Kiedyś dzieci na podwórkach chciały być punkami, bo tak było prościej. Łatwiej przecież rzępolić na gitarze covery Sex Pistols niż kaleczyć palce na solówkach Jimmy’ego Paige’a czy Tony’ego Iommi. Tak właśnie, podczas ceremonialnego dopalania peta przy puławskim trzepaku, w głowach dwóch Tomaszów (Adamskiego i Budzyńskiego) zrodził się pomysł, by założyć zespół. Był rok 1982, stylistyka trzy akordy, darcie mordy przeżywała rozkwit.

Znalazła się piwniczna kanciapa, gdzie można było robić próby. Znalazł się także pałkarz i basista. Wkrótce grupa była już gotowa, aby pod nazwą Siekiera dać swój pierwszy występ na przeglądzie kapel młodzieżowych w klubie Mozaika. Mimo iż przybrana nazwa sama się prosi o dopisanie legendy, mitycznej i choć lekko makabrycznej opowieści o początkach, zupełnie prozaicznie, ten rzeczownik najlepiej podsumowywał ich muzykę.

W miesiąc po Mozaice, Siekiera miała zagrać swój pierwszy koncert z prawdziwego zdarzenia u boku takich gwiazd jak Kult, Dezerter i Abaddon. Jako, że grupa powstała na solidnych punkowych ideałach, ostro grała i nie słabiej imprezowała. W wyniku czego, na kilka godzin przed występem, perkusista, Krzysztof Koben Grela poległ na garderobianych deskach. Niedyspozycji nie udało się szybko uleczyć, więc próbowano kogoś kto umiał wybijać rytm z innych zespołów. Bezskutecznie. I choć do koncertu w Lublinie nie doszło, wyjazd nie okazał się całkowitą klapą. Poza epickim melanżem, a może właśnie dzięki niemu, Siekiera poznała Grzegorza Brzozowicza (ówczesny menedżer Kultu). To właśnie on załatwił im pierwszy gig w Warszawie. Chłopcy postanowili się więc rozstać z utworami the Exploited, Discharge, U.K. Subs i w stolicy zaprezentować własny, swoją drogą bardzo dobry, materiał. Publiczność doceniła, za to z równowagi wyprowadził ją skutecznie image Adamskiego, który nosił brodę. Broda niestety nie korespondowała zupełnie z obowiązującym kanonem polskiego (ba! nawet zachodniego) punka, o czym boleśnie dały znać warszawskie pięści. To właśnie wtedy lider Siekiery rzucił swoje słynne wyzwanie: Świry do przodu, próchno za drzwi.

Po pełnym przygód występie udało się grupie zakwalifikować do Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie latem 1984 roku. Dostali się do finału konkursu, gdzie jako laureaci (obok Moskwy i Prowokacji), a zarazem najbiedniejszy zespół, zostali nagrodzeni  wzmacniaczem Labsoubd, Nie wiadomo czy ktoś interesował się wtedy rekordami Guinessa, ale Siekiera mogła się poszczycić wywołaniem największego pogo nie tylko w historii festiwalu, ale całej Polski. Dwa utwory z jarocińskiego koncertu Fala i Idzie Wojna trafiły następnie na kompilację wydaną przez Polton. Zespół natomiast zaszył się w Domu Chemika w Puławach, by nagrać utwory na kasetę Demo Summer ’84.

Niewiele później, w związku z narastającym konfliktem z Adamskim o sprawczy wpływ na działalność formacji, odszedł Budzyński. W podobnym czasie rozstał się z Siekierą, tragicznie zmarły w 1992 roku, Krzysztof Grela (funkcjonują dwie wersje wydarzeń: został pomyłkowo zastrzelony przez rosyjską mafię bądź dźgnięty nożem przez kucharza w jednej z puławskich restauracji).

Zmiany personalne pociągnęły za sobą zmiany muzyczne. Wprowadzono instrumenty klawiszowe, co złagodziło punkowe brzmienie i znacznie przybliżyło grupę do nowofalowych klimatów. W 1985 roku Siekiera dwukrotnie zaglądała do studia nagraniowego. W wyniku czego,  rok  później ukazał się debiutancki album zespołu Nowa Aleksandria. To do tej pory jedno z najistotniejszych wydawnictw polskiej muzyki niezależnej, którego reedycja właśnie trafiła na półki sklepowe.

Zespół działał jeszcze przez kilka miesięcy. W 1987 roku został ostatecznie rozwiązany przez Tomasza Adamskiego, który poświęcił się poezji i działalności teatralnej. W 2008 roku do sprzedaży trafiły dwie płyty poświęcone początkom kariery z Tomaszem Budzyńskim na wokalu – Na wszystkich frontach świata i 1984.

Chociaż Siekiera była obecna na scenie stosunkowo krótko i Polski nie zmieniła, to wprowadziła do muzyki pierwiastek oryginalności, świeżości. Ukształtowała też poniekąd dwóch bardzo ważnych artystów. I za to jej dziękujemy. Oi!

Nie ma więcej wpisów