music is ... muzyka z najlepszej strony.

 

Drekoty. Persentyna

To nie jest przyjemna płyta. To nie jest płyta dla każdego. Najbardziej trafi do tych, którzy w muzyce szukają czegoś więcej niż łatwo wpadających w ucho melodii i przyjemnych dźwięków. To płyta dla ambitnych i wytrwałych, bo – nie powiem – początki były ciężkie. Za to po dziesiątym przesłuchaniu nie można się od niektórych utworów oderwać.

Na krążku jest sporo psychodelii utkanej z elektroniki poprzeplatanej z dźwiękami pianina, skrzypiec, perkusji i cymbałków. Niepokojące dźwięki są tu wszechobecne, czasami nawet panie nie silą się na to, żeby było przyjemnie – wystarczy dojść do kawałka Skrzypię, aby skulić się przy nieznośnie katującym uszy, dosłownie skrzypiącym wstępie. Czasami jest melodyjnie jak w Poddaniach, żeby zaraz uderzyć surowością w Parestezji. Pięknie zaczyna się ukryty bonus na krążku, kawałek Upał, który już od początku dźwiękami przywodzi na myśl letnie, duszne wieczory. A singiel promujący album – Za – stopniowo buduje napięcie, aby w finale niemal eksplodować.

Teksty nie opierają się na opowiadaniu historii. Zbudowane są na grze słów, z których momentami wyłaniają się ciekawe, dające do myślenia zdania. Wokale są czasami rozkrzyczane, czasami spokojne, ocierające się nawet o melorecytację – niczym nie ugłaskane, owiane dziewczęcym urokiem.

W każdym utworze można znaleźć inne dźwiękowe wariactwa, które nie pomagają w odbiorze. Połamane melodie, zmiany klimatu, rozbudowane wokalizy, zgrzytanie skrzypiec – to wszystkie czynniki, które na pewno nie pozwalają się słuchaczowi nudzić. Dziewczyny postanowiły pozostać w swoim muzycznym świecie – bo fani EP-ki Trafostacja na pewno nie zawiodą się słuchając Persentyny – i konsekwentnie wylewają fundamenty, żeby się na dobre zadomowić i po prostu robić swoje.

Drekoty wydały pokręconą, przesyconą lawiną dźwięków płytę. Ciężko jednak nie stwierdzić, że jest to chyba najciekawsza propozycja ze wszystkich fonograficznych debiutów tego roku. Jednocześnie bardzo ciężko jest tę płytę ocenić w stosunku do innych artystów, bo Drekoty to unikat na polskiej scenie muzycznej. Nie obiecuję nikomu miłości dozgonnej od pierwszego przesłuchania, ale polecam, bo takie skarby rodzimej sceny znać warto.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...