opisują słowa przytoczone już na samym początku. Ona naprawdę zachowywała się tak, jakby była opętana przez muzykę – dokładnie takie wrażenie na mnie wywarła, kiedy generowała ze swojego wnętrza dźwięki absolutnie dziwne, jakby niespójne, chwilami wręcz drażniące. Poczynania Xenii idealnie wspierał Johan, który przy pomocy bębnów budował tajemniczy, a chwilami również mroczny nastrój.

To był wyjątkowy występ, przeżycie. To był nie tylko koncert, ale również muzyczne wydarzenie. I chociaż zarejestrowałam w swojej świadomości również takie momenty, kiedy improwizacje Szwedów zaczynały mnie nieco przytłaczać, nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania z nimi oraz z ich muzyką. Osoby, które poznały artystkę na jednym z kilku polskich koncertów, które zagrała w tym miesiącu, być może podzielą tę opinię, a być może nie. Wszyscy chyba jednak zgodzą się ze mną co do jednego – Xenia Kriisin żyje w niezwykłym muzycznym świecie i z łatwością potrafi zabrać słuchaczy w tę krainę.

Nie ma więcej wpisów